A czy ktoś próbował robić body scan przy jakimś prowadzeniu głosowym? Ja sama z siebie nie dam rady utrzymać tej kolejności, ale jak jest jakiś głos który mówi 'teraz prawa stopa, teraz kostka' to jakoś mi idzie. Czy to jest oszukiwanie?
To co mówi Tarninka_65 jest chyba doswiadczeniem połowy z nas tu. Ja miałem identycznie — dopiero jak nastawiłem coś do słuchania to w ogóle byłem w stanie zacząć. Ciekawe ile osób tu zaczęło od prowadzonego audio i ile od razu próbowało w ciszy?
Ja w ciszy nie dałam rady w ogóle. Pierwsze tygodnie to bylo wylącznie prowadzone nagrania i nie wstydzę się tego. A czy ktoś wie czy jest jakaś różnica między prowadzonymi nagraniami po polsku a po angielsku? Mnie ten angielski głos jakoś bardziej uspokaja ale nie wiem czy to efekt języka czy po prostu konkretnej osoby która nagrywa.
Nie ma co się krępować, ja przez miesiąc słuchałem tylko jednej nagrywaczki bo mi głos pasował a potem znalazłem innego i okazał się lepszy. Przy ADHD to chyba w ogóle jest ważniejsze niż u innych ludzi bo jak coś drażni to momentalnie tracisz całą sesję.
To co mówi Pochwist85 jest ważne i niedoceniane. Dopasowanie bodźców przy ADHD to nie jest kapryśność — to jest dosłownie warunek tego żeby praktyka w ogóle mogła działać. Znam osoby które porzuciły medytację bo 'im nie szła' a jedynym problemem był irytujący dźwięk tła na nagraniu.
A to otwiera kolejne pytanie — czy muzyka w tle pomaga czy przeszkadza? Bo ja próbowałem z bębnami szamanśkimi, z dźwiękami natury i bez niczego i za każdym razem jest inaczej. Nie wiem czy powinienem się zdecydować na jedno czy eksperymentować dalej.
To rozróżnienie które robi Hipolit jest moim zdaniem kluczowe a mało kto o tym mówi wprost. Medytacja to nie jest jedna rzecz. Przy ADHD szczególnie warto chyba nie szukać 'jednej właściwej' tylko zrozumieć do czego każda wariacja służy. Ja mam zestaw trzech różnych podejść na różne dni i różne potrzeby.
Jasne. Pierwsze to krótki body scan pięć do dziesięciu minut kiedy jestem nakręcona i nie mogę się zatrzymać — właśnie to o czym mówiła Reginka. Drugie to oddechowe z liczeniem kiedy muszę się skupić przed czymś ważnym. Trzecie to spacer w ciszy kiedy mam za dużo w głowie i siedzenie fizycznie nie wchodzi w grę. Przy czym ten trzeci to niektórzy powiedzą że to nie jest medytacja w ogóle.
Wracam do tego co powiedziała Tereska o zasadzie awaryjnej i myślę że to jest szerzej ważna sprawa. Przy ADHD chyba połowa pracy to jest właśnie przygotowanie takich małych procedur na wypadek zgubienia się — żeby mózg nie musiał decydować w środku sesji. Ja mam podobnie z miejscem: zawsze siadam w tym samym kącie, zawsze ta sama poduszka. Jak raz próbowałem inaczej to byłem rozkojarzony przez pierwsze pięć minut tylko dlatego że coś było 'nie tak'. Czy ktoś ma podobnie z tym przywiązaniem do konkretnych warunków zewnętrznych?
