A można łączyć? Znaczy - iść po nierównym terenie i jednocześnie skupiać się na odczuciach w nogach? Albo to za dużo naraz?
wchodzę tu bo szukałem czegoś o medytacji i ten wątek jest długi ale nie znalazłem odpowiedzi na jedno pytanie. czy medytacja chodzenia jest dobra jeśli mam problem z bezruchem? siedzenie przez dziesięć minut to dla mnie katastrofa, dosłownie nie mogę usiedzieć w miejscu i myślałem że chodzenie byłoby łatwiejsze. ale tu piszecie że i tak trzeba się skupić i wydaje mi się że to takie samo wyzwanie tylko stojąc a nie siedząc
Ja miałem bardzo podobnie z siedzeniem i faktycznie chodzenie było dla mnie dużo łatwiejszym wejściem. Ale szczerze - to nie jest łatwiejsze samo w sobie, tylko inaczej trudne. Siedzenie to walka z ciałem, chodzenie to walka z tym żeby nie przyspieszyć tempa bo wtedy wychodzisz z medytacji i po prostu chodzisz.
to jest chyba mój problem. ja chodzę normalnym tempem i nie czuję żadnej różnicy między tym a zwykłym spacerem. jak bardzo wolno trzeba chodzić żeby to faktycznie działało inaczej? bo próbowałam zwolnić i czułam się głupio jakby coś mi było z nogami
to jest chyba mój problem. ja chodzę normalnym tempem i nie czuję żadnej różnicy między tym a zwykłym spacerem. jak bardzo wolno trzeba chodzić żeby to faktycznie działało inaczej? bo próbowałam zwolnić i czułam się głupio jakby coś mi było z nogami
Zaneta - to uczucie głupoty to bardzo ważny sygnał, nie ignoruj go. Skąd on pochodzi? Bo to nie ciało mówi że coś jest nie tak, tylko jakaś część umysłu ocenia sytuację. I właśnie ta oceniająca część jest tym czym warto się zająć w medytacji, niekoniecznie tempem.
A może to kwestia miejsca? Pokój to jednak dość sztuczna przestrzeń na takie rzeczy. Jak próbowałam chodzić po parku to jakoś wolne tempo nie było tak dziwne, bo inni też tam chodzą spokojnie.
Zgadzam się z Apolonką. W pokoju masz może pięć kroków i już ściana, więc ciągle jesteś świadoma że robisz coś 'specjalnego'. Na zewnątrz to po prostu spacer, tylko świadomy. Zaneta, czy próbowałaś na dworze?
Zaneta, ja mam dokładnie tak samo. Czy to nie jest trochę paradoks - medytacja ma redukować stres a samo środowisko powoduje nowy stres? Zastanawiam się czy jest jakieś miejsce które jest 'neutralne' dla takich ćwiczeń.
wracając do tego co pisałem wcześniej o siedzeniu - Ildefons82 powiedział że chodzenie jest 'inaczej trudne'. Właśnie chcę się dowiedzieć czym konkretnie, bo jak wejdę w to z błędnym nastawieniem to pewnie znowu się sfrustruję po tygodniu.
Ten opis Ildefonsem jest całkiem trafny. Technicznie rzecz biorąc w medytacji chodzenia podstawowym wyzwaniem jest właśnie regulacja tempa, bo ciało ma własne 'domyślne' ustawienia i ciągle do nich wraca. Hilary - co konkretnie się dzieje gdy przyspieszasz? Zauważasz to w trakcie czy dopiero po?
To co Hilary opisuje z oddechem to dokładnie ten sam mechanizm. Ciało ma rytmy i one wracają. W medytacji chodzenia nie chodzi o utrzymanie sztucznego tempa na siłę, ale o zauważenie momentu kiedy tempo się zmienia. To jest właśnie praktyka - nie samo wolne chodzenie.
ale jak to znaczy 'zauwazyc moment' - to nie jest oczywiste? jak chodzę szybciej to chyba wiem ze chodzę szybciej? czy chodzi o cos innego
to ciekawe że to samo dotyczy myśli chyba? znaczy nie zauważasz kiedy zacząłeś myśleć o czymś innym, po prostu w którymś momencie jesteś już głęboko w jakimś temacie. czy to jest podobny mechanizm?
Jurek, a czy jest jakiś sposób żeby te sygnały ciała zrobić jeszcze wyraźniejsze na początku? Bo jak Zaneta mówiła, ona w ogóle nie czuje różnicy między medytacją a zwykłym spacerem. Może brakuje jej jakiegoś punktu odniesienia?
Ja bym zaproponowała żeby Zaneta spróbowała jeden raz celowo iść bardzo szybko przez minutę a potem nagle zwolnić. Kontrast może sprawić że wolne tempo będzie bardziej namacalne. Zaneta - coś takiego brzmi dla ciebie wykonalnie?
A jak długo właściwie trwa zanim człowiek w ogóle zaczyna coś czuć podczas chodzenia? Bo przy siedzeniu słyszałem że niektórzy potrzebują tygodni żeby to miało sens.
to co Ildefons opisuje to chyba to co ja czuję po długim spacerze w lesie, nie? czy medytacja chodzenia to jest coś innego niż po prostu iść sobie spokojnie?
a nie mozna po prostu chodzic i byc soba? to musi byc az tak skomplikowane zeby to dzialalo
To mnie zastanawia - czy jest jakaś różnica między medytacją chodzenia w ciszy a z muzyką? Słyszałam że niektórzy chodzą ze słuchawkami ale to chyba kłóci się z samą ideą?
Muzyka to dość kontrowersyjny temat w tym kontekście. Jedni mówią że rytm muzyki może pomagać utrzymać tempo, inni że to dodatkowy bodziec który rozprasza. Rena, czy chodzi ci o muzykę rytmiczną czy raczej tło dźwiękowe?
Hałas otoczenia to nie jest problem tylko zasób - w tradycyjnych praktykach zen właśnie nie odcinasz się od dźwięków, tylko pozwalasz im być bez reagowania. To też jest część medytacji.
wróćmy do tempa bo mam pytanie praktyczne - jak w ogóle wybrać tempo startowe? czy powinno być jakieś konkretne kryterium, np. połowa normalnego kroku, czy to się czuje intuicyjnie?
dobra, rozumiem że zaczynam od tempa które wygląda głupio - ale jak długo mam iść w tym śmiesznym tempie? bo zakładam że chodzi o jakiś konkretny odcinek czasu, nie?
a to ciekawe, bo ja właśnie mierzyłem czasem i faktycznie po chwili myślałem bardziej o tym ile zostało niż o chodzeniu. myślisz że to jeden z takich błędów który popełnia większość?
to nie jest błąd, ale ta irytacja jest sygnałem do obserwacji. Jeśli masz ochotę - sprawdź czy przy następnym razie ta irytacja pojawia się w ciele, czy tylko w głowie. Dosłownie - gdzie ją czujesz?
wow, to jest naprawdę głębsze niż myślałem. bo ja chodzę i myślę że 'ok, czas wróćć do kroków' ale żeby jeszcze śledzić gdzie to siedzii w ciele... to brzmi jak dwa zadania na raz
