Od jakiegoś czasu próbuję wprowadzić mantrę do codziennej medytacji, ale szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Czytałam różne rzeczy - jedni mówią, że mantra musi być po sanskrycie, inni że równie dobrze może być po polsku, jeszcze inni że słowo powinno przyznać ci nauczyciel. Jak wy to robicie? Czy ktoś tu w ogóle używa mantry regularnie i widzi jakiś sens w konkretnym wyborze słowa, czy to bardziej kwestia osobistego dopasowania?
Używam mantry od wielu lat i powiem ci jedno - kwestia języka jest według mnie drugorzędna. Ważniejsze jest to, co dzieje się z twoim oddechem i ciałem, gdy powtarzasz dane słowo. Są mantry sanskryckie, które mają określony wpływ na ciało przez wibrację dźwięku, ale jeśli ktoś nie czuje z nimi połączenia, to żaden efekt nie przyjdzie. Pytanie do ciebie: masz już jakieś słowo, które gdzieś wraca ci w głowie, albo frazę, którą naturalnie kojarzysz z wyciszeniem?
Też mam to samo odczucie, że polskie słowa 'nie brzmią poważnie' przy medytacji. Ale z drugiej strony skąd to przekonanie? Czy ktoś tu naprawdę sprawdził różnicę między 'Om' a zwykłym 'spokój' u siebie? Pytam serio, bo mam wrażenie, że to trochę efekt placebo - wierzymy, że sanskryt działa lepiej, więc działa lepiej.
Ja próbowałam kilku mantyr i powiem szczerze, że 'Om' mnie rozpraszało, bo ciągle myślałam czy dobrze wymawiam. Za to jak zaczęłam powtarzać po prostu 'jestem tu', to coś zaskoczyło. Może to głupie, ale tak to czułam. Czy to w ogóle można nazwyać mantrą czy to już bardziej afirmacja?
To dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. W tradycji wedyjskiej mantra to dźwięk, który ma działać przez samą wibrację - znaczenie jest drugorzędne albo w ogóle nieistotne. W zachodnich podejściach, w tym mindfulness, to bardziej kotwica dla uwagi - słowo, do którego wracasz gdy myśli odpływają. Cel inny, mechanizm inny. Więc zanim ktoś pyta jak wybrać mantrę, warto odpowiedzieć sobie po co jej chce i w jakim stylu medytuje.
Ale czy to nie jest tak, że mantry tradycyjne jak 'Om Namah Shivaya' albo 'So Hum' mają jakąś konkretną energię przypisaną przez pokolenia praktyki i że polskie słowo nigdy tego nie zastąpi? Gdzieś czytałam, że intencja zbiorowa wzmacnia działanie mantry, czyli im więcej osób ją powtarzało przez wieki, tym silniejsza.
No ale Hubert72, jeśli idziesz tą drogą to możesz zakwestionować dosłownie każdą praktykę duchową. W tarota też nie ma 'twardych danych'. A jednak działa. Mantry tradycyjne są tradycyjne z jakiegoś powodu - przetrwały tysiące lat. To nie przypadek.
Mam w notatkach z kilku różnych źródeł i widzę pewien schemat: wszystkie tradycje zgadzają się w jednym - regularność powtarzania jest ważniejsza niż sama treść mantry. Czyli jeśli ktoś pyta jak wybrać słowo, może warto najpierw zapytać: czy jesteś w stanie przez 21 dni wracać do tego samego słowa bez zmieniania go? Bo wielu ludzi (sam przez to przechodziłem) co chwilę zmienia mantrę i potem dziwią się, że nic nie czują.
A skąd ta liczba 21 dni? Widzę ją bardzo często w takich kontekstach i zawsze się zastanawiałam czy to coś znaczy czy to taki marketingowy mit.
Wracając do kwestii wyboru - czy to znaczy, że można po prostu wziąć dowolne słowo i zacząć? Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić, czy dana mantra do nas 'pasuje' zanim się zaangażujemy? Bo mnie się zdarzyło, że zaczęłam z jednym słowem i czułam dziwny niepokój zamiast spokoju. Zmieniłam i od razu lepiej.
Słucham tego wszystkiego i zastanawiam się czy zamiast szukać 'właściwej' mantry nie warto po prostu usiąść i zobaczyć co samo przychodzi. Ktoś kiedyś mi powiedział, żebym w ciszy zadała sobie pytanie i czekała na dźwięk albo słowo. Nigdy tego nie próbowałam, bo wydawało mi się za mistyczne. Ale może jest w tym coś praktycznego?
Próbowałam czegoś podobnego i faktycznie przyszło mi jakieś słowo, ale nie wiedziałam czy to 'prawdziwe' czy mój umysł po prostu coś wylosował. Jak odróżnić jedno od drugiego?
Mnie to pytanie Runiarski bardzo mocno uderzyło - żeby usiąść i pozwolić słowu przyjść. Próbowałam to zrobić przed chwilą, dosłownie zamknęłam oczy na kilka minut, i przyszło mi 'cisza'. Co jest trochę paradoksalne, bo cisza jako słowo... robi hałas w głowie. Czy ktoś miał coś podobnego, że mantra była jakby sprzeczna sama w sobie?
To jest moim zdaniem jedno z kluczowych pytań tej rozmowy i nikt go jeszcze nie podjął wprost. Nie ma łatwego sposobu na odróżnienie tych efektów bez eksperymentu kontrolowanego - czyli medytacji bez mantry przez jakiś czas, potem z mantrą, i obserwacji różnic. Czy ktoś tu w ogóle to robił świadomie?
Czy to znaczy, że mantra pomaga bardziej z motywacją do samej praktyki niż z czymś 'duchowym'? Bo to by wyjaśniało dlaczego tyle osób mówi że działa.
Ale właśnie, skoro mówimy o mechanizmach - czy ktoś z was zna tradycję Transcendental Meditation i to jak tam podchodzą do wyboru mantry? Podobno mantra jest przydzielana indywidualnie przez nauczyciela i nigdy nie mówisz jej innym. Czy to ma jakiś sens praktyczny czy to bardziej marketing wokół tajemnicy?
Wróćcie chwilę do tego co mówiłam wcześniej o niepokoju przy mantrze. Kminek odpowiedziała, że słowo może dotykać czegoś trudnego. Ale jak długo w takim razie kontynuować zanim zdecyduję, że to nie moje słowo? Bo byłam przy tym tygodniami i nadal nie wiedziałam.
To co Kminek opisuje z tym ruchem przypomina mi coś z pracy z afirmacjami - jeśli afirmacja wywołuje opór, to często dlatego, że trafia w coś prawdziwego. Zastanawiam się czy mantra działa podobnie. Czy wybieramy słowo które chcemy osiągnąć, czy słowo które już gdzieś w nas jest?
O, to jest świetne pytanie. Bo ja zawsze myślałam o mantach jako o czymś do osiągnięcia - jakby program dla umysłu. Ale jeśli to ma być coś co 'już jest' - to zupełnie inaczej do tego podejdę. Skąd w ogóle wiedzieć która ta opcja ma sens?
Może to nie jest albo-albo? Czasem siadasz do medytacji z intencją uspokojenia się i mantra 'spokój' to coś, czego szukasz. Innym razem faktycznie przychodzi słowo, które już w sobie nosisz. Chyba oba podejścia są możliwe, tylko dają trochę inny efekt?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chcę się podzielić czymś z własnego doświadczenia. Zaczęłam kiedyś od mantry 'światło', bo gdzieś przeczytałam że jest dobra dla osób które miewają ciężkie sny. I faktycznie po jakimś czasie sny się zmieniły. Nie wiem czy to mantra, ale związek w czasie był wyraźny.
Stosowałam ją podczas wieczornej medytacji, jakieś dwadzieścia minut przed snem. Nie w łóżku, tylko w fotelu. I tak, sny się zmieniły - nie od razu, ale po kilku tygodniach zaczęły być... jaśniejsze? Trudno to opisać inaczej. Ale Goryczka, nie wiem czy to była mantra, czy sam rytuał wyciszenia przed snem. Bo jednocześnie odstawiłam telefon wieczorami.
I tu wracamy do pytania, które jest chyba sercem całego tego wątku - czy mantra ma być czymś, co wybierasz z głowy czy czymś, co wyłania się samo? Eleonorka wzięła gotowe słowo z artykułu i coś zadziałało. Syriana usiadła i pozwoliła przyjść słowu, dostała 'cisza'. Oba podejścia dały jakiś efekt. Więc może pytanie nie jest 'jak wybrać' tylko 'czego szukasz w tej mantry w ogóle'.
Ale czy te efekty były porównywalne? Bo mam wrażenie że Eleonorka mówiła o konkretnej zmianie - sny - a ja nadal nie wiem co mi dało moje 'cisza'. Może właśnie dlatego że nie miałam tak konkretnej intencji.
To co mówi Kminek brzmi logicznie, ale jak w praktyce 'odpuścić' intencję? Ja jak sobie coś postanowię, to siłą woli wracam do tego w trakcie. To chyba też jest mój problem z mantrami - za bardzo się staram.
Tak jak Wladek mówi - w TM to jest de facto cel, nie błąd. Mantra ma być nośnikiem, nie treścią. Ale to nie znaczy, że każda tradycja tak samo podchodzi do tematu. W niektórych szkołach buddyjskich ważne jest właśnie rozumienie słów mantry, w mantrach wedyjskich dźwięk jest pierwotny wobec znaczenia. Porównywanie tych podejść to trochę jak porównywanie jabłek z pomarańczami.
Mnie zastanawia czy w ogóle trzeba wybierać między znaczeniem a dźwiękiem. Jak powtarzam słowo dostatecznie długo, to oba są obecne na przemian. Raz słyszę dźwięk, raz łapię znaczenie. Może to naturalne fale uwagi i nie należy temu przeszkadzać?
