Zielarz - ten problem z 'dwoma zadaniami' to chyba najczęstsze co słyszę od osób zaczynających. Ale może warto zapytać Karolcię - bo ona najdłużej to robi - czy to wrażenie multitaskingu z czasem znika czy raczej zmienia formę?
znika w tym sensie, że przestaje być dwoma rzeczami. To trochę jak jazda na rowerze - na początku myślisz osobno o pedałowaniu, równowadze, kierunku. Potem to jedno działanie. Przy chodzeniu podobnie, ale trwa dłużej zanim się skleja.
ale czy to nie jest tak ze jak juz jzedizesz na rowerze automatycznie to przestajesz w ogole zwracac uwage? bo mi sie zdaje ze własnie o to nie chodzi w medytacji
wróćmy na chwilę do tego hałasu bo moje pytanie zostało trochę zawieszone - okej, nie odcinam się słuchawkami, akceptuję dźwięki jako część praktyki. Ale co jak ten hałas naprawdę wybija mnie z rytmu, nie filozoficznie, tylko dosłownie nie mogę się skupić?
a gdzie w takim razie chodzić kiedy nie ma lasu pod ręką i jest hałas? bo to brzmi jak catch-22 - do medytacji chodzenia potrzebujesz dobrego miejsca, ale żeby dobrze wybierać miejsca musisz już wiedzieć co ci przeszkadza
próbowałam po pokoju! to znaczy nie mam dużo miejsca ale wyznaczyłam taki odcinek między oknem a drzwiami, dosłownie 6-7 kroków. I chodziłam tam i z powrotem. Dziwnie się czuło przez pierwsze może dwie minuty, ale potem nie przeszkadzało. Karolcia - to się liczy jako ta sama praktyka?
tak, liczy się. W tradycji theravady kinhin robi się właśnie na małej przestrzeni, czasem kilkanaście kroków w kółko. Długość trasy nie definiuje głębokości praktyki. Jak się czułaś po tej próbie w pokoju w porównaniu do spaceru?
to co Apolonka opisuje to mi daje do myślenia - może chodzenie na zewnątrz działa mocniej właśnie przez te zmysły, wiatr, temperatura, zapach. A w pokoju zostaje sam ruch. Czy to nie znaczy że to jednak dwie trochę różne praktyki?
To ciekawe co Hilary zauważył - bo z jednej strony masz rację, że bodźce zewnętrzne dokładają warstwę. Ale nie powiedziałabym że to dwie osobne praktyki, raczej różne warunki tej samej. Apolonka - powiedz mi więcej o tym 'mniej wolnych myśli' po pokoju. Czy to było podczas czy zaraz po wyjściu z praktyki?
no właśnie chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czyli zmysły zewnętrzne jak wiatr czy zapach to nie są przeszkody, tylko dodatkowy materiał do obserwacji? Bo ja intuicyjnie myślałem że im więcej bodźców, tym trudniej.
to co opisujesz - skupienie plus napięcie - to dosyć klasyczna różnica między praktyką w zamkniętej przestrzeni a na zewnątrz. Czy to napięcie czułaś fizycznie, np. w barkach albo szczęce, czy to bardziej stan umysłu?
a ja mam inne pytanie do tego wątku z pokojem - jak wyznaczyłaś ten odcinek, tak po prostu mentalnie czy fizycznie coś zaznaczyłaś? Bo ja próbowałem na korytarzu i stale się zatrzymywałem przy drzwiach jakby to był jakiś sygnał stop.
ten reset przy zawracaniu to nie jest problem, to jest moment który wiele tradycji traktuje jako osobną mikropraktykę. Zatrzymanie, obrót, ponowne ruszenie - każdy z tych etapów można obserwować osobno. Hilary, wracając do twojego pytania - tak, zewnętrzne bodźce mogą pogłębiać, nie tylko rozpraszać, ale to zależy od etapu. Czy na początku czy po jakimś czasie?
a czy ktoś próbował z muzyką albo dźwiękami do medytacji w słuchawkach podczas chodzenia? Pytam szczerze bo wiem że wcześniej była mowa żeby nie, ale może są jakieś wyjątki, np. dźwięki natury zamiast ciszy?
nie zgodzę się do końca z Naparstnicą - bo jak ktoś mieszka przy ruchliwej ulicy i nie ma wyjścia, to może to być most do prawdziwej praktyki. Pytanie tylko czy Rena77 pytasz o metodę docelową czy o radzenie sobie na początku?
to co Rena mówi jest bardzo praktyczne i myślę że niedoceniane w tych dyskusjach - większość z nas nie żyje w idealnych warunkach i ta rozmowa trochę zakłada dostęp do ciszy albo natury. A wracając do tematu pokoju kontra zewnątrz - Apolonka powiedziałaś że czułaś napięcie, ale byłaś bardziej skupiona. To może być właśnie ta różnica między koncentracją a obecnością?
ma sens, i to całkiem techniczny. W terminologii Mahasi Sayadaw - Birmańczyk, jeden z kluczowych nauczycieli vipassany w XX wieku - jest rozróżnienie między napięciem uwagi a 'lekkim dotknięciem' uwagi. Żadne nie jest lepsze z definicji, zależy od celu. Ciekawe że doszłaś do tego sama.
przepraszam że wchodzę z boku ale kto to jest ten Mahasi Sayadaw i czy to jest zwykła buddyjska tradycja czy coś specyficznego? bo trochę gubie się już czy meditacja chodzenia to buddyzm czy jest niezależna od religii
ja przez chwilę traciłem wątek ale wróciłem do tego co Malgosia napisała o koncentracji vs obecności i chyba właśnie to jest mój problem - ja cały czas próbuję się skupiać zamiast być. to brzmi jak oczywistość ale jakoś trudno mi to przełożyć na konkretny krok. dosłownie co robisz żeby przestać koncentrować?
Ildefons, Zielarz - zamiast odpowiadać od razu, zapytam: jak stawiacie stopę? Pięta najpierw czy cała stopa? Czy w ogóle zwracacie na to uwagę podczas chodzenia?
no dobra, pięta - teraz jak to pytasz to sobie uświadomiłem że w ogóle nie wiem jak stawiam stopę podczas zwykłego chodzenia, a co dopiero podczas medytacji. Serio, nigdy na to nie zwracałem uwagi. I co to zmienia jeśli chodzi o tę koncentrację kontra bycie?
ok ale mi to trochę przypomina te ćwiczenia 'bądź tu i teraz' które zawsze brzmią prosto a potem człowiek stoi i myśli 'czy dobrze bywam tu i teraz?' i już jest za późno. Pytanie konkretne: czy ta pięta to ma być punkt skupienia przez cały czas chodzenia czy tylko na chwilę żeby wejść w tę obecność?
też mam to pytanie co Ildefons, bo wydaje mi się że jak zaczynam śledzić stopę to po chwili i tak myślę o tym że śledzę stopę i jakoś to nie jest już obecność tylko meta-myślenie. Czy to normalny etap czy coś robię źle?
to jest klasyczny etap i ma nawet swoją nazwę w niektórych tradycjach - 'refleksyjna świadomość', czyli umysł obserwujący siebie przy obserwowaniu. To nie jest błąd, to jest właśnie moment w którym praktyka zaczyna robić coś ciekawego. Ale powiedz mi - kiedy to meta-myślenie się pojawia, co wtedy robisz? Odpuszczasz, czy próbujesz wrócić do stopy?
sorry że wchodzę ale to co Apolonka opisuje to ja mam przy każdej próbie medytacji, siedzącej też. I zawsze myślałam że to znaczy że 'nie umiem' medytować. To naprawdę jest normalny etap a nie defekt?
