Wracając do tego co mówiła Paprotka, że decyduje spokojniej ale niekoniecznie szybciej. Mnie właśnie interesuje czy w tym temacie chodzi o szybkość czy o jakość. Bo może zadaję złe pytanie zakładając że decyzyjność to znaczy szybko.
A właśnie, bo w tytule wątku jest czy uważność czyni nas bardziej decyzyjnymi i nie wiem co autor miał na myśli. Decyzyjny to jaki dokładnie? Szybki, trafny, spokojny, odważny w wyborach? Bo to są różne rzeczy.
a moze chodzi o to ze po medytacji po prostu widisz lepiej co tak naprawde chcesz? bo jak wiesz czego chcesz to decyzja jest latwa, a jak nie widziesz tego to mozesz analizowac w nieskonczonosc i nic
Czytam od początku i mam jedno skojarzenie, może głupie. Jak medytuję to potem mam takie momenty że coś mi po prostu mówi tak albo nie, bez analizy. Nie wiem czy to jest intuicja czy coś innego, ale ta jasność jest krótka, przychodzi i zaraz znika. Czy ktoś to zna?
Ale to brzmi jakby decyzyjność wymagała czegoś więcej niż samej medytacji. Jakiegoś dodatkowego treningu uchwycenia tej chwili. Czy macie wrażenie że medytacja to daje sama z siebie, czy trzeba jeszcze czegoś?
myślę że sama medytacja daje warunki, ale nie gotowość. To trochę jak ćwiczenie słuchu, możesz mieć bardzo dobry słuch, ale jeśli nie wiesz na co nasłuchiwać, to i tak możesz to przegapić.
To co mówi Aether brzmi sensownie, ale mam pytanie, skąd wiedzieć że to jest właśnie ten sygnał a nie na przykład impuls na który nie powinnaś reagować? Bo jak dla mnie ta 'jasność' o której mówi Lubka może być i mądrością i głupią reakcją.
To jest naprawdę dobre pytanie Honorka. Myślę że tego nie da się rozróżnić bez patrzenia wstecz, czyli przez jakiś czas sprawdzasz czy te pierwsze odpowiedzi się potwierdzają. Ale to wymaga czasu i cierpliwości, a i tak nie ma gwarancji.
Impuls z ego i sygnał z wyższego ja to różne wibracje. Po medytacji jak jesteś wycentrowany to czujesz tę różnicę, impuls z ego ma napięcie, sygnał z wyższego ja jest spokojny nawet jeśli nieoczekiwany.
Ale to jest trochę w kółko, żeby rozróżniać trzeba ćwiczyć, ale żeby ćwiczyć dobrze trzeba już trochę rozróżniać. Jak ktoś w ogóle nie wie od czego zacząć to ta odpowiedź go nie posunie.
to tak jakby uczyc się na własnych bledach ale swiadomie. chyba ma sens, bo sama nie wiiem skad inaczej miałabym wiedziec co jest intuicją a co paniką
Właśnie, i to się łączy z tym co Erazm pytał na początku, że decyzyjność to nie jest szybkość. Może decyzyjność to właśnie ta umiejętność odróżniania, a medytacja pomaga ją rozwijać przez to że wycisza ten szum i zostaje coś wyraźniejszego do obserwowania.
Podoba mi się ten kierunek, bo zaczyna mi się układać że medytacja nie robi z nas decyzyjnych bezpośrednio, tylko stwarza warunki żeby lepiej siebie czytać. A decyzyjność jest wtórna, wynika z tego że wiesz co czujesz i czego chcesz.
ale co jesli ktos medytuje i nadal nie wie czego chce? bo ja probowalam kilka razy i po meditacji mam spokój ale nie mam żadnej jasnosci co do zycia, dalej nie wiem co wybrać
A może to jest po prostu limit medytacji jako praktyki i przy niektórych decyzjach trzeba jednak czegoś więcej niż siedzenie w ciszy? Nie mówię że medytacja jest zła, ale może jest przeceniana jako klucz do decyzyjności.
To co mówi Wahadelka i Plejadka mnie trochę uderzyło, bo sam zacząłem medytować właśnie z myślą że to mi pomoże być bardziej decyzyjnym. I teraz się zastanawiam czy nie miałem złych oczekiwań od początku.
Właśnie, bo szybkość decyzji to jedno, a jakość to drugie. Ja przez długi czas myliłam te dwie rzeczy. Zdecydować szybko to nie to samo co zdecydować dobrze, a medytacja chyba bardziej pracuje na to drugie.
Ale jest jeden problem z tym rozróżnieniem, bo w życiu często masz deadline. Nie możesz sobie pozwolić na to żeby decyzja była dobra ale za późno. Więc powiedzenie 'medytacja poprawia jakość ale nie szybkość' to dla mnie tylko połowa odpowiedzi.
to ciekawe napięcie, ale zastanawiam się czy deadline naprawdę zmienia to co medytacja robi z umysłem? Presja czasu to zewnętrzny warunek, a medytacja działa na wewnętrzny sposób przetwarzania. Może te dwie rzeczy wcale się tak bardzo nie wykluczają?
To zależy od głębokości praktyki. Jak ktoś medytuje regularnie od dłuższego czasu, to ten stan spokoju jest bardziej bazowy i presja z zewnątrz mniej go rozbija. Ale to rzeczywiście nie jest coś co działa od razu.
To może w takim razie medytacja daje po prostu jedno konkretne zasoby, czyli spokój, a decyzyjność wymaga jeszcze innych zasobów jak wiedza, doświadczenie, samoświadomość? I wtedy rozmawiamy o kawałku całości, nie o rozwiązaniu?
tak mi się wydaje ze to wlasnie jest clue. bo ja mam znajomego co duzo medytuje i jest spokojny jak woda ale decyzje podejmuje strasznie wolno i później żałuje. spokój to nie to samo co mądrość chyba
a czy ktos probował medytować specjalnie przed jakaś konktreną decyzją? nie jako codzienna praktyka ale tak celowo, żeby się uspokoic i zobaczyc jasniej? bo mi się wydaje ze to moze byc inaczej niz ta regularna praktyka
To co opisujesz Aldonka jest dość znane i ma nawet swoją nazwę w badaniach nad mindfulness, mówi się o efekcie odblokowania trudnych treści. Cisza po prostu przestaje tłumić to co było pod spodem. To nie jest błąd w praktyce, ale nie każdy jest na to gotowy bez wsparcia.
no to się trochę boje teraz medytować 🙂 bo nie wiem co mam pod spodem i czy chce to zobaczyc sama bez żadnego przewodnika. Aether, to znaczy ze powinno się zaczynac z kimś?
To nas trochę odciąga od głównego pytania, bo zaczynamy rozmawiać o bezpieczeństwie praktyki, a nie o decyzyjności. Ale to ciekawe bo może właśnie to jest kolejna warstwa, że medytacja bez samoświadomości co do własnych lęków może nie pomagać w decyzjach, a wręcz utrudniać?
To co napisał Erazm85 na końcu jest moim zdaniem kluczowe. Medytacja bez samoświadomości to trochę jak otwieranie drzwi bez wiedzy co jest po drugiej stronie. Można wejść, ale nie wiadomo w co. I to bezpośrednio wpływa na decyzyjność, bo jeśli w trakcie medytacji wychodzi lęk którego nie znasz, to on potem i tak siedzi przy każdej decyzji którą podejmujesz.
