Dokładnie to miałem na myśli, ale chcę doprecyzować. Czy wy mówicie teraz o tym że medytacja najpierw może pogorszyć jakość decyzji, zanim zacznie pomagać? Bo to byłoby dość ważne zastrzeżenie do tytułowego pytania.
to brzmi logicznie, że jak wychodzi coś co było stłumione, to przez jakiś czas możesz być bardziej rozbity a nie mniej. Ale czy ktoś to faktycznie u siebie zaobserwował, nie tylko teoretycznie?
Ja mogę powiedzieć że tak. Przez jakiś czas po tym jak zaczęłam regularnie medytować, miałam wrażenie że wszystkie moje decyzje są trudniejsze, nie łatwiejsze. Jakby ktoś podkręcił głośność na wewnętrznym chaosie. Dopiero po kilku tygodniach zaczęło się to wyrównywać.
No właśnie, tu jest problem z całą tą rozmową. Skąd wiemy że cokolwiek co się zmieniło to zasługa medytacji a nie po prostu tego że żyjemy dalej i dojrzewamy?
a moze po prostu nie da się tego rozdzielic? ze medytacja i zycie razem robia robote i nie ma sensu szukac ktore jest wazniejsze. jak się zmieniles to się zmieniles i już
Zgadzam się z Krolewą w tym sensie, że praktyka jest częścią życia, nie osobnym eksperymentem. Ale wracając do głównego pytania, bo chyba trochę odpłynęliśmy, to czy ktoś ma jakiś przykład konkretnej decyzji gdzie poczuł że medytacja coś zmieniła? Nie ogólnie, ale konkretnie?
ja mam! miałam decyzje o zmianie pracy i naprawdę usiadlam przed tym z intencją, ze chce zobaczyc co czuje bez presji. i po tej medytacji bylo mi jasne ze się boje nie samej zmiany ale tego co pomysla ludzie. i to mi pomoglo podjac decyzje. ale nie wiem czy to medytacja czy po prostu ze się zatrzymałam i pomyslalam
tak dokladnie! myslalam ze się boje zmiany pracy bo moze mi nie wyjsc, a tak naprawdę chodziło o opinie innych. i jak juz to wiedziałam to decyzja była latwiejsza bo to jest inny problem do rozwiązania.
To jest właśnie praca z czakrą słonecznego splotu, bo tam siedzi pewność siebie i lęk przed oceną. Medytacja ukierunkowana na ten obszar może bardzo szybko pokazać co blokuje decyzję. Aldonka intuicyjnie to zrobiła nawet nie wiedząc o tej zależności.
Mam wrażenie że wątek z czakrami to odrębna rozmowa. Wracając do pytania Erazma o decyzyjność, to przykład Aldonki jest moim zdaniem bardzo dobry właśnie dlatego że pokazuje coś konkretnego: medytacja nie podjęła za nią decyzji, ale zmieniła to co widziała jako problem. I to jest chyba najbardziej uczciwa odpowiedź na tytuł tego wątku.
To co napisał Aether na końcu poprzedniej strony to dla mnie klucz do całej dyskusji. Medytacja nie podjęła za Aldonkę decyzji, ale zmieniła to co widziała. I właśnie o to mi chodziło w tytułowym pytaniu. Czy wy to rozumiecie jako lepszą decyzyjność, czy po prostu jako lepszy wgląd? Bo to nie jest to samo.
To dobre rozróżnienie. Lepszy wgląd nie musi automatycznie prowadzić do szybszej decyzji. Można świetnie widzieć problem i nadal siedzieć w miejscu. Więc chyba pytanie brzmi: co jest potrzebne żeby wgląd faktycznie przekuć w działanie?
Ja myślę że jest różnica między medytowaniem nad decyzją a uciekaniem od decyzji pod pozorem medytacji. Ale szczerze mówiąc nie wiem czy zawsze umiałabym to u siebie odróżnić w danym momencie. Po czasie widać, ale w trakcie?
u mnie bylo odwrotnie, ze medytacja mnie w koncu zmusila do dzialania, ale mam pytanie do Paprotki, jak to wyglądało ze sobie mówiłas ze to dojrzewa, a tak naprawdę się bałas? bo to brzmi jakbys miała swiadomosc obu rzeczy naraz
To co opisuje Paprotka to klasyczny przykład niezrównoważonej czakry korony, gdzie człowiek przebywa za dużo w przestrzeni refleksji i odrywa się od ziemi. Dlatego do medytacji powinno się łączyć uziemienie, bez tego decyzje gdzieś w ogóle nie schodzą na poziom działania.
Ja jestem po stronie Plejadki tutaj. Nie dlatego że kwestionuję czakry jako takie, ale dlatego że jak coś tłumaczysz zbyt szybko przez jeden framework, to możesz przegapić coś ważnego. Paprotka co ty myślisz, czy to brzmi jak twoje doświadczenie?
ale wracajac do Erazma i jego pytania o wgląd kontra decyzyjność, bo mnie to bardzo interesuje. chodzi o to ze moze medytacja nie ma byc po to zeby byc bardziej decyzyjnym tylko po to zebys rozumiał co decydujesz i dlaczego? i to jest wlasciwie wiecej niz decyzyjnosc
Mogę zapytać czegoś od siebie? Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się, bo dopiero zaczynam medytować. Jak właściwie mam wiedzieć że to co czuję w medytacji to naprawdę jakiś wgląd, a nie po prostu moje własne myśli które chcę usłyszeć?
Inkantacja napisała coś co mi się bardzo trafia. Że decyzja się podjęła sama prawie. Czy to jest właśnie ten moment kiedy medytacja faktycznie działa na decyzyjność? Że nie musisz się już decydować, bo już wiesz?
To jest pięknie powiedziane, ale trochę mnie niepokoi romantyzowanie tego. Bo nie zawsze decyzja się podejmuje sama. Czasem wiesz i nadal masz wybór, i nadal boli. Medytacja może dać jasność, ale nie zabiera odpowiedzialności za działanie. I o tym chyba Erazm pyta od początku.
