Mnie to też zawsze myliło. Ale myślę, że chodzi o jakieś nastawienie do tej emocji - czy stojesz obok niej z dystansem, czy jesteś z nią w kontakcie, nawet jak nie działasz. Trochę jak różnica między patrzeniem na kogoś smutnego przez szybę a siedzeniem obok niego.
To co mówi Florka77 zgadza się z moim doświadczeniem. I właśnie dlatego wracam do pytania z początku wątku - czy medytujący są bardziej emocyjni. Ja bym teraz powiedziała: bardziej w kontakcie. To nie jest to samo, co 'bardziej emocyjni' w sensie, że wszystko ich rozsadza, ale zdecydowanie nie jest to 'mniej emocyjni' w sensie zobojętnienia.
Bardziej w kontakcie - to mi się podoba jako określenie. Choć zastanawiam się, czy to nie jest po prostu ładniejszy sposób powiedzenia tego samego, co 'bardziej wrażliwy'. Bo czy bycie w kontakcie z emocją nie oznacza właśnie, że bardziej cię ona dotyka?
Tak, i myślę, że właśnie dlatego to takie frustrujące na początku. Bo chcesz dojść, a tu się okazuje, że 'dojście' jest procesem, nie stanem. Przynajmniej u mnie tak to wygląda.
No dobra, ale wróćmy do sedna - bo ta rozmowa zaczęła krążyć wokół samego procesu, a oryginalnie pytanie Wahadlarki było o wrażliwość emocjonalną. Czy medytujący są bardziej emocyjni. I mam wrażenie, że im dłużej gadamy, tym bardziej rozmywamy różnicę między 'bardziej emocyjny' a 'lepiej przetwarzający emocje'. To nie jest to samo i mieszanie tych dwóch rzeczy prowadzi donikąd.
I co ty byś odpowiedział na to pytanie? Sam, po swojej praktyce?
a jak poznac ze cie 'zalewa' a nie ze po prostu cos mocno czujesz? bo dla mnie granica jest rozmyta i nie wiem czy to kwestia praktyki czy po prostu tak mam
Na początku często wzmacnia. I to nie jest błąd praktyki ani błąd praktykującego - to jest właśnie to, o czym Cykoria pisała wcześniej. Faza bez rękawicy. Pytanie do ciebie, Aldonka: jak długo medytujesz i czy te zalewania nasiliły się po tym jak zaczęłaś, czy były wcześniej?
To 'więcej widzę' wydaje mi się bardzo ważne. Bo wrażliwość emocjonalna w sensie dosłownym - że mocniej czujesz - może być jedna, ale świadomość tego co czujesz to już inna sprawa. I może właśnie to rośnie z praktyką? Nie intensywność, ale rozdzielczość?
Ale czy to nie jest argument za tym, że powinno się zaczynać medytację z jakimś wsparciem? Bo jeśli otwierasz sobie coraz więcej, a nie masz ani nauczyciela, ani grupy, ani żadnego kontekstu - to ta wyższa rozdzielczość może być destabilizująca.
To jest mocne, Zdzichu. Bo ja zaczynałam sama, z aplikacją i YouTube, i dokładnie to przeszłam. I nie miałam pojęcia, że to co czuję to część procesu, a nie znak, że coś robię źle.
I to właśnie wraca do tematu wątku - wrażliwość emocjonalna u medytujących. Może to nie jest tak, że praktykujący są 'bardziej emocyjni' jako cecha osobowości, ale że praktyka otwiera coś, co było zamknięte - i to może na chwilę wyglądać jak większa emocjonalność, bo nagle jest tego więcej na wierzchu.
To jest ciekawe pytanie bo jak możesz wiedzieć, że coś tłumiłaś, skoro tłumienie polega właśnie na tym, że tego nie czujesz? Ja to rozpoznałem dopiero retrospektywnie - zobaczyłem siebie z wcześniejszych lat i dopiero wtedy dotarło jak bardzo byłem odcięty.
No ale to trochę złowrogie brzmi - że nie wiesz, że tłumisz, nie wiesz czy masz schowane, nie wiesz czy etap za tobą czy przed tobą. To jak masz w ogóle planować praktykę albo wiedzieć, czego się spodziewać?
Ja chcę wrócić do tego co Florka napisała - że otwiera coś co było zamknięte. Bo w moim przypadku to nie były żadne traumy ani coś głębokiego. To były po prostu zwykłe emocje, których nie zauważałam na co dzień. I nagle zaczęłam je zauważać i nie wiedziałam co z nimi robić. I to jest chyba odpowiedź na moje oryginalne pytanie - nie chodzi o to, że medytujący SĄ bardziej emocyjni, ale że zaczynają WIDZIEĆ to, co i tak było.
To co Wahadlarka napisała wydaje mi się bardzo trafne. Tylko czy to nie zmienia odpowiedzi na pytanie z tytułu? Bo jeśli ktoś patrzy z zewnątrz - na osobę medytującą, która nagle więcej reaguje, więcej mówi o emocjach, więcej płacze - to może wyglądać jak 'stała się bardziej emocyjna'. A w środku to po prostu widoczność tego co było.
to własnie mi się przydarzyło. znajomi mowia ze się zmieniłam i ze jestem teraz 'bardziej wrażliwa'. a ja się zastanawiam czy się zmieniłam czy po prostu przestałam udawac ze mnie to nie dotyczy
To że otoczenie reaguje 'dziwnie' na zmiany w tobie nie oznacza, że zmiany są złe. Czasem otoczenie jest przyzwyczajone do konkretnej wersji ciebie i każde wyjście poza nią czuje jako zagrożenie. To jest osobny temat od samej medytacji.
Zgadzam się z Sebą w tej kwestii, choć rzadko mi się to zdarza. Reakcja otoczenia to jeden punkt odniesienia, ale dość zawodny. Ważniejsze jest to jak ty funkcjonujesz - czy jesteś bardziej w kontakcie z sobą, czy mniej. Czy jesteś bardziej sprawna w życiu codziennym, czy mniej.
A wracając do tego co Sagea napisała - że z zewnątrz wygląda to jak 'więcej emocji' - może właśnie stąd ten stereotyp, że medytujący są emocyjni albo przewrażliwieni? Bo widać efekt, ale nie widać procesu który za tym stoi?
No i to też jest zmiana w relacjach, bo nagle zamiast 'dobrze, w porządku' mówisz 'wiesz, dzisiaj czuję coś takiego i takiego'. I to może być odebrane jako więcej emocji, choć właściwie to tylko więcej słów na coś, co i tak było.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się - czy jest w ogóle jakiś moment gdzie ta większa widoczność emocji stabilizuje się? Czy to jest stan ciągły, że zawsze się czuje 'więcej'?
I to chyba jest najlepsza odpowiedź na pytanie Wahadlarki z początku wątku - czy praktykujący są bardziej emocyjni. Bardziej świadomi - tak. Bardziej w kontakcie - tak. Ale czy bardziej emocyjni w sensie 'zalewani'? Nie musi tak być, jeśli praktyka idzie w dobrym kierunku. Choć na początku może tak wyglądać.
Bo może to nie chodzi o przyjemność? Mnie też ktoś kiedyś powiedział, że medytacja nie jest po to, żeby się lepiej czuć, tylko żeby lepiej czuć. I przez długi czas w ogóle nie rozumiałem, o co chodzi, a teraz chyba trochę rozumiem.
Myślę, że jednym z sygnałów jest to, czy funkcjonujesz w życiu lepiej czy gorzej. Jeśli medytacja 'otwiera' i przez miesiące nie możesz normalnie działać - praca, relacje, codzienność - to może coś jest nie tak. Ale jeśli jest trudniej emocjonalnie, a jednocześnie jakoś lżej w środku, to może to jest właśnie ten proces.
mnie to bardzo pomogło co napisal jasiek. bo ja mam wlasnie tak - trudniej emocjonalnie ale jakoś lzej. i nie umiałam tego opisac sama. chyba to jest to
Aldonka opisała dokładnie to, co ja czułam przez długi czas. To znieczulenie. I dopiero jak przestałaś je czuć, zorientowałaś się, że w ogóle było. Tylko teraz zastanawiam się - czy to znieczulenie było złe? Może chroniło przed czymś?
