Dadzbog zapytał o zakodowaną reakcję obronną i muszę to rozwinąć, bo to jest sedno. Tak, zdarza mi się pracować z takimi wzorcami i właśnie dlatego mówię, że formalna sesja może być pułapką na początku. Kiedy ciało jest w trybie obronnym, samo słowo 'medytacja' może uruchamiać napięcie, zanim jeszcze zaczniesz. Pytanie do Apolonki - czy czujesz to napięcie tylko podczas medytacji, czy też w innych momentach kiedy jest cicho i jesteś sama?
To co właśnie powiedziałaś jest bardzo ważne. Unikasz ciszy. I to jest zrozumiałe, ale jednocześnie oznacza, że nigdy nie dajesz sobie i szumowi szansy na oswojenie. Koło się zamyka. Pawelek77 Jak to obejść? Bo nie chcę mówić 'po prostu usiądź w ciszy' bo to brzmi jak rada 'po prostu się nie bój'.
Ale czekajcie - skoro Apolonka całymi wieczorami zagłusza szum muzyką czy telewizorem, to czy medytacja w ogóle jest teraz dla niej realnym celem? Mam wrażenie, że rozmowa krąży wokół technik, a może najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie czy w tej chwili jest gotowość żeby w ogóle spróbować ciszy.
U mnie zawsze leci jakiś cichy szum z wentylatora i jakoś nie przeszkadza. Ale przyznam szczerze, że jak słyszę wszystkie te rady to głowię się jak ktoś może tak bardzo skupiać się na jednym dźwięku. Czy to nie jest tak, że im więcej o tym myślicie, tym bardziej go słyszycie?
Wróćmy na chwilę do tego co powiedziała Inkantka - muzyka jako tło dla medytacji. Czy ktoś z was pracował z tzw. muzyką binaural beats przy tinnitus? Bo gdzieś czytałam, że to może pomóc, ale jednocześnie widziałam ostrzeżenia że przy tinnitus to może być zbyt dużo dla uszu. Nie wiem co o tym myśleć.
Mam pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tej rozmowie. Apolonka powiedziała, że lekarze mówią że szum się nie zmienił, ale ona go słyszy jako głośniejszy. Czy ktokolwiek tu rozmawiał z jakimś specjalistą od tinnitus o samej medytacji? Bo mam wrażenie, że my tutaj składamy wiedzę z różnych puzzli, a może jest ktoś kto połączył to profesjonalnie.
Ten aparat maskujący to właśnie ta sama logika co telewizor wieczorami - zagłuszanie. Rozumiem czemu to nie brzmi jak rozwiązanie. Ale zastanawiam się czy poza laryngologiem i audiologiem był ktoś jeszcze? Bo psycholog specjalizujący się w tinnitus to jest trochę inna para kaloszy. Takie osoby istnieją i właśnie pracują z tym co tu omawiamy - z lękiem, nie z samym dźwiękiem.
Czyli rozumiemy, że prawdziwy problem to lęk, a nie tinnitus jako taki? Bo jeśli tak, to może pytanie w tytule tego wątku jest trochę nie to. Nie 'czy można medytować ze szumem' tylko 'jak przestać się bać szumu żeby w ogóle medytować'. Czy to uczciwe podsumowanie?
Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie do Apolonki. Czy jest jakiś moment w ciągu dnia kiedy szum ci nie przeszkadza albo go nie słyszysz? Pytam bo może to byłby punkt wyjścia do medytacji - kiedy twój mózg i tak jest w trybie spokojniejszym.
Tak, próbowałam coś rano. Nie medytacji jako takiej, ale po prostu siedziałam przy kawie i starałam się nie włączać od razu telefonu. Szum był, ale jakoś inaczej - mniej straszny. Nie wiem czy to dlatego że rano jestem jeszcze trochę śpiąca i mózg nie zdążył się nakręcić. Ale to było jakieś pięć minut i nie skończyło się paniką.
Pięć minut bez paniki to nie jest mało. To jest bardzo konkretna informacja. Czy w tych pięciu minutach robiłaś coś z uwagą, oddechem, czy po prostu siedziałaś?
To co opisujesz to jest de facto medytacja, tylko bez etykietki. Siedzenie, okno, spowolniony oddech, obecność. Pytanie do Klimci - czy na tym etapie ma sens mówić jej żeby cokolwiek robiła inaczej? Czy nie lepiej zostawić to tak jak jest i tylko częściej?
Mam wrażenie że idziemy w bardzo dobrym kierunku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem sytuację. Apolonka, ten szum rano - jesteś w stanie powiedzieć czy on brzmi tak samo jak wieczorem, czy naprawdę jest inny? Chodzi mi o to czy to jest różnica fizyczna czy tylko twoje nastawienie jest inne.
To jest chyba najważniejsza rzecz jaką powiedziałaś w całej tej rozmowie. Ten głos w głowie który mówi 'znowu'. Szum jest tłem, ale ten komentarz do szumu to jest właściwy problem. Czy ktoś tu miał podobny mechanizm z czymś innym? Nie muszę być z tinnitus.
To jest ważna różnica między bólem a tinnitus. Ból ciała zazwyczaj ma jakąś funkcję ostrzegawczą którą da się przekalibrować. Tinnitus jest neurologicznie inny - to sygnał bez źródła, mózg nie może go 'sprawdzić'. Dlatego ta habituacja jest trudniejsza i trwa dłużej. Nie mówię że niemożliwa, ale mechanizm jest nieco inny.
Wróćmy na chwilę do kamieni, bo nie miałam jeszcze okazji się wtrącić. Przy pracy z lękiem somatycznym słyszałam o użyciu turmalinu czarnego jako uziemienia podczas medytacji. Apolonka, czy próbowałaś kiedyś medytować z kamieniem w dłoni? Nie jako leczenie, ale jako punkt skupienia dla rąk i uwagi?
Kamień w dłoni to bardzo sensowna kotwica sensoryczna. Uwaga idzie do dotyku - faktury, temperatury, ciężaru. To jest inny kanał niż słuch, więc nie konkuruje bezpośrednio z szumem, tylko daje mózgowi alternatywny punkt zaczepienia. Nie powiem że to 'leczy' tinnitus, ale jako wsparcie dla medytacji ma logikę.
Mam pytanie może z innej beczki. Cały czas rozmawiamy o tym żeby się z tym szumem jakoś dogadać, zaakceptować go i tak dalej. Ale czy ktoś próbował po prostu powiedzieć sobie że to jest tylko dźwięk, nic więcej, i zwyczajnie go zignorować? Bez całej tej struktury?
Właśnie. Gdybym mogła po prostu zignorować, zrobiłabym to rok temu. To nie jest kwestia braku chęci ani słabości charakteru. Ale rozumiem skąd to pytanie, bo z zewnątrz pewnie wygląda jakby to było proste.
To co Apolonka powiedziała o tym głosie - 'znowu cały dzień z tym' - to jest dla mnie klucz do całej tej rozmowy. Mam pytanie do Klimci i Pawelka, bo oboje macie doświadczenie w pracy z tym typem rzeczy: czy jest jakiś moment w praktyce kiedy ten komentarz po prostu przestaje się pojawiać, czy on raczej trwa ale człowiek przestaje się na nim skupiać?
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Z mojej obserwacji - u różnych osób różnie. Jedni mówią że głos cichnie, inni że jest ale już nie ma takiej mocy. Myślę że to zależy od tego jak długo ten wzorzec funkcjonował. Apolonka, jak dawno zaczął się u ciebie ten automatyczny komentarz do szumu? Czy pamiętasz moment kiedy się pojawił?
Szczerze to chyba od początku, ale nasilił się po kilku tygodniach. Na początku szum był nowy i dziwny, ale nie miałam jeszcze do niego stosunku. Potem zaczęłam czytać w internecie, dowiedziałam się że to może być przewlekłe, i chyba właśnie wtedy ten głos wszedł na stałe.
To jest znajomy schemat - czytanie o chorobie pogarsza jej subiektywne odczuwanie. Ale to mnie zastanawia: czy przestałaś szukać informacji o tinnitus czy nadal to robisz? Pytam bo wydaje mi się że to może być osobny problem do rozwiązania niezależnie od medytacji.
To co opisujesz z szukaniem informacji ma swoją nazwę - reassurance seeking. I jest to pułapka dokładnie dlatego że przynosi chwilową ulgę ale długofalowo utrzymuje lęk. Granacik, Inkantka - czy któraś z was przez to przechodziła przy swojej pracy z bólem głowy albo innymi rzeczami?
Chcę wrócić do kamienia w dłoni bo Apolonka wspomniała że ma ametyst i kryształ górski. Klimcia świetnie wytłumaczyła logikę tej kotwicy sensorycznej. Mam pytanie do niej - czy ma znaczenie który kamień? Ametyst kojarzony jest ze spokojem umysłu, a kryształ górski z klarownością. Przy pracy z lękiem dźwiękowym intuicyjnie wskazałabym ametyst, ale chętnie usłyszę inne zdanie.
To ma pełen sens. Chropowatość daje więcej punktów kontaktu z taktylnymi receptorami, więc dosłownie wysyła więcej sygnałów do mózgu przez inny kanał niż słuch. Ametyst brzmi jak lepszy wybór w tym konkretnym zastosowaniu, nie ze względu na mistyczne właściwości ale na zwykłą fakturę.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że kręcimy się wokół tego samego. Tylko chcę zapytać - Apolonka, po tych kilku porannych sesjach przy oknie, czy coś się faktycznie zmieniło, choćby minimalnie? Czy to tylko teoria na razie?
