Mam pytanie do osób, które medytują regularnie - czy zauważyłyście jakąś zależność między regularną praktyką a częstością migren? Sama od jakiegoś czasu cierpię na migreny, dostaję je mniej więcej raz, dwa razy w miesiącu i zaczęłam zastanawiać się, czy medytacja mogłaby w tym pomóc. Czytałam gdzieś, że stres jest jednym z głównych wyzwalaczy i skoro medytacja redukuje stres, to może logiczne, że mogłaby też zmniejszyć częstość ataków? Ale nie wiem, czy to takie proste. Ktoś miał podobne doświadczenia?
Sam nie mam migren, ale moja siostra miała dokładnie ten problem i zaczęła robić body scan przed snem. Twierdziła, że po jakichś dwóch miesiącach ataki stały się rzadsze. Przy czym ona robiła to codziennie, bez przerw. Mnie zastanawia jedna rzecz - czy to był efekt samej medytacji, czy może po prostu zaczęła lepiej spać, bo body scan naprawdę pomaga wyciszyć się przed snem? Nie wiem, jak to rozdzielić.
To nie jest taka prosta zależność, jak mogłoby się wydawać. Są badania - m.in. z kliniki Mayo i kilka metaanaliz z ostatniej dekady - które sugerują, że MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) może zmniejszać częstość epizodów migreny, ale efekty są raczej umiarkowane i nie u wszystkich. Kluczowe pytanie brzmi: jaki rodzaj migreny i co ją wyzwala? Bo jeśli wyzwalaczem jest głównie stres, to tak, redukcja stresu przez medytację ma sens. Ale jeśli masz migrenę hormonalną albo pokarmową, sama medytacja raczej niewiele zmieni w częstości ataków.
Ja próbowałam medytacji przy bólach głowy, ale powiem szczerze, że jak ból już przyszedł, to nie byłam w stanie skupić się na niczym. Siedziałam, próbowałam oddychać i myślałam tylko o tym, że mnie łeb rozsadza. Może robię coś źle? Słyszałam, że medytacja ma działać zapobiegawczo, nie w trakcie ataku, ale nikt mi nie wytłumaczył jak to praktycznie wygląda.
Dołączam się, bo mam podobną historię do tej siostry Barda. Migreny towarzyszyły mi przez lata, zanim zaczęłam regularnie medytować. Przy czym u mnie przełomem nie była klasyczna medytacja siedząca, tylko spacery uważnościowe. Codzienny spacer z pełną uwagą na otoczeniu, bez telefonu, bez muzyki. Brzmi prosto, ale naprawdę coś zmieniło. Nie twierdzę, że migreny zniknęły, ale stały się rzadsze i jakby mniej intensywne. Choć może to też kwestia tego, że więcej zaczęłam być na powietrzu?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Czy nie jest tak, że wiecie, sami chcecie wierzyć, że medytacja pomaga, i potem zauważacie poprawę, bo na nią czekacie? Pytam serio, bo sama mam okazjonalne silne bóle głowy i zastanawiam się nad tym tematem, ale nie chcę stracić kilku miesięcy na coś, co może być efektem placebo.
Interesująca rozmowa. Chcę dodać jeden wątek, który może być tu istotny - cykl napięć w ciele. Migrenę często poprzedza faza prodromalna, czyli pewne sygnały ostrzegawcze kilka godzin przed atakiem. Regularna medytacja może pomóc te sygnały wcześniej wychwycić i zareagować - odpocząć, uniknąć bodźców, wziąć lek wcześniej. To nie jest magiczne działanie na ból, ale coś w rodzaju większej świadomości ciała. Wiciokrzew, czy ty w ogóle czujesz jakieś zapowiedzi przed atakiem?
To co opisuje Wiciokrzew to aura migreny, prawda? Tzn. to rozmazane widzenie z boku. Pamiętam, że czytałem o tym przy okazji czytania o czakrze trzeciego oka, ale tam to był zupełnie inny kontekst 🙂 Serio jednak - Wajdelota, czy medytacja skupiona na ciele, np. skanowanie ciała, faktycznie poprawia tę zdolność do wychwytywania wczesnych sygnałów? Bo to brzmi przekonująco.
Dobrze, ale ile czasu dziennie to ma zajmować? Bo jak czytam o tych 45 minutach, to od razu mi odpada. Mam pracę, dziecko, nie mam tyle czasu. Czy 10-15 minut dziennie w ogóle cokolwiek da, czy to za mało żeby zobaczyć jakiś efekt z migrenami?
A mnie zastanawia co innego - piszecie o stresie jako wyzwalaczu, ale skąd wiecie, że stres to główna przyczyna? U mnie bóle głowy pojawiają się często po weekendzie, kiedy de facto odpoczywam. Słyszałam, że to może być tak zwana migrena weekendowa, kiedy ciało nagle odpuszcza i ból przychodzi właśnie w momencie relaksu. Jak medytacja miałaby tu pomóc, skoro problemem nie jest stres, tylko jego brak?
Przepraszam że się wtrącę, bo nie jestem ekspertką od medytacji, ale czytam tę rozmowę i mam jedno głupie pytanie - czy przy migrenie nie pomogłoby lepiej na przykład kryształy, hematyt albo ametyst? Słyszałam, że ametyst działa na głowę i na bóle. Pytam, bo sama mam czasem mocne bóle głowy i nie wiem co z tym zrobić.
Szczerze? Nie wiem, to był bardziej żart z mojej strony niż poważna sugestia. Ale skoro pytasz - intuicyjnie powiedziałbym, że skupianie się na okolicach głowy podczas bólu może być bez sensu. Wajdelota, co o tym sądzisz? Czy w body scan jest jakaś zasada, żeby nie koncentrować się na miejscu bólu?
Ja miałam dokładnie to samo co opisuje Albitka - skupiałam się na bólu, myśląc że tak trzeba, i wychodziłam z medytacji bardziej zmęczona niż weszłam. Dopiero jak ktoś mi wytłumaczył, że uważność to obserwacja, a nie walka z bólem, coś się przestawiło. Ale szczerze, to rozróżnienie jest trudne do wyczucia na początku.
Słucham tej rozmowy od początku i mam inne pytanie do Wajdeloty albo kogoś bardziej doświadczonego - czy jest jakaś różnica między tym, co działa przy napięciowych bólach głowy, a tym co działa przy typowej migrenie? Bo te dwie rzeczy chyba są inaczej wyzwalane i nie chciałabym stosować tej samej techniki do czegoś, co wymaga innego podejścia.
A wracając do tego ametystu co wspominałam - Bard85 powiedział, że nie ma sprzeczności żeby używać kryształów razem z medytacją. To jak to praktycznie robić? Trzymać go w ręce? Kłaść na głowie? Przepraszam za głupie pytanie, ale naprawdę nie wiem i wolę zapytać.
Mam pytanie od strony pracy z energią - czy ktoś próbował skanowania energetycznego głowy przy migrenie? Mam doświadczenie w bioenergoterapii i zdarzyło mi się pracować z osobami, które miały silne napięcia w obszarze głowy i karku. Przy czym nigdy nie twierdzę, że to zastępuje leczenie, ale jestem ciekawa, czy ktoś tu łączył medytację z taką pracą energetyczną i co z tego wyszło.
można robić samemu, ale wymaga to pewnej wprawy w wyczuwaniu własnego pola energetycznego. Podstawowy problem jest taki, że jak masz ból głowy, to koncentracja na głowie może ci nie wychodzić - i to się zgadza z tym, co tu mówił Wajdelota o body scan. Sama zwykle przy bólach zaczynam od dołu ciała i dopiero potem delikatnie przechodzę w górę. Ale chętnie usłyszę, czy ktoś miał inne podejście i co działało.
Wracam do wątku tej fazy prodromalnej, który wcześniej wywołałam, bo myślę, że jest tu niedopowiedziany aspekt. Mówiłam o wychwytywaniu sygnałów ciała - ale jest coś jeszcze. Kilka osób z mojego otoczenia, które medytuje regularnie, zaczęło zauważać pewne wzorce w tym, kiedy migreny się pojawiają. Jeden z nich mówił, że jego migreny mają swój rytm powiązany z fazami księżyca. Zaczął to śledzić dopiero po kilku miesiącach medytacji, bo wcześniej nie miał tej uważności na siebie.
Wróćmy na chwilę do księżyca, bo Opaline_C zadała pytanie, na które naprawdę trudno odpowiedzieć krótko. Chronobiologia faktycznie pokazuje, że rytmy biologiczne są realne - cykl dobowy, sezonowy. Ale wpływ faz księżyca na migreny? Tu jestem ostrożny. Jest kilka prac, które próbowały wykazać korelację, ale metodologicznie są słabe. Nie znaczy to, że korelacja nie istnieje u konkretnej osoby - znaczy tylko, że nie wiemy, czy to przyczyna czy przypadek. Opaline_C, czy te osoby z twojego otoczenia prowadziły jakiś dziennik, zanim zaczęły łączyć to z księżycem?
To co mówi Nokturnia_J ma sens, ale z drugiej strony prowadzenie takiego dziennika, nawet bez księżyca, to chyba dobry pomysł przy migrenach? Przynajmniej widać wzorce - czy to stres, hormony, brak snu. Wajdelota, czy medytacja może pomóc w samym śledzeniu tych sygnałów, nie tylko w łagodzeniu bólu?
Słucham tej rozmowy o dziennikach i mam pytanie może trochę z boku - ile czasu zajmuje w ogóle ta medytacja, żeby cokolwiek poczuć? Bo czytam tu, że ktoś przez kilka miesięcy śledził fazy księżyca, ktoś inny ćwiczył przez długi czas zanim coś się przestawiło. A jak się ma piętnaście minut dziennie i dwa razy w tygodniu migrenę, to kiedy w ogóle można się spodziewać jakiejś zmiany?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale jak czytam te 20-30 procent, to zastanawiam się czy to nie jest przypadkiem efekt placebo. Nie złośliwie, naprawdę pytam, bo nie rozumiem jak siedzenie cicho i oddychanie miałoby zmienić coś w naczyniach i neuroprzekaźnikach, o których Wajdelota mówił wcześniej.
Chcę tu dodać coś od siebie, bo pracuję z ludźmi i widzę to z innej strony. Kilka osób, z którymi pracowałam energetycznie, równolegle zaczęło medytować i obie rzeczy razem dawały im poczucie, że w końcu mają jakieś sprawstwo wobec własnego bólu. Niekoniecznie ataków było mniej od razu, ale sama bezsilność wobec migreny znikała. Czy ktoś tu miał podobne odczucie - że to nie tyle ból się zmniejszył, co poczucie, że można cokolwiek zrobić?
Tak, dokladnie to opisujesz Akacja. Zanim zaczęłam medytować, każda migrena była jak coś, co mnie nakrywa i nie mam na to wpływu. Teraz mam wrażenie, że nawet jeśli ból jest podobny, to jakby mniej panikuję. Nie wiem czy to dobry opis, ale tak to czuję. Choć przyznam, że dalej nie wiem czy migreny są rzadsze, bo nie prowadziłam żadnego dziennika i teraz żałuję.
Właśnie to poczucie sprawczości jest tym, czego brakuje w samej farmakologii. Tabletka działa albo nie działa, a ty i tak czekasz. Medytacja daje coś do roboty w środku tego czekania. To brzmi może banalnie, ale dla osób z migreną przewlekłą może być naprawdę istotne psychologicznie. Wiciokrzew78, czy ty w ogóle wiesz, czy twoje bóle to klasyczna migrena, czy może napięciowe? Bo to może mieć znaczenie dla tego, co próbujesz.
to może być ważne, bo Wajdelota mówił wcześniej, że techniki działają trochę inaczej przy migrenie niż przy napięciowych. Jak symptomy się zmieniły, to warto żeby lekarz wiedział. A przy okazji - czy twój neurolog wiedział, że medytujesz? Pytam, bo zastanawiam się, czy lekarze w ogóle pytają o takie rzeczy.
Mój lekarz pierwszego kontaktu, jak mu powiedziałam, że próbuję medytacji przy bólach głowy, to powiedział dosłownie 'proszę spróbować, to nie zaszkodzi'. Trochę mnie to zbiło z tropu, bo nie wiem czy to znaczyło, że uważa to za stratę czasu, czy naprawdę popierał. Nie drążyłam tematu.
