Zmieniło się jedno - mam teraz te poranki jako coś do czego wracam z własnej woli, nie z poczucia obowiązku. To mała rzecz ale wcześniej medytacja była dla mnie kolejnym 'powinieneś', a to nie było. Szum nie jest cichszy. Ale może mniej mi przeszkadza rano, przynajmniej na chwilę.
To jest naprawdę dużo jak na taki krótki czas. Powiem szczerze - jak zaczęłam słuchać o twoich porannych sesjach to miałam wrażenie że to brzmit niemal jak małe zwycięstwo. Klimcia, ty to chyba też widzisz jako postęp?
Może nie trzeba mieć planu z góry. Może wystarczy wiedzieć że będą gorsze dni i że to jest normalne, nie cofnięcie. Ale ja naprawdę nie mam doświadczenia z tinnitus więc pytam - czy ktoś tu, kto przez to przechodził, miał jakiś konkretny 'ratunek' na gorsze momenty? Nie jako rozwiązanie, tylko jako przetrwanie.
Na gorsze momenty - to brzmi banalnie, ale mnie ratowało coś bardzo konkretnego: wstawałam i chodziłam boso po podłodze. Dosłownie. Szum nie znikał, ale nagle miałam pod stopami zimne płytki i to było coś innego do poczucia. Nie wiem czy to habituacja czy zwykłe przekierowanie, ale działało jako przerywnik.
Mam dywan w pokoju i panele na korytarzu. Nigdy bym na to nie wpadła żeby to traktować jako coś użytecznego. To ma jakiś związek z tym co Klimcia mówiła wcześniej o przekierowaniu uwagi?
Ma, i to bezpośredni. Dotyk, szczególnie stóp i dłoni, ma bardzo szeroka reprezentację w korze somatosensorycznej - to nie przypadek że te obszary działają jako skuteczny kontr-bodziec. Martwi mnie trochę jedno - czy planujecie z Apolonką tylko zbierać takie doraźne techniki, czy jest jakiś ogólniejszy plan pracy?
To ciekawe że mówisz że struktura przytłacza, bo mnie zastanawia czy to jest cecha twoja ogólnie, czy specyficznie przy tinnitus. Pyta bo to może być ważne - czy w innych obszarach też wolisz działać bez planu?
To jest ciekawy wątek, bo ja jestem odwrotnie - bez struktury błądzę i potem w ogóle nie ćwiczę. Ale jak widzę że ktoś taki jak ty lepiej działa bez schematu to się zastanawiam czy mój schemat to potrzeba czy nawyk lęku przed chaosem. Klimcia, czy ty widzisz jakiś wzorzec w tym co komu służy?
Wracając do tego pytania Mantra_F o gorsze momenty - mnie zastanawia jedna rzecz. Apolonka, mówiłaś że szum nasila się wieczorem. Czy te potencjalnie gorsze dni to też głównie wieczory, czy szum może nagle skoczyć o dowolnej porze?
Ta nieprzewidywalność wydaje mi się kluczowa. Jak coś boli przewidywalnie to jakoś można się przyzwyczaić, mózg się nastawia. Ale jak nie wiesz kiedy uderzy - to jest zupełnie inne.
To co mówisz o uwięzieniu w pracy - mam podobnie z bólem głowy w trudnych sytuacjach. Ale u mnie było tak, że właśnie ta niemożność ucieczkI zmusiła mnie do wypracowania czegoś co działa w miejscu, bez wstawania. Czy próbowałaś kiedyś czegoś co możesz zrobić przy biurku, niewidocznie dla innych?
Naciskałam opuszkami palców na blat biurka, bardzo mocno, przez kilka sekund. Albo zaciskałam pięść pod blatem. To brzmi śmiesznie ale to podobna zasada co kamień - coś fizycznego do czego mózg może się 'przyczepić' zamiast kręcić się w kółko. Teraz pytanie do Dadzboga bo to on lepiej rozumie tę neurologię - czy to ma sens czy wymyślam post factum?
To że to widzisz i nazywasz - to już jest coś. Ale właśnie dlatego pytam, bo intencja 'muszę to naprawić' podkręca napięcie, a napięcie podkręca szum. I kółko się zamyka. Dadzbog, ty to chyba dobrze rozumiesz - czy widzisz jakiś sposób żeby to rozróżnienie zaczęło być dla niej naturalne, a nie kolejna rzecz do kontrolowania?
Ale to chyba jest właśnie odpowiedź? Że kiedy dzieje się samo, działa. A kiedy próbujesz zrobić to samodzielnie, nie wychodzi. Zastanawiam się czy medytacja na tinnitus powinna w ogóle celować w szum, czy raczej w to żeby wchłonąć cię tak samo jak ten wciągający serial.
