To jest właśnie ten moment kiedy medytacja mogłaby wejść naturalnie, jeszcze przed telefon a nie zamiast snu. Coś krótkiego, nawet pięć minut, gdzie głowa dostaje sygnał żeby zwolnić. Ja tak zrobiłam i różnica była odczuwalna dość szybko, nie twierdzę że u każdego tak będzie ale warto spróbować zanim się weźmie telefon, nie po.
Mam w notatkach że w kilku książkach o mindfulness piszą o tak zwanym 'winding down', czyli zwolnieniu, i że powinno trwać minimum dwadzieścia minut przed snem, ale nie wiem czy to z medytacją czy w ogóle. Jaryla07 więc może te pięć minut to za mało? Choć Wandzisia mówi że u niej zadziałało, więc może naprawdę zależy od osoby.
Dwadzieścia minut brzmi jak coś z badań nad higieną snu, nie stricte z medytacji. Ale w praktyce nie chodzi o zegarek tylko o to czy faktycznie zwalniasz. Pięć minut świadomego oddechu może zrobić więcej niż dwadzieścia minut leżenia bez celu. Damellaa, te notatki to z jakiegoś konkretnego źródła?
Wracając do Bernadki, bo ta informacja o telefonie i braku rytuału jest ważna. Jeśli miałabyś wybrać tylko jedną zmianę na start, nie wszystko naraz, to co byś była w stanie realnie zrobić co wieczór bez wymówki? Pytam bo często jest tak że ludzie planują za dużo i potem nie robią nic.
absolutnie nie musi. Krzesło przy stole, kanapa, nawet podłoga z poduszką, wszystko się nadaje. Chodzi o to żeby to nie było łóżko, a nie o to żebyś miała specjalny kącik medytacyjny. Wiele osób przesadnie komplikuje ten element i potem nie zaczyna bo 'nie ma warunków'.
A jak siedzisz na kanapie i jestes juz troche senna to nie zasniesz zanim dojdziesz do lozka? 🙂 Mnie to sie zdarzalo ze zaczynałam cos robic przed snem i zasnelam na siedząco i potem szlam do lozka i juz nie mogłam zasnac.
Ten wątek z kanapą jest ciekawy bo pokazuje że ciało często wie kiedy jest gotowe na sen, a my to sabotujemy albo zbyt długim rytuałem albo telefon który nas budzi z powrotem. Bernadka87, a czy masz poczucie że jesteś senna zanim wejdziesz do łóżka, tylko sen ucieka jak się kładziesz, czy od razu nie ma senności?
To jest ten klasyczny moment kiedy ciało było gotowe, ale przeoczony. I potem mózg dostaje nowe bodźce od samego chodzenia, mycia zębów, kładnięcia się. Ciekawi mnie jedno, czy masz w sypialni jakieś światło które zostaje włączone zanim zaśniesz?
może, ale nie robiłabym z tego głównego problemu na ten moment. Ważniejsze jest to co powiedziałaś, że jesteś senna przy telewizorze a potem tracisz ten stan. Czy ten sen wraca sam po jakimś czasie leżenia, czy leżysz godzinę i nic?
Jedna nieprzespana noc to nic, miałem kiedyś serię i to dopiero jest piekło. Bernadka, a nie próbowałaś nigdy żadnych nagrań do zasypiania? Takich z głosem który mówi żebyś się rozluźniała?
wcale nie śmieszne, mnie też się to zdarzyło na początku. Mózg który jest przyzwyczajony do analizowania nie wyłącza się na komendę. Pytanie czy próbowałaś różnych głosów czy dałaś sobie jedną szansę i odpuściłaś?
Mam w notatkach kilka aplikacji do tego, różne style i głosy, jedne bardziej narracyjne inne tylko z oddechem i bez słów. Może by Ci pasowało coś bez mówienia? Tylko sam oddech albo dźwięk?
Chętnie posłucham też tych propozycji Damellaa, bo faktycznie część ludzi o wiele lepiej reaguje na samą muzykę albo dźwięki bez instruowania. To trochę inna ścieżka niż klasyczna medytacja, bardziej bierna, ale dla kogoś kto dopiero zaczyna może być łatwiejsza.
Wracając do tego co mówiła Hela o straconej senności, to jest coś o czym rzadko się mówi przy rozmowach o medytacji i śnie. Ludzie skupiają się na tym żeby medytacja spowodowała sen, a tu chodzi o coś innego, o to żeby nie przegapić momentu kiedy ciało już jest gotowe. Bernadka, czy wiesz mniej więcej o której godzinie ta senność przy telewizorze się pojawia?
Ja tez myslałam że można nadrobic sen w weekend i czytałam że to tak nie działa, rytm sie rozbija i potem w poniedzialek jest gorzej niz przed weekendem. Nie pamietam gdzie to bylo ale podobno to nawet ma jakąs nazwe.
To co Hela mówi jest ważne. Medytacja nie naprawi rozbitego rytmu dobowego, może pomóc się wyciszyć ale jeśli okno snu jest systematycznie omijane to żadna medytacja tego nie zrekompensuje. Pytanie do Bernadki, czy miałabyś realną możliwość zmiany godziny chodzenia spać, czy mąż też jest nocnym markiem i to jest kwestia domowa?
To jest bardzo częsty scenariusz i nie jest to wymówka tylko realne ograniczenie. Sama przechodziłam przez coś podobnego i trudno jest regulować własny rytm gdy domownik ma inny. Ale to może być właśnie ten moment gdzie krótka medytacja tylko dla siebie, zanim on w ogóle pójdzie spać, byłaby sposobem na wyznaczenie tej granicy dla własnego ciała.
To co Wandzisia pisze ma sens, że mogłabym wyjść wcześniej do sypialni i tam zrobić coś dla siebie. Ale szczerze, mam wtedy poczucie że coś tracę, że za wcześnie kończę wieczór. Głupie chyba.
Wcale nie głupie, to bardzo typowe. FOMO wieczorne się to potocznie nazywa, to lęk że coś ważnego ominie, nawet jeśli te ważne rzeczy to po prostu telewizor. Mózg traktuje to jako nagrodę po dniu i nie chce jej skrócić. Bernadka, czy masz wrażenie że ten wieczorny czas przed telewizorem to jedyny czas tylko dla siebie w ciągu dnia?
To zmienia postać rzeczy kompletnie. Jeśli ten wieczorny czas jest jedyną chwilą dla siebie, to żadne techniki oddechowe tego nie zastąpią, bo ciało będzie się opierać przed snem. To nie jest kwestia higieny snu tylko głębsza potrzeba.
Zgadzam się z Wandzisią. I tutaj akurat medytacja mogłaby pomóc, ale nie jako coś co zastępuje ten czas, tylko jako coś co go wzbogaca. Krótka praktyka robiona dla przyjemności, nie żeby zasnąć, tylko żeby być ze sobą. Wtedy mózg przestaje ją odbierać jako obowiązek przed snem.
Chcę nawiązać do tego co mówi Kminek. Kiedy pracuję z ludźmi którzy mają problemy ze snem, często okazuje się że nie chodzi o ilość odpoczynku tylko o jakość. Godzina przed ekranem nie odpoczynkiem, mózg cały czas przetwarza. Bernadka, czy po tym wieczornym czasie przed telewizorem czujesz się rzeczywiście wypoczęta czy raczej odurzona?
No to macie odpowiedź. Odurzona a nie wypoczęta. Sam tak miałem i dopóki nie odciąłem wieczornych seriali to żadna medytacja nie robiła różnicy, bo ciało było naładowane tym co widziałem na ekranie. Bernadka, a próbowałaś kiedyś choć tydzień bez telewizora wieczorem żeby zobaczyć co się stanie?
Ale też nikt nie mówi żebyś rezygnowała zupełnie. Tu chyba chodzi o przesunięcie, żeby telewizor skończyć wcześniej i między ekranem a łóżkiem mieć jakiś bufor. Choćby dwadzieścia minut. Bez telefonu, bez niczego. Medytacja albo po prostu siedzenie.
Właśnie, bufor to dobre słowo. Mam w notatkach że przy różnych protokołach snu bardzo często pojawia się ten element przejściowy. Nie wyłączasz telewizora i nie kładziesz się, tylko robisz coś pomiędzy. Bernadka, co Ty w ogóle robisz między wyłączeniem telewizora a pójściem do łóżka?
No to wiemy gdzie jest luka. Między telewizorem a snem nie ma żadnego przejścia, ciało dostaje sygnał stop i natychmiast ma zasnąć, a to tak nie działa. Ale tutaj nie mówię że medytacja musi być skomplikowana, nawet pięć minut skupienia na oddechu zanim wejdziesz do łóżka to już coś innego niż nic.
A mozna zrobic taka medytacje leząc juz w lozku czy koniecznie trzeba siedziec? Pytam bo zawsze mysłam ze musi byc ta konkretna pozycja i jak tego nie ma to sie nie liczy.
