to jest bardzo ważna informacja. Jeśli ciało jest zmęczone a umysł goni, to znaczy że nie potrzebujesz technik relaksacyjnych dla ciała tylko pracę właśnie z tym mentalnym hałasem. W takim przypadku polecałabym zacząć od czegoś co daje umysłowi konkretny punkt zaczepu, żeby nie błądził. Czy próbowałaś kiedyś liczyć oddechy?
A liczyć oddechy to nie jest za proste? Tzn. serio to działa na dorosłych? Kojarzy mi się z metodami dla dzieci.
Potwierdzam z własnego doświadczenia że liczenie działa. I powiem więcej, jak się gubisz na którymś oddechu i zaczynasz od nowa to nie jest błąd, to właśnie jest praktyka. Ten moment 'ej, gdzie byłam' to jest dokładnie to o co chodzi.
Pytanie do Anahata bo mnie ciekawi coś innego. Bernadka87 wspomniała labradoryt, i mam wrażenie że to urywa się bez odpowiedzi. Czy przy takim typie bezsenności, ta gonitwą myśli, kamień ma w ogóle sens czy to za mało?
A ja mam pytanie bo sie zagubiłam trochę - czy labradoryt i ametyst mozna razem trzymac przy łóżku czy lepiej osobno? Bo ktoś mi mówiła że kamienie mogą się 'kłócić' ze sobą.
Wróćmy na chwilę do Bernadka87 i jej konkretnej sytuacji bo mam wrażenie że kamienie mogą poczekać. Bernadka87, spróbowałabyś wieczorem czegoś takiego: dziesięć minut przed snem, bez telefonu, tylko siedzisz i liczysz oddechy do dziesięciu? Nie musisz robić nic więcej. Ile razy w tygodniu mogłabyś to zrobić realnie?
ja próbowałam obu wersji i mogę powiedzieć że na siedząco byłam bardziej skupiona, ale leżąc zasypiałam szybciej, tylko że nie zawsze kończyłam ćwiczenie bo sen przychodził w połowie. Co jest chyba dobrym znakiem. Mam to zresztą w notatkach i przy leżeniu średni czas do zaśnięcia był wyraźnie krótszy po kilku tygodniach. Ale nie wiem czy to reguła czy moje własne ciało.
Szczerze? Zdecydowanie to pierwsze. Zaczynam liczyć, dochodzę do trzech, i nagle się orientuję że myślę o tym co powiedziałam szefowej w zeszłym tygodniu. I to nie jest zasypianie, to jest właśnie ten problem.
to jest normalny etap i dobra wiadomość jest taka że to co opisujesz, ten moment kiedy się orientujesz, to właśnie jest praktyka. Złe byłoby gdybyś w ogóle nie zauważała że odpłynęłaś. Pytanie do ciebie: po tym jak się orientujesz, co robisz? Wracasz do liczenia czy to cię frustruje i rezygujesz?
To co właśnie powiedziałaś jest moim zdaniem kluczem. Jeśli w ciągu dnia nie ma chwili zatrzymania, to wieczór staje się jedynym momentem kiedy umysł w ogóle może przetworzyć to co zebrał przez cały dzień. I właśnie wtedy kładziesz się spać i oczekujesz ciszy. Ale czy próbowałaś kiedyś choćby pięć minut przerwy w ciągu dnia, nie koniecznie medytacji, po prostu nic?
Powszechne nie znaczy neutralne dla snu, to tyle. Mam to w notatkach z kiedy sama zmieniałam nawyki, telefon wyłączony minimum godzinę przed snem był pierwszą zmianą i szczerze różnica była zauważalna szybciej niż się spodziewałam. Ale rozumiem że łatwo powiedzieć.
A czy jak lezy sie i liczy oddechy to mozna miec na przykład jakis spokojny dźwięk w tle, deszcz albo coś takiego? Bo w ciszy mi sie bardziej kręci głowa niż przy czymś do słuchania.
zanim przejdziemy do dźwięków, chciałabym żebyś spróbowała przez kilka dni tego co już masz, czyli liczenie oddechów, i powiedziała nam co z tego wynika. Bo dokładanie kolejnych elementów zanim wiesz jak działa ten jeden może utrudnić ocenę co tak naprawdę pomaga.
Okej, to spróbuję kilka dni samego liczenia bez dokładania czegokolwiek nowego. Ale chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem: mam liczyć tylko do dziesięciu i od nowa, czy ciągle w górę? Bo wcześniej próbowałam bez końca i jakoś gubiłam się jeszcze bardziej.
Do dziesięciu i od nowa. Właśnie dlatego, że to jest łatwiejsze do uchwycenia kiedy się zgubisz. Jak doliczyłaś do trzynastu, wiesz że odpłynęłaś. Jakbyś liczyła bez końca, nie miałabyś tego punktu odniesienia.
Dobra, to ja spróbuję takiego liczenia przy zasypianiu, bo akurat mam podobny problem co Bernadka87 i czytam ten wątek od jakiegoś czasu. Tylko pytanie, co się robi jak się doliczy do dziesięciu i jeszcze nie śpi? Kręci się w kółko do rana?
Przy mnie ta metoda działała ale z jednym zastrzeżeniem: jak zaczynałam liczyć i jednocześnie w głowie kręciło mi się 'a zasypia? a nie? ile już minęło?' to nic z tego nie wychodziło. Trzeba jakoś odpuścić ten monitoring samego siebie, łatwiej powiedzieć niż zrobić oczywiście.
ten instynkt bierze się stąd, że podświadomie traktujesz sen jako zadanie do wykonania, a jak zadanie to sprawdzasz postęp. Problem jest taki, że sprawdzanie aktywuje właśnie tę część głowy, która powinna już zwalniać. Czy masz podobnie z innymi rzeczami, jak na przykład relaksem w weekendy, że też jesteś napięta czy zrelaksowana wystarczająco?
To co Czarodka97 opisuje, te zadaniowe podejście do snu, wydaje mi się że to jest osobny problem i może nawet ważniejszy niż sama technika liczenia. Bo można znać pięć metod medytacji i żadna nie zadziała jeśli mózg jest w trybie 'wykonaj'. Bernadka87, od jak dawna w ogóle masz te problemy ze snem?
To co właśnie powiedziałaś jest ważne. Sama obserwacja że 'mam problem ze snem' może uruchomić lęk przed zasypianiem i to jest mechanizm który się nakręca. Medytacja może ten lęk trochę rozluźnić, ale nie zastąpi pracy z samym przekonaniem. Czarodka97, jak ty do tego podchodziłaś kiedy miałaś podobną pętlę?
Mam pytanie z troszku innej strony: czy jak robi sie te ćwiczenia z oddechm to powinno sie dychac inaczej niz normalnie? Bo ja jak zaczynam liczyc to nagle mam wrazenie ze nie wiem jak oddychac i sie blokuję.
Mam w notatkach że oddech brzuszny jest polecany kiedy już masz pewną wprawę, bo wtedy nie wymaga myślenia. Na samym początku uczenia się zasypiania przez medytację próba jednoczesnego 'poprawiania' oddechu to za dużo naraz. Przynajmniej tak wyszło z porównania różnych podejść które próbowałam.
Wracając do Bernadki, bo mnie to bardziej interesuje, chciałam zapytać o ten rok problemów ze snem. Czy coś konkretnego zmieniło się wtedy w życiu, praca, coś osobistego, czy to było bardziej stopniowe bez wyraźnej przyczyny?
ma takie znaczenie że jeśli sen się popsuł razem z jakimś stresem w tle, to sama technika może nie wystarczyć. Medytacja pomaga ale działa inaczej jeśli za bezsennością stoi coś aktywnego co nadal trwa, niż jeśli to już minęło a samo złe nawyki zostały. Ciekawa jestem co na to Kminek albo Anahata.
nie mówiłam że nie pomoże, mówiłam że będzie działać inaczej. Jeśli przyczyna nadal jest aktywna, medytacja może pomagać na bieżąco, ale nie 'wyleczy' jednorazowo. To raczej codzienny bufor niż jednorazowe rozwiązanie. Masz jakiś stały rytm dnia teraz, czy to się zmienia w zależności od tego co się dzieje w pracy?
To co Hela mówi zgadza się z moim doświadczeniem, ale chciałam dodać jedno. Niekoniecznie musisz usunąć stres żeby sen się poprawił. Czasem wystarczy nauczyć się rozdzielać te dwie rzeczy, to znaczy że wieczorem mózg uczy się że to już nie czas na pracę. I to jest właśnie coś co medytacja naprawdę może zbudować, taki sygnał dla układu nerwowego. Bernadka87, czy masz jakiś rytuał przed snem czy kładziesz się i od razu próbujesz zasnąć?
Telefon przed snem to osobna sprawa i nie chcę tu robić wykładu którego pewnie już słyszałaś, ale powiem tylko tyle, że to nie sprzyja. Samo to że nie masz żadnego przejścia między dniem a próbą snu to już sporo mówi. Czarodka97, jak według ciebie powinna wyglądać taka granica, bo ciekawe co u ciebie zadziałało?
