To jest właśnie sedno. Pytanie o to czy już zasypiam uruchamia czujność, a czujność jest dokładnym przeciwieństwem snu. Masz pomysł co zamiast tego mogłabyś sobie powiedzieć kiedy to pytanie się pojawia?
To co opisuje Bernadka to klasyczna pułapka obserwatora. Im bardziej obserwujesz czy zasypiasz, tym bardziej stajesz się tym obserwatorem, a nie śpiącym. To zresztą nie jest tylko kwestia medytacji, to mechanizm który pojawia się przy każdej próbie kontrolowania procesu który powinien być automatyczny.
Dodam do tego co mówi Czarodka97. Ciało ma coś co można nazwać naturalnym rytmem zasypiania i on sam się uruchamia kiedy umysł przestaje mu przeszkadzać. Problem polega na tym że my zazwyczaj mylimy relaksację z tym rytmem i zaczynamy go pilnować. A pilnowanie go zatrzymuje.
Tak, bardzo. Jakbym miała egzamin. Naprawdę tak to czuję, dokładnie to słowo, egzamin. I im później tym gorsze.
No to właśnie masz odpowiedź dlaczego to nie działa. Snu nie zdasz egzaminem. Ja jak miałem podobnie to jedyną rzeczą która pomogła było olanie tematu i wstanie zamiast leżenia i katowania się.
Bernadka, ta metafora egzaminu brzmi naprawdę konkretnie. Czy ta presja dotyczy tylko nocy, czy w ciągu dnia też masz dużo takich momentów gdzie coś musisz zaliczyć?
Zanotowałam sobie ten wątek o egzaminie bo jest naprawdę ciekawy. Czytałam o czymś co się nazywa paradoksalną intencją, czyli celowym niespaniem, właśnie po to żeby rozbroić ten mechanizm egzaminowania się. Ktoś z was to kiedyś próbował?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i ta paradoksalna intencja to słyszałam że stosują to nawet terapeuci przy bezsenności. Ale nigdy nie miałam odwagi spróbować bo wydaje się za dziwne.
Pracowałam z kilkoma osobami które to próbowały i efekty były różne, nie będę udawać że to działa na wszystkich. Ale kilka osób mówiło że samo usunięcie tej presji zaliczenia snu zmieniło zupełnie jak wchodzą do łóżka. Bernadka, jak myślisz, gdybyś poszła do łóżka z myślą że nie musisz zasnąć, to byłoby dla ciebie w ogóle do pomyślenia?
No właśnie to jest pytanie. Gdybym poszła do łóżka z nastawieniem że nie muszę spać... szczerze? Chyba bym i tak zaczęła sprawdzać czy już nie śpię. Serio, tak to widzę. Jakbym nie potrafiła wyłączyć tego sprawdzania.
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I właściwie mówi nam dużo więcej niż gdybyś powiedziała że spróbujesz. Bernadka, czy to sprawdzanie dotyczy tylko snu, czy też np. w medytacji też sprawdzasz czy medytujesz dobrze?
To jest naprawdę klasyczny wzorzec i nie jest specyficzny dla snu ani medytacji. To jest sposób w jaki umysł w ogóle funkcjonuje gdy jest mocno zorientowany na kontrolę. Bernadka, mogę zapytać jak to wygląda np. z jedzeniem albo z odpoczynkiem w ciągu dnia? Czy tam też jest jakiś wewnętrzny sędzia?
To mnie trochę przestrasza. Że to jest coś szerszego. Bo już wyobrażam sobie że muszę teraz przepracować całe swoje życie żeby móc spać.
Nie musisz przepracowywać wszystkiego naraz. Naprawdę. Można zacząć od bardzo małego kawałka i to wystarczy żeby cos się zmieniło ze snem. Bernadka, powiedz mi jedną rzecz. Czy jest w ciągu dnia cokolwiek czego robienie sprawia że zapominasz siebie kontrolować?
to nie jest przypadek że właśnie to. Oba wymagają uwagi skierowanej na zewnątrz, na konkretne działanie. I jest w tym coś ważnego dla snu. Pytanie czy da się przenieść coś z tej jakości uwagi na wieczór.
Mnie to co mówi Kminek przypomina jedną technikę którą gdzieś czytałam, że zamiast medytować przed snem można robić coś rzemieślniczego, właśnie jak Bernadka z gotowaniem. Żeby uwaga gdzieś odpłynęła zanim się pójdzie do łóżka. Anahata, czy to ma jakiś sens w kontekście tego mechanizmu co opisujesz?
Ale Bernadka mówiła że nie ma czasu na ogrodnictwo i takie rzeczy. Więc co wtedy, jakieś krótkiego odpowiedniki na wieczór? Bo pójście do kuchni żeby gotować o 22 to raczej nie wchodzi w grę.
Zmywanie naczyń uważnie. No dobra. Brzmi jak żart ale właściwie... nie wiem, może rzeczywiście coś w tym jest. Bernadka jak to słyszysz to wydaje ci się wykonalne czy zbyt dziwne?
Czytam i myślę że ja mam dokładnie ten sam problem co Bernadka, tylko przy zasypianiu nie mam tej metafory egzaminu tylko po prostu zaczyna się kino, czyli przeskakują mi obrazy i scenariusze z dnia. Też jest jakaś technika na to, czy to inna kategoria problemu?
Ale to nie jest medytacja, to jest po prostu zagłuszanie myśli. Nie wychodzi na to samo co te wszystkie techniki o których mówi Anahata i Kminek?
Trochę się zgubiłam bo wyszło kilka wątków naraz. Mamy zmywanie, audiobooka, gotowanie, medytację właściwą. Czy ktoś może powiedzieć od czego ja powinnam zacząć? Bo ja dalej nie sypiam i czuję się jakbym miała do przejścia dziesięć kroków zanim w ogóle zacznę.
Zatrzymaj się chwilę. To uczucie dziesięciu kroków to jest dokładnie ten sam mechanizm co przy zasypianiu. Nie musisz zaczynać od wszystkiego. Jedno małe działanie, jutro wieczór. Pytanie do ciebie: co z tych rzeczy brzmi najmniej strasznie?
To jest dobry punkt startowy i nie dlatego że zmywanie jest magiczne, ale dlatego że jest już w rytmie dnia. Jedna zmiana nastawienia, nie nowa czynność. Bernadka, tylko powiedz mi szczerze, czy jeśli zaczniesz zmywać uważnie i nie poczujesz efektu po trzech wieczorach, to odpuścisz?
Zapisuję sobie ten wątek ze zmywaniem bo to jest coś co mnie naprawdę ciekawi od strony praktycznej. Anahata, a czy tu chodzi o pełne skupienie na zmysłach, temperatura wody, dotyk, dźwięk, czy wystarczy że nie myślę aktywnie o jutrze?
Mam pytanie bo jestem ciekawa jak to się ma do formalnej medytacji. Czy to co opisuje Anahata to jest właśnie mindfulness w praktyce, czy coś osobnego? Bo słyszałam że mindfulness to siedzenie i oddychanie, a tu mówimy o zmywaniu.
Słyszę i zaczynam rozumieć. Ale mam jedno pytanie, głupie może. Jak wracam do rąk w wodzie i zaraz znowu myślę o pracy, to czy to znaczy że robię to źle? Bo to chyba będzie się działo ciągle.
To nie jest głupie pytanie, ja się dokładnie nad tym zastanawiałam kiedy zaczynałam. I mi ktoś powiedział że to właśnie jest medytacja, ten moment kiedy zauważasz że odpłynęłaś i wracasz. Nie samo siedzenie w ciszy. To powracanie jest całą robotą.
