To co Kazik59 opisuje jako pauza to jest właśnie ten bufor spokoju o którym mówiłam wcześniej. Tylko on to opisuje behawioralnie a ja energetycznie, ale chodzi o ten sam efekt. Bogumil74, czy ty też masz coś takiego w relacjach z innymi?
To co Bogumil74 pisał o tej chwili pauzy bardzo mnie uderzyło. Bo ja mam coś odwrotnego i zastanawiam się czy to znaczy że moja medytacja nie działa. U mnie ten głos wewnętrzny jakby przyspieszył po tym jak zaczęłam medytować. Jakby się bardziej uaktywnił, więcej komentuje. Czy ktoś miał coś takiego?
Ja miałam dokładnie to samo i też się bałam że idę w złą stronę. Potem ktoś mi powiedział że to jak ze sprzątaniem, na początku robi się większy bałagan zanim będzie porządek. Nie pamiętam gdzie to czytałam ale bardzo mi wtedy pomogło.
Ale to trochę dziwne, bo jak czegoś nie widziałas to jakby tego nie było? Znaczy dla mnie jak zaczęłam medytować to też miałam takie uczucie jakby mózg się włączyc na maxa i to było straszne. Myślałam że mam za dużo myśli żeby medytować 🙂
To co Monisia opisuje i co Kazik59 potwierdza jest moim zdaniem kluczowe dla całego tematu tego wątku. Bo zmiana głosu wewnętrznego przez medytację nie zaczyna się od tego że on cichnie. Zaczyna się od tego że w ogóle go słyszysz. Bez tej pierwszej fazy pewnie nie ma drugiej. Miałem tak samo, dosłonwie myślałem że jestem zbyt chaotyczny żeby to robić.
Okej ale mam pytanie praktyczne. Mówicie o etapach, o pierwszej i drugiej fazie. Czy to jest coś co samo przychodzi z czasem, czy trzeba coś robić żeby przejść do kolejnego etapu? Bo ja chciałbym wiedzieć czego się spodziewać.
Ja tu wejdę bo uważam że to ważne. W pracy z czakrami mamy coś takiego jak medytacje ukierunkowane na konkretny ośrodek i to zupełnie inaczej wpływa na głos wewnętrzny niż samo skupienie na oddechu. Szczególnie anahata, bo to tam siedzi ten głębszy głos o którym Bogumil74 pisał na początku.
Słucham tej rozmowy o czakrach i głosie i mam wrażenie że mieszacie dwie różne rzeczy. Głos wewnętrzny jako monolog umysłowy to coś innego niż intuicja serca. Oba mogą się zmieniać przez medytację, ale to nie jest to samo i Anastazja05 ma rację że to pytanie zasługuje na rozróżnienie.
u mnie kryterium jest czas trwania. Umysłowy głos zmienia zdanie, przeskakuje, dyskutuje sam ze sobą. To głębsze przeczucie jest krótsze i nie wraca żeby się tłumaczyć. Po prostu jest i znika. Ale to bardzo subiektywne, nie wiem czy u innych tak samo.
To kryterium czasu bardzo mi pomogło żeby to sobie poukładać. Bo rzeczywiście ten mój szybki głos co mnie niepokoi, on wraca i powtarza. A te rzadkie przebłyski cichsze, te się nie powtarzają. Nigdy tego tak nie zestawiłam.
Ja mam pytanie do Zdzichego bo to co mowisz jest logiczne ale jak to się ma do nauki medytacji. Znaczy czy to rozróżnienie które opisujesz to cos co medytacja ci dała, czy miałes to zawsze i medytacja tylko to wyostrzyła?
To pytanie Monisi jest właściwie pytaniem o cały ten wątek tylko od innej strony. Czy medytacja zmienia głos, czy zmienia naszą zdolność słyszenia tego głosu. I nie wiem czy to w ogóle można rozdzielić.
To co Kazik59 zadał na końcu to chyba najtrudniejsze pytanie w tym wątku. Bo jak miałbym odpowiedzieć szczerze, to nie wiem czy medytacja zmieniła mój głos czy moje słyszenie. Czuję że jedno i drugie, ale nie potrafię tego rozdzielić nawet patrząc wstecz na lata praktyki.
To co Zdzichu mówi jest dla mnie bardzo istotne. Bo ja przez długi czas zakładałem że byłem głuchy, a teraz słyszę. Ale może byłem głuchy na cos co cały czas nadawało. To zmienia trochę perspektywę na wszystkie te decyzje które podjąłem zanim zaczęłem medytować.
i to właśnie mnie zastanawia. Bo jeśli głos był zawsze, to co się właściwie zmienia? Czy tylko uczymy się nie zagłuszać go tymi wszystkimi myślami co latają po głowie?
Ale poczekajcie, bo ja mam inne pytanie. Jak zaczęłam medytować to mi się zdawało ze mój głos wewnętrzny jest GŁOŚNIEJSZY niż wcześniej, nie cichszy. I to bylo dziwne. Czy to jest normalne że najpierw się to nasila?
Słucham tej rozmowy o nasileniu głosu na początku praktyki i mam bardzo podobne doświadczenie. Tylko u mnie to trwało kilka miesięcy i potem jakby samo opadło. Nie robiłam nic specjalnego, po prostu nie przestawałam siadać do medytacji nawet jak było niewygodnie.
To wraca do tego co Zengui mówił o eksperymentowaniu z techniką. Bo z jednej strony słyszę że regularność jest ważna, z drugiej że może trzeba zmieniać technikę żeby przejść do kolejnego etapu. Jak to pogodzić?
Wracając do wątku o czakrach, bo Anastazja05 pytała mnie o ajnę kontra anahatę. Przemyślałam to i przyznam że może nie byłam wystarczająco precyzyjna. Może to nie jest kwestia albo jedno albo drugie, tylko który ośrodek jest u konkretnej osoby bardziej aktywny. U mnie serce zawsze odzywa się wcześniej, ale może ktoś ma inaczej.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do bardziej doświadczonych. Mówicie o głosie wewnętrznym jakby każdy miał jeden. A co jeśli ktoś słyszy wyraźnie kilka różnych głosów, które mówią różne rzeczy? To jest patologia czy też można to zinterpretować w kontekście medytacji?
tak, jeden jest taki bardziej nerwowy i szybki, drugi spokojniejszy ale rzadszy. Właśnie po przeczytaniu tego wątku zaczynam to inaczej interpretować. Wcześniej myślałem że mam za dużo myśli.
To co Hilary99 opisuje to właściwie idealny przykład tego o czym Zdzichu mówił, tego rozróżnienia między monologiem umysłowym a czymś głębszym. Tylko że Hilary99 go już intuicyjnie robi, po prostu nie miał na to słów. I właśnie o to chyba chodzi w tym całym temacie, że medytacja nie tworzy tego podziału, ona tylko pozwala go zobaczyć.
To co Kazik59 powiedział na końcu jest dla mnie kluczowe. Że Hilary99 już to robi intuicyjnie, tylko nie miał słów. I właśnie zastanawiam się czy w ogóle słowa są potrzebne. Bo medytacja to chyba nie jest droga do nazywania tych głosów, tylko do rozpoznawania ich bez potrzeby kategoryzowania.
Ale czy to na pewno błąd? Może ten spokojniejszy rzeczywiście jest mądrzejszy, przynajmniej w konkretnych sytuacjach. Chyba nie każde wartościowanie jest złe, nie?
Anastazja05 postawiła pytanie które mnie osobiście poruszyło. Bo ja też zakładałem że spokój równa się głębokość. A teraz nie jestem tego pewny. Miałem kilka razy taką cichą pewność że coś jest słuszne i się myliłem. To był spokój, ale nie mądrość.
i to jest chyba jeden z trudniejszych momentów w praktyce. Kiedy zorientujesz się że nie ma prostego klucza 'cichy równa się prawdziwy'. Jak ty sobie teraz z tym radzisz? Masz jakiś inny wyróżnik?
Właśnie to co Bogumil74 opisuje, to reakcja somatyczna, i moim zdaniem to jest znacznie pewniejszy wskaźnik niż sam ton głosu. Ciało rzadko kłamie, umysł może tworzyć bardzo przekonujące narracje. To jest jeden z powodów dlaczego praca z anahatą jest w tym kontekście ważniejsza niż tylko praca kognitywna.
