Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i nie bardzo wiem, gdzie to zapisać, ale tu chyba pasuje. Medytuję regularnie od paru lat i zauważyłem, że ten głos w głowie, ten wewnętrzny komentator, totalnie się zmienił. Na początku praktyki gadał non stop, dosłownie nie było chwili ciszy. Teraz jakby... przycichł? Albo może ja nauczyłem się go nie słuchać? Nie wiem, czy to jedno i to samo. Czy ktoś miał podobnie, że głos wewnętrzny realnie się zmienił po dłuższej praktyce, czy może mi się tylko wydaje?
Głos wewnętrzny to tak naprawdę przejaw aktywności konkretnych czakr, głównie czakry gardła i trzeciego oka. Jak regularnie medytujesz i te centra zaczynają pracować harmonijnie, to głos naturalnie się wycisza bo przepływ energii jest lepszy. To całkowicie normalne i wręcz pożądane.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co dokładnie macie na myśli mówiąc 'głos wewnętrzny'? Bo jak medytuję to mam takie myśli, które komentują wszystko i zastanawiam się czy to to samo, czy coś innego.
A to są dwie różne rzeczy w ogóle? Tzn. czy głos cichnie, czy my go ignorujemy - to ma znaczenie dla praktyki?
To jest bardzo dobre pytanie, bo w różnych tradycjach jest inaczej na to patrzenie. W zen nie chodzi o wyciszenie głosu, tylko o zobaczenie, że nie jesteś tym głosem. W Vipassanie trochę inaczej, bardziej o obserwację bez utożsamiania. Czy Bogumil74 praktykuje w jakimś konkretnym podejściu, czy raczej po swojemu?
Mnie to ciekawi od innej strony - bo ja jak medytuję to ten głos nie cichnie tylko zmiena zdanie 🙂 Tzn. zaczyna mówić inne rzeczy niż normalnie. Jakby łagodniejszy był. Czy to liczy się jako zmiana?
Właśnie, i to jest kluczowa różnica między wyciszeniem a zmianą jakościową głosu. Jedno nie jest lepsze od drugiego, ale to dwa różne procesy. Bogumil74, a czy twój głos też zmienił ton, nie tylko częstotliwość?
A czy ktoś miał tak, że po medytacji głos wewnętrzny nagle zrobił się głośniejszy na chwilę, nie ciszszy? Bo mi się to zdarza i nie wiem czy to dobrze czy źle.
To co opisujecie, Otylijka i Bazylka54, jest bardzo typowe. Jak zaczynasz obserwować umysł, to widzisz więcej, bo wcześniej ten szum był, ale nie zwracałaś uwagi. To jak z hałasem w pokoju, który słyszysz dopiero jak ktoś zwróci na niego uwagę. Nie robicie nic złego.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem, bo sam zaczynam z medytacją i właśnie ten głos to mój główny problem. Ile czasu minęło zanim u was cokolwiek się zmieniło? Bo po kilku sesjach nie widzę żadnej różnicy i zaczynam się zastanawiać czy to w ogóle dla mnie.
No i właśnie to mnie najbardziej zastanawia, że czytam o wyciszeniu, o zmianie tonu, a u mnie po kilku sesjach kompletnie nic. Czy to znaczy, że robię coś źle, czy po prostu za krótko? Bogumil74, ile ty medytowałeś zanim poczułeś pierwszą różnicę?
jakieś dziesięć, piętnaście minut. Próbowałem dłużej ale potem zaczynam się wiercić i to chyba psuje efekt.
Ja z kolei miałam efekt chyba dość szybko, tylko nie wiedziałam że to efekt medytacji. Myślałam że po prostu mam lepszy dzień 🙂 Dopiero jak zaczęłam medytować regularnie i porównałam to do dni kiedy opuszczam sesję, to widzę różnicę. Pereplut08, czy ty tak próbowałeś porównywać?
To co Monisia mówi jest ważne, bo ja też tego nie łączyłam. Jak przestałam medytować przez jakiś czas, to dopiero wtedy zobaczyłam jak głośno w głowie. To chyba lepszy test niż szukanie efektów po każdej sesji?
Otylijka to dobra metafora, naprawdę. I nawiązuje do tego co Bogumil74 pisał wcześniej, że nie wiedział dokładnie kiedy ta zmiana nastąpiła. Może dlatego, że zmiany w głosie wewnętrznym są gradacyjne, nie skokowe?
Właśnie tak. Nie miałem momentu 'aha, od teraz cicho'. To raczej jak zauważyłem po jakimś czasie, że pewne myśli po prostu przestały się pojawiać tak często. Krtyczne komentarze do siebie, takie codzienne ocenianie każdego kroku. Nie wiem nawet kiedy to zaczęło blaknąć.
Ale tu jest kwestia, o której nie mówimy wprost. Czy ten głos blaknie bo go ćwiczymy w ignorowaniu, czy rzeczywiście coś zmienia się w strukturze energetycznej umysłu? Bo to dwie różne sprawy i dają dwa różne długoterminowe efekty.
To co Zlata mówi o powrocie głosu w stresie jest warte uwagi, choć nie musiałabym tego tłumaczyć energetycznie. Zwykła psychologia też to wyjaśni, tłumienie kontra integracja. Ale efekt może być podobny. Bogumil74, a jak ty reagujesz w sytuacjach stresowych w porównaniu do okresu sprzed medytacji?
O właśnie, to co Bogumil74 mówi to ja też to mam! Że jakby skrócił się czas kiedy te ciemne myśli zostają. Nie ma ich mniej ale szybciej odchodą. Czy to jest w ogóle związane z tym wątkiem o zmianie głosu czy to coś innego?
Hm, to by zmieniało jak na to patrzę. Myślałem że muszę osiągnąć ciszę, a tu wychodzi że chodzi o coś innego. Ale Zengui, wróćmy do tego pytania które zadałeś mi wcześniej, o to wiercenie się. Bo nie wiem czy walczę z tym, raczej po prostu przestaję w tym momencie.
Ja mam pytanie trochę z boku, ale nawiązując do tego co piszecie. Mówicie o głosie wewnętrznym jakby to była jedna rzecz. A czy wy macie wrażenie że to jeden głos czy kilka? Bo u mnie to jakby różne 'postaci' w głowie i zastanawiam się czy to normalne czy mam coś nie tak.
Bo ja naprawdę chcę wiedzieć czy to normalne. U mnie jest jakby komentator sportowy, taki na bieżąco oceniający, i drugi bardziej spokojny który czasem wtrąca coś mądrzejszego. I zastanawiam się czy medytacja zmienia tylko ten głośniejszy czy oba.
To co Bazylka54 opisuje to jest dokładnie to co ja czuję, ale nigdy tak tego nie nazwałem. Ten komentator to jakby odruch, a ten spokojny to chyba coś głebszego. I może medytacja nie konfiguruje ich na nowo, tylko zmienia proporcje głośności? Tak to co najmniej u mnie wygląda.
Ale tu jest coś ważnego co warto rozważyć. Jeśli mamy kilka głosów, to który słucha podczas medytacji? Bo to nie może być żaden z tych głosów, prawda? To musi być coś poza nimi. I to jest ten obserwator, o którym mówi się w pracy z czakrami czy w jodze nidra.
Ja nie wiem czy to głosy czy co, ale mam takie wrażenie że w medytacji czasem pojawia mi się cos co nie jest ani myślą ani obrazem, bardziej takie... przeczucie? I zawsze się zastanawiam czy to jest ten 'prawdziwy' głos wewnętrzny o którym Bogumil74 pisał na początku, czy to coś innego calkiem.
Warstwy to dobre słowo i myślę że właśnie o to chodzi w całym tym wątku, tylko nikt tego tak nie nazwał wprost. Głos wewnętrzny nie jest jednym głosem, to raczej kilka poziomów i medytacja prawdopodobnie zmienia dostęp do nich, a nie usuwa którykolwiek.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie do Anastazji05 albo Zenguiego. Mówicie o warstwach i dostępie, ale czy to nie jest tak że każdy ma inaczej? Bo u mnie medytacja zmieniła przede wszystkim tempo tego głosu, nie ilość warstw ani głośność. Stał się wolniejszy i przez to jakby czytelniejszy.
