Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy zmiany pory roku mają realny wpływ na jakość medytacji i na sen. U mnie co roku przy przejściu z lata na jesień zaczyna się jakiś dziwny rozregulowanie - zasypiam o normalnej porze, ale budzę się po 3-4 godzinach i już nic. Próbowałam wieczornych medytacji z oddechem, czasem pomaga, czasem nie. Ktoś ma podobnie? I czy ktoś w ogóle świadomie modyfikuje swoją praktykę pod kątem pory roku, czy raczej medytujecie tak samo przez cały rok?
To nie przypadek, że właśnie teraz o tym piszesz. Zmiana pory roku to zmiana energii - nie tylko metaforycznie, ale też całkiem dosłownie pod względem rytmu biologicznego. Skrócenie dnia robi z ludźmi naprawdę ciekawe rzeczy. Mnie też sierpień-wrzesień potrafi kompletnie wykoślawić rytm snu. Ciekawi mnie jedno - te przebudzenia w środku nocy, to bardziej się dzieje przy zasypianiu czy właśnie po kilku godzinach?
To co opisujesz, to klasycznie ta godzina wilka. Budząc się o 3-4 w nocy regularnie, warto się zastanowić, co się wtedy dzieje - sen bywa wtedy bardzo cienko oddzielony od stanów pół-przebudzenia. Ja przez lata obserwowałam, że moje sny są zupełnie inne jesienią i zimą niż latem. Bardziej intensywne, czasem ciężkie. Pytanie do Ciebie - medytujesz rano czy wieczorem? Bo to może mieć znaczenie przy tym co opisujesz.
Sezonowość w praktykach duchowych to temat stary jak świat. Większość tradycji - czy to szamańskich, czy celtyckich, czy dalekowschodnich - miała inaczej ułożone praktyki na różne pory roku. Nie chodziło tylko o rytuały, ale właśnie o rodzaj medytacji, skupienie, cele. Zima to czas introspekcji, lato to ekspansja. To nie jest mistyka, to obserwacja natury. Mnie bardziej ciekawi, czy ktoś tu świadomie to stosuje, czy raczej wszyscy stosują jedną technikę przez cały rok.
Ja stosuję przez cały rok tę samą - skan ciała i oddech. Ale zauważyłam, że zimą zdecydowanie trudniej mi wyciszyć głowę. Latem siadam i po chwili jestem 'tam'. Zimą mogę siedzieć 20 minut i mieć wrażenie, że ciągle jestem na początku. Nie wiedziałam, czy to tylko u mnie.
To nie jest poddawanie się, wręcz odwrotnie. Leżenie i walka ze snem to najgorsze co można robić, bo ciało zaczyna kojarzyć łóżko z frustracją. Medytacja w środku nocy - siedząca, krótka - może naprawdę przestawić ten wzorzec. Ale mam pytanie do Wedrowca - mówiłeś o tradycjach, które różnicowały praktyki sezonowo. Czy wiesz, czy był jakiś odpowiednik właśnie dla przesilenia jesiennego, jakiś konkretny rodzaj pracy z umysłem?
To co mówisz, Wedrowiec, bardzo mi pasuje do moich obserwacji ze snami. Jesienią mam więcej snów z wątkami, które myślałam, że dawno odłożyłam. Jakby podświadomość robiła przegląd. I właśnie - to nie jest spokojny sen, to jest intensywna praca w nocy. Rumianek79, a co się dzieje w tych chwilach po przebudzeniu, jakie myśli przychodzą pierwsze?
W numerologii jesień to czas cyklu kończącego się rok - szczególnie w okolicach jesiennego przesilenia. Energetycznie to faktycznie moment 'zamykania'. Nie dziwi mnie, że sen jest wtedy niespokojny. Ale mam pytanie czysto praktyczne - czy ktoś z was próbował zmieniać godzinę medytacji na bardziej dopasowaną do danej pory roku? Np. zimą rano, żeby złapać chwilę jasności zanim zrobi się ciemno?
Ja właśnie zimą przeszłam na medytację rano i to był strzał w dziesiątkę. Wieczorem byłam za zmęczona i za ciemno robiło mi się w głowie, żeby cokolwiek z tego wyszło. Rano, nawet krótko - 10 minut - dawało lepszy efekt. Nie wiem czy to pory roku, czy po prostu moje ciało lubi rano.
Słuchajcie, jestem ciekawa jednej rzeczy - wy mówicie o wpływie pory roku na medytację i sen jak o czymś oczywistym, ale skąd wiadomo, że to faktycznie pora roku, a nie na przykład po prostu stres jesienny związany z pracą, szkołą, powrotem do rutyny? Szczerze pytam, nie czepiając się. Bo mi też jest trudniej jesienią, ale nie wiem, czy to energia, melatonina, czy po prostu koniec wakacyjnego trybu życia.
Dla mnie to głównie kwestia intencji i skupienia. Latem moje medytacje są bardziej otwarte - wizualizacje, kontakt z ciałem. Jesienią i zimą idę bardziej w kierunku obserwacji myśli bez angażowania się - czysta uważność. Inne jakościowo, chociaż technicznie podobne. I czas - latem rano, zimą raczej zmierzch, ten moment zanim zapali się światło.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale mam głupie pytanie - jak medytacja ma pomagać na bezsenność, skoro żeby medytować trzeba być skupionym, a jak się jest niewyspany to skupienie jest żadne? Naprawdę nie rozumiem tej zależności. Bo sam mam problem ze snem od jesieni i próbowałem, ale po prostu zasnąłem w trakcie albo siedziałem i myślałem o wszystkim innym.
Ja właśnie nie potrafię tej intencji odpuścić. Jak siadam w nocy to i tak mam z tyłu głowy myśl 'OK, teraz muszę się uspokoić żeby zasnąć'. I to chyba niszczy całą robotę. Ciekawe, czy to w ogóle da się przepracować, czy to taki odruch, który zostaje.
To co opisujesz z marcem też mnie zastanawia. W numerologii marzec w pewnych układach rocznych to faktycznie mocny punkt przejścia - nie tak jak październik-listopad, ale jest coś w tym przesileniu wiosennym co rozkręca energię zanim ciało zdąży się przestawić. Czy te marcowe przebudzenia są podobne do jesiennych, czy mają inny charakter?
O, to bardzo ciekawe rozróżnienie. W jesiennych snach przetwarza się to co minęło, a w marcowych jakby ciało już jest gotowe na ruch, ale jeszcze nie ma konkretnego kierunku. Słyszałam podobny opis od kilku osób. Jakbyś to określiła - czy ta marcowa niecierpliwość bardziej przeszkadza w zasypianiu na początku nocy, czy też budzi cię w środku?
Mam pytanie do wszystkich, bo trochę zgubiłam wątek - czy medytacja ma tutaj pomagać na samo zasypianie, czy bardziej na te nocne przebudzenia? Bo to chyba dwie różne sprawy i może wymagają innych technik?
Ale jak to działa fizycznie? Znaczy - czym skan ciała różni się od zwykłego leżenia i myślenia o tym, że boli mnie ramię albo że mam zimne nogi? Bo tak jak to opisujesz, to brzmi podobnie.
Słuchajcie, mam wrażenie, że trochę uciekamy od sezonowości, a to był główny temat. Bo rozmawiamy o technikach, ale pytanie było: czy pora roku naprawdę wpływa na praktykę? I czy to znaczy, że w różnych porach roku powinniśmy medytować inaczej? To mnie najbardziej interesuje.
Ja chcę dopowiedzieć tylko jedno do tego, co Wedrowiec pisze. Kiedy latem medytuję i 'jestem tam' szybko - zastanawiam się teraz, czy to naprawdę głębsza praktyka, czy po prostu jest mi wygodniej i cieplej. Może zimowa trudność to właśnie coś wartościowego, tylko tego nie widać od środka.
Dwa tygodnie to naprawdę za mało żeby zobaczyć wzorzec sezonowy. Ja prowadziłam taki notatnik przez prawie rok i dopiero wtedy zobaczyłam, że moje najlepsze medytacje skupiały się w konkretnych miesiącach - i to nie tych, których się spodziewałam. Rumianek79, czy twój dziennik snu dał ci podobne niespodzianki?
To co opisujecie z tym 'ładowaniem przed dołkiem' jest bardzo zbieżne z tym, co w tradycjach wschodnich nazywa się praną sezonową - energia jest zanim pojawi się zmiana, nie w trakcie. Nie wiem, czy to ten mechanizm, ale wzorzec brzmi znajomo.
Przepraszam, że wchodzę z czymś może głupim, ale mam pytanie do Lonii - jak prowadziłaś te notatki? Dosłownie pisałaś po każdej medytacji? Bo mnie ta regularność imponuje, ale nie wyobrażam sobie tego robić codziennie.
Dodam tylko, że ta metoda 'tylko skrajności' ma jeszcze jedną zaletę przy pracy z bezsennością sezonową - po kilku miesiącach widzisz, czy złe noce i słabe medytacje się nakładają. Rumianek79, czy jak masz te nocne przebudzenia, to medytacje w ciągu dnia też są wtedy trudniejsze?
To rozkojarzenie w dzień po złej nocy to chyba inna kategoria niż ta 'gęstość' zimowa, o której mówiłam wcześniej. Tamto było spokojne, takie wełniane. A to co Rumianek79 opisuje brzmi bardziej jak napięcie. Czy to też tak odczuwasz - że to jest napięte, a nie spokojne?
Słuchajcie, a czy ktoś próbował zmieniać porę medytacji zależnie od pory roku? Znaczy - nie tylko technikę, ale dosłownie godzinę? Bo może zimą rano jest za ciemno i za zimno, żeby to działało tak samo jak latem.
To ciekawe, że mówisz o wstawaniu w ciemności. W snologii jest sporo o tym, jak ciemność wpływa na to, co się dzieje między przebudzeniem a pełnym czuwaniem - i może właśnie ta strefa jest inna sezonowo. Rumianek79, jak budzisz się w październiku, to jest ciemno?
Czyli ciemność to osobna zmienna, nie tylko pora roku jako taka. Zastanawiam się, czy zapalenie małego światła - takiego naprawdę słabego - pomogłoby na to przebudzenie, czy by tylko bardziej rozbudziło?
