Jestem w piątym miesiącu i zastanawiam się, czy moja dotychczasowa praktyka medytacyjna wymaga jakichś zmian. Do tej pory robiłam głównie skan ciała i pracę z oddechem w pozycji leżącej, ale ostatnio coraz trudniej mi leżeć płasko na plecach. Czytałam gdzieś, że w ciąży lepiej unikać tej pozycji po pierwszym trymestrze. Czy ktoś z was miał podobną sytuację albo wie, jak to właściwie powinno wyglądać? Chodzi mi zarówno o pozycje, jak i o sam charakter praktyki - czy coś trzeba zmodyfikować, czy można po prostu kontynuować to, co się robiło wcześniej?
Sama nie byłam w ciąży, ale miałam klientkę, która przychodziła do mnie na konsultacje w trakcie i opowiadała sporo o swojej praktyce. Mówiła, że jej prowadząca grupę medytacji odradzała jej wszelkie głębokie medytacje skupione na energii dolnych czakr, szczególnie w pierwszym trymestrze. Podobno chodziło o to, żeby nie 'ruszać' energii w tym wrażliwym czasie. Czy to ma dla ciebie jakiś sens z twojej dotychczasowej praktyki?
Trochę od innej strony podejdę - czytałem o technikach oddechowych stosowanych w ciąży i tam jest wyraźny podział na to, co jest bezpieczne, a co nie. Pranayama z zatrzymywaniem oddechu podobno odpada zupełnie. Ale czy ktoś wie, czy zwykła medytacja uważności z obserwowaniem oddechu, bez żadnych manipulacji, jest okej? Bo to chyba coś zupełnie innego niż ćwiczenia oddechowe.
Czy ktoś próbował medytacji skierowanej właśnie na kontakt z dzieckiem? Słyszałam, że są takie techniki, gdzie się skupiasz na odczuciach w brzuchu i jakby 'wysyłasz' spokój do maluszka. Mnie to zawsze wydawało się piękne, ale nie wiem, czy to ma jakieś głębsze podstawy, czy to tylko taki ładny pomysł.
Ja bym tu dorzuciła, że w ciąży warto też pomyśleć o medytacjach z kryształami. Rozeta i ametyst świetnie się sprawdzają dla równoważenia energii, a przy łóżku położony kamień księżycowy wspiera cały proces. Sama nie byłam w ciąży, ale prowadziłam takie sesje dla klientek i wszystkie mówiły, że czuły ogromną różnicę. Można to łączyć z wizualizacją światła otaczającego dziecko.
Czytam ten wątek z ciekawością, bo moja żona jest w ciąży i też pyta o medytację. Ona wcześniej w ogóle nie medytowała, więc pytanie z innej perspektywy - czy ciąża to dobry moment, żeby zaczynać od zera? Czy lepiej poczekać, aż sobie urodzi, i dopiero wtedy się nauczyć, żeby nie eksperymentować w takim momencie?
Wtrącę się z boku - słyszałam, że są specjalne zajęcia z medytacji dla kobiet w ciąży, często prowadzone przy okazji jogi prenatalnej. Zastanawiam się, czy to nie byłaby lepsza opcja niż samodzielne szukanie po forach, bo tam ktoś z wiedzą nadzoruje i dostosowuje. Czy ktoś z was chodził na coś takiego?
Wróćmy na chwilę do kwestii pozycji, bo Salomea o tym mówiła i myślę, że to praktyczny problem. Po pierwszym trymestrze leżenie na plecach rzeczywiście bywa niewygodne i może powodować dyskomfort przez ucisk żyły głównej. Siedząca pozycja na krześle jest jak najbardziej w porządku - nie ma czegoś takiego jak 'nieprawdziwa' medytacja przez krzesło. Czy może chodzi o to, że tracisz jakiś konkretny odczucie z pozycji na podłodze?
Przepraszam, że się wtrącę z głupim pytaniem, ale czy joga i medytacją to to samo? Bo znam kilka pań co chodzą na jogę prenatalną i mówią, że to pomaga, ale nie wiem czy one tam też medytują czy tylko się ruszają. Chodzi mi czy to można od siebie oddzielić i robić samą medytację bez jogi.
Zastanawia mnie jedno - czy ktoś z was wie, czy są jakieś badania albo opracowania na temat medytacji w ciąży, coś więcej niż opowieści? Nie pytam po to, żeby podważać, po prostu jestem z tych osób, które wolą mieć jakieś oparcie zanim polecą dalej. Salomea, skąd czerpałaś wiedzę na temat tej praktyki do tej pory?
O, PubMed to dobra wskazówka, dziękuję. Nie widziałam tego programu Kabata-Zinna w kontekście ciąży, kojarzę go głównie jako MBSR ogólnie. To ciekawe, że ktoś to zaadaptował. Ale powiedz mi - czy czytałaś coś o tym, jak długo trwa taka interwencja? Bo rozumiem, że 8 tygodni to standardowy MBSR, ale w ciąży tempo zmian jest jednak inne.
Też mnie ciekawi to co napisała Tarninka, bo 8 tygodni to prawie dwa miesiące, a ciąża ma swoje etapy i co innego czuje się w szóstym miesiącu, co innego w ósmym. Czy te programy w ogóle to uwzględniają, czy są jednorodne?
A czy jak ktoś ma w ciązy dużo leku i niepokoju to medytacja w ogóle działa? Bo pytam bo moja siostra jest teraz w drugiej ciązy i she very anxious jak to mówią, boi się o wszystko i nie wiem czy by miała cierpliwość do medytacji.
To co mówi Kometka08 jest ważne i rzadko o tym się wspomina. Medytacja nie jest neutralna emocjonalnie, szczególnie na początku. Halineczka, czy siostra w ogóle próbowała kiedyś jakiejś formy relaksacji, choćby nie nazwanej medytacją? Czasem łatwiej zacząć od czegoś mniej formalnego.
To brzmi sensownie. Żona właśnie przez to ma opór - słyszy 'medytacja' i wyobraża sobie siedzenie w ciszy z odpędzaniem myśli, co ją stresuje bardziej niż same myśli. Jak jej to inaczej nazwać albo przedstawić, żeby nie miała takiego skojarzenia?
Dobra, ale wróćmy może do pytania Jacenty'ego, bo to praktyczny problem. Są aplikacje jak Insight Timer, gdzie są krótkie sesje po 5-10 minut specjalnie dla ciężarnych, prowadzone głosem. Może dla kogoś z oporem łatwiej zacząć od 7 minut z głosem niż od siedzenia w ciszy? Salomea, jak ty zaczęłaś medytować, to od czego?
Zaczynałam od prowadzonych wizualizacji, nawet nie nazwałabym tego wtedy medytacją. To była taka kaseta - tak, kaseta, bo to dawne czasy - gdzie ktoś mówił żebym wyobraziła sobie spokojne miejsce. Dopiero po jakimś czasie weszłam w bardziej 'suchą' vipassanę. Więc myślę, że dla żony Jacenty'ego coś prowadzonego to dobry start. Insights Timer ma sporo materiału w języku polskim.
Wróćmy może na chwilę do tego co pisała Pytia o technikach kontaktu z dzieckiem, bo to mnie bardzo interesuje. Czy to jest jakieś konkretne ćwiczenie które można opisać, czy to bardziej intuicyjne? Bo chciałabym to zrozumieć zanim sama kiedyś będę w ciąży.
Dodam że są też techniki z wizualizacją światła kierowanego do brzucha, i to jest już bardziej energetyczne. Rozumiem że niektórzy nie czują potrzeby tego wymiaru, ale dla tych którzy pracują z energią to może być piękne uzupełnienie. Ja sama prowadziłam takie sesje i kobiety mówiły że czuły wyraźne ciepło.
Myślę że Tarninka i Geranium tak naprawdę nie są aż tak daleko od siebie w tej kwestii. Ciepło w brzuchu podczas skupienia uwagi - to może być jednocześnie fizjologia i doświadczenie duchowe, zależy jak to interpretujemy. Mnie interesuje bardziej praktyczne pytanie - czy ktoś z was, będąc w ciąży, faktycznie czuł że ta praktyka coś zmieniła w jak się czujesz na co dzień? Bo to chyba ważniejsze niż etykietki.
Dzięki wszystkim za rady co do żony. Pokażę jej ten wątek, może sama wejdzie i dopyta. Jedno pytanie jeszcze mam - czy są jakieś techniki które mąż może robić razem z ciężarną żoną? Bo chętnie bym ją wspierał jakoś aktywnie, nie tylko od strony 'zrób to sama'.
Pytanie Jacenty'ego jest naprawdę ważne i cieszę się że je zadał, bo rzadko się o tym mówi. Tak, są techniki dla par. Jedna z prostszych to wspólny oddech - mąż siada za żoną, ona opiera się o niego plecami, i synchronizują oddech. Żona czuje fizyczne oparcie i to samo w sobie bywa bardzo uspokajające. Czy próbowaliście kiedyś czegoś podobnego, Jacenty?
O, to brzmi naprawdę prosto do zrobienia. Jacenty, ja bym zaczął od czegoś takiego - bez żadnych instrukcji, bez aplikacji, po prostu usiąść razem i pooddychać. Czasem właśnie ta prostota sprawia że nie ma oporu.
Nie próbowaliśmy, ale to co opisuje Salomea brzmi wykonalnie nawet dla kogoś tak sceptycznego jak ona. Mam jedno pytanie praktyczne - czy ta synchronizacja oddechu to znaczy że dosłownie wdech i wydech mają być w tym samym momencie, czy chodzi o coś innego?
To piękne, że mąż chce uczestniczyć. Ale mam pytanie może trochę z boku - czy dziecko 'czuje' tę wspólną medytację rodziców? Pytia opisywała wcześniej te techniki kontaktu z brzuchem, i zastanawiam się czy obecność taty podczas takiej sesji cokolwiek zmienia z perspektywy dziecka.
Słuchajcie, nie chcę żeby ta dyskusja o dowodach odciągnęła od praktyki, bo to właśnie mnie interesuje najbardziej. Załóżmy że robimy ten wspólny oddech z żoną - jak długo powinna trwać taka sesja żeby w ogóle miała sens? Bo żona szybko się nudzi i denerwuje jak coś trwa za długo.
Pięć minut to już sesja. Serio. Szczególnie na początku i szczególnie dla kogoś z oporem - lepiej pięć minut i dobre doświadczenie niż dwadzieścia minut i frustracja. Jak jej to dobrze pójdzie kilka razy, sama będzie chciała dłużej. Albo nie będzie chciała i też jest okej, bo może ta forma po prostu nie jest dla niej.
