To co Lipka opisuje pasuje do mojego doświadczenia. Nie zmuszam się ani do znaczenia ani do dźwięku. Mantra staje się takim... tłem? Jak muzyka, którą słyszysz, ale nie analizujesz. I w tym tle zaczynają pojawiać się inne rzeczy - obrazy, odczucia, czasem płaczę bez wyraźnego powodu.
Płaczesz? I to jest dobry znak czy zły? Bo ja bałabym się takiej reakcji podczas medytacji.
Czytam ten wątek i pierwszy raz zabieram głos, bo to z płaczem mnie zatrzymało. Miałam raz taką sesję przy zwykłym oddychaniu bez mantry i to był dziwny, ale dobry płakanie. Zastanawiam się czy mantra by to wzmocniła czy zmieniła? Czy ktoś ma doświadczenie z porównaniem?
A skoro Kminek mówi, że nie muszę używać mantry jako 'narzędzia', to chciałam zapytać - a co w takim razie mantra mi daje ponad sam oddech? Bo jeśli sam oddech już wywołuje takie reakcje, to po co w ogóle dodawać słowo?
To co Kminek mówi o 'kręceniu się umysłu' to jest moje dokładne życie podczas medytacji. Tylko ja mam wrażenie, że jak daję umysłowi słowo, to on i tak kombinuje. Zaczyna pytać czy dobrze wybrałam, czy to właściwa mantra, czy powinna być po sanskrycie...
A macie to zapisane jak często się to zdarza i po jakim czasie od początku sesji? Bo ja zauważyłem w swoich notatkach, że pierwsze pięć minut to właśnie ten chaos myślowy z mantrą, a potem jakoś siada. Ciekawe czy u was jest podobnie.
Ale to rodzi pytanie: jak w takim razie wiedzieć, że medytujemy 'dobrze', skoro każda próba oceny jest już wyjściem ze stanu? Czy w ogóle istnieje jakiś sposób sprawdzenia tego po sesji?
Ja oceniam to po tym jak czuję się po, nie w trakcie. Jak wychodzę spokojniejsza, z poczuciem że coś się ułożyło - to był dobry czas. Jak wychodzę bardziej nakręcona niż weszłam, to zastanawiam się co poszło nie tak. Ale nie szukam przyczyn od razu, bo to znowu analiza.
A jak długo zazwyczaj medytujecie z mantrą? Bo ja czytałam że minimum dwadzieścia minut, ale to mi się wydaje wieczność jak jeszcze nigdy tego nie robiłam.
I tu mam pytanie bo mnie to nurtuje - czy regularne znaczy codziennie? Bo zdarzają się dni kiedy naprawdę nie mam ani chwili i czuję się potem winna że nie siadłam.
Ale czy ktoś faktycznie czuje różnicę między dniem z medytacją a dniem bez? Bo ja szczerze nie jestem pewna czy nie wmawiam sobie tego efektu. Jak medytuję, to myślę że czuję się lepiej, ale nie wiem czy to medytacja czy po prostu placebo albo dobry dzień.
Wracam do mantry bo trochę odpłynęliśmy - czy słowo w obcym języku, którego nie rozumiem, może działać tak samo jak w polskim? Bo natrafiłam na różne sanskryckie zwroty i kuszą mnie, ale nie wiem czy to ma sens skoro nie czuję tych słów.
Mnie zawsze wydawało się, że sanskryt brzmi pięknie i to wystarczy. Ale teraz jak czytam tę rozmowę, zastanawiam się czy nie wybieram obcych słów właśnie dlatego, żeby umknąć od konfrontacji z własnym językiem. Jak mówię 'om shanti' to nie czuję tego tak osobiście jak 'spokój'.
Może to zależy od tego na jakim etapie jesteś. Na początku, jeśli polskie słowo wywołuje zbyt dużo skojarzeń i emocji, to obcojęzyczne może dać wejście w praktykę bez bloków. Ale potem, jak praktyka jest mocniejsza, może właśnie warto spróbować czegoś bliższego. Chociaż to tylko moje myślenie, nie zasada.
To co Runiarka mówi o etapach jest bardzo trafne. Ale mam pytanie do niej albo do Kminek - czy jest jakiś sygnał, po którym wiadomo, że czas przestać uciekać w obce słowa i spróbować czegoś bliższego? Bo nie chcę sobie wmawiać, że jestem gotowa, jeśli nie jestem.
Myślę, że pytasz o coś, na co nie ma jednej odpowiedzi. Ale z mojego doświadczenia - kiedy obca mantra zaczyna brzmieć jak tło, mechanicznie, bez żadnego ciągnienia - to może być moment. Nie dlatego że jest zła, tylko że zrobiła swoje.
Ale poczekaj, bo to jest właśnie to co mnie zastanawia w całej tej rozmowie - czy medytacja z mantrą ma być tak, że skupiasz się NA mantrze, czy mantra ma być tylko kotwicą, a ty masz być gdzieś indziej? Bo widzę tu sprzeczność w tym co różne osoby opisują.
No właśnie, bo ja nigdy nie wiedziałam że są aż takie różnice. Myślałam że medytacja z mantrą to jedno, a tu się okazuje że można to robić zupełnie inaczej w zależności od podejścia. Jak w ogóle ktoś ma to wiedzieć na początku?
Szczerze mówiąc, ja tego nie wiedziałam przez długi czas i robiłam mieszankę wszystkiego. Dopiero jak zaczęłam czytać i rozmawiać z ludźmi, którzy praktykują dłużej, zrozumiałam że to co robiłam nie było złe, tylko nieuświadomione. I może właśnie to jest ważniejsze niż wybór właściwego stylu - żebyś wiedziała co robisz i dlaczego.
Ale jak masz wiedzieć co robisz jeśli nikt ci nie powiedział jakie są opcje? Ja przez chwilę czułam się głupio że nie wiedziałam o tym rozróżnieniu, ale to chyba normalne że człowiek wchodzi w to po omacku?
Właśnie, i tu mam pytanie do Lipki - jak przeszłaś z głośnej na mentalną, to co się zmieniło w samej praktyce? Bo ja próbowałem jedno i drugie i mam wrażenie, że głośna jest dla mnie łatwiejsza, ale może to tylko kwestia przyzwyczajenia?
To jest interesujące co Lipka mówi o wibracjach. Ja zawsze czytałam, że dźwięk mantry i wibracja to jest sedno całej tej praktyki. Ale jeśli mantra mentalna działa inaczej albo nawet głębiej, to może ta wibracja nie jest aż tak kluczowa?
Przepraszam że wejdę z inną stroną, bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji o głośnej i mentalnej. Dla kogoś kto dopiero zaczyna i jeszcze nie ma żadnej mantry - od której formy w ogóle lepiej zacząć? Głośnej, żeby czuć coś fizycznego, czy od razu mentalnej?
Ja mam podobnie do Goryczki, dlatego właściwie zawsze zaczynałam od głębszego oddechu i dopiero przy wydechu powtarzam słowo. Jakby oddech był dla mnie tym zakotwiczeniem. Ale nie wiedziałam że to jakiś konkretny styl, robiłam tak intuicyjnie.
Intuicja w medytacji to często bardzo dobry przewodnik, serio. Nie wszystko musi mieć nazwę i tradycję za sobą. To że coś jest twoje i działa na ciebie - to jest wartość, nie wada.
To co Runiarka napisała o nieuświadomionej praktyce mnie uderzyło. Bo ja mam wrażenie, że przez długi czas medytowałam 'poprawnie' według jakiegoś wyobrażenia o poprawności, a nie według tego co faktycznie czułam. I teraz właśnie siedzę i myślę - skoro mantra może działać na tyle sposobów, to może moje kryterium 'czy to działa' było w ogóle źle postawione?
Ja miałam podobne kryterium i chyba dlatego przez długi czas myślałam że medytacja nie jest dla mnie. Bo ten spokój nie przychodził na żądanie i po dwudziestej minucie nadal myślałam o zakupach.
