To jest w ogóle ciekawe, że efekty medytacji z mantrą widać nie w samej medytacji, tylko gdzieś obok. Ja mam tak samo - w trakcie siedzenia czuję się pół-przytomna, ale potem w ciągu dnia jestem spokojniejsza. Czy tak ma być?
A ja bym się zastanowiła czy słowo 'spokój' nie działa bardziej jak afirmacja niż mantra, bo ma konkretne znaczenie które umysł przetwarza. Mantry sanskryckie są właśnie o to, żeby ominąć warstwę znaczeniową. Chociaż nie wiem, może to nie ma aż takiego znaczenia w praktyce codziennej.
Poczekajcie, bo ja chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Lipka mówi że mantra po polsku to raczej afirmacja, a Kminek mówi że nie koniecznie bo po czasie traci znaczenie. To jak ktoś ma to ocenić u siebie? Skąd wiem czy moje słowo to już 'dźwięk' czy jeszcze 'myśl'?
To jest naprawdę dobre pytanie i chyba nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale powiem co u mnie było sygnałem - kiedy przestałam 'rozumieć' swoją mantrę w trakcie medytacji, tylko ją czułam. Trudno to inaczej opisać.
Czułaś jak - fizycznie, gdzieś w ciele? Bo ja ostatnio czytałam że mantry mają oddziaływać na konkretne czakry przez wibrację i zastanawiam się czy to jest ta sama 'czuję' czy coś innego.
Zrobiłem sobie notatki z tej dyskusji i widzę że wychodzi kilka różnych warstw - jest kwestia wyboru samego słowa lub zdania, potem jest kwestia czy głośno czy mentalnie, potem jak długo i jak regulować uwagę. To chyba nie jest jedna decyzja tylko kilka naraz. Zastanawiam się czy ktoś próbował podejść do tego etapami, zamiast od razu wszystko ustalać?
Ja też chyba zaczynam rozumieć że nie ma tu złej drogi, tylko różne drogi. Ale nadal mam jeden problem - kiedy siedzę i powtarzam słowo, to po chwili zaczynam analizować to słowo. Czy dobrze wybrałam, czy może inne byłoby lepsze. I medytacja zamienia się w rozmyślanie o medytacji.
To co opisujesz, Goryczka55, to nie jest problem z mantrą tylko z umysłem który szuka pracy. I to jest normalne, zwłaszcza na początku. Ale mam pytanie - jak długo już tak siedzisz z tym słowem? Bo jest różnica między analizowaniem w pierwszym tygodniu a analizowaniem po trzech miesiącach.
Może ze dwa tygodnie? Nie licząc przerw. Czyli to jeszcze ten pierwszy etap?
Dwa tygodnie to za mało żeby oceniać. Umysł analizuje bo tak ma zaprojektowane - szuka problemu do rozwiązania. Żadna mantra tego nie wyłącza od razu. Pytanie jest inne - czy podczas tej analizy ty cały czas siedzisz i wracasz do powtarzania, czy przerywasz sesję?
Ale czy to w ogóle jest problem? Znaczy, może nie każda sesja musi wyglądać tak samo? Ja jak medytuję to czasem po prostu siedzę i mi się kręcą myśli i nic z tym nie robię, i jakoś też coś z tego jest.
Zaraz, to jak właściwie wygląda to 'aktywne zakotwiczenie'? Bo rozumiem że powtarzam słowo, ale czy mam się koncentrować na jego brzmieniu, na oddechu przy tym, na czymś jeszcze? Nigdy nie miałam jasności co tak naprawdę jest tym punktem skupienia.
To znaczy mniej więcej tyle, że mantra pojawia się w umyśle jak fala, nie jak rozkaz. Nie mówisz sobie 'muszę teraz to powtarzać', tylko pozwalasz żeby to słowo było. Jak tylko zaczyna się rozmywać i pojawiają się inne myśli, wracasz delikatnie, bez oceniania. Nie ma tu 'udało się' ani 'nie udało'.
To brzmi pięknie w teorii, ale jak to wygląda w praktyce przez pierwsze dni? Bo mam wrażenie że skoro nie oceniam to też nie wiem kiedy 'robię to dobrze'. I znowu wracamy do punktu wyjścia z tym kryterium.
Chyba tak. Ja przez długi czas szukałam potwierdzenia że robię to dobrze i nigdy go nie dostałam wprost. Po prostu w pewnym momencie przestałam pytać i efekty zaczęły być bardziej widoczne. Może to nie jest przypadek.
Ale jest jedna rzecz którą bym tu dodała - to dotyczy wyboru samej mantry też. Jak wybieram słowo które mi 'pasuje emocjonalnie', to jest ryzyko że będę do niego przywiązana znaczeniowo i oceniać czy moje życie się zmienia w kierunku tego znaczenia. A jak wybieram dźwięk bez sensu, to tego przywiązania nie ma. Nie twierdzę że jedno jest lepsze, ale to chyba inny mechanizm.
Ja się zastanawiam czy jest jakiś sposób żeby przetestować te dwa podejścia bez zaczynania od zera za każdym razem. Znaczy, czy można przez dwa tygodnie próbować z polskim słowem, a potem przez dwa tygodnie z dźwiękiem i porównać? Czy to za krótko żeby cokolwiek poczuć?
