Zaczęłam ostatnio czytać o medytacji chodzenia i trochę mnie to zaskoczyło, bo zawsze myślałam, że medytacja to tylko siedzenie w ciszy. Podobno można osiągnąć podobny stan skupienia właśnie podczas chodzenia? Ktoś to praktykuje? Mam problem z medytacją siedzącą bo po kilku minutach zaczyna mnie boleć kręgosłup i totalnie się rozpraszam przez dyskomfort.
Medytacja chodzenia to zupełnie inny rodzaj praktyki, ale efekty mogą być naprawdę zbliżone. Chodzi o to, żeby przenieść uwagę na każdy krok, nacisk stopy na ziemię, ruch całego ciała. Przy siedzeniu uwaga jest na oddechu, tutaj oddech też jest, ale dodatkowo masz ruch jako kotwicę. Dla osób z bólem pleców to bywa wyjście z sytuacji. Jak długo próbowałaś z siedzącą?
Tradycja chodzenia w medytacji pochodzi głównie z buddyzmu zen i theravady, tam to się nazywa kinhin albo po prostu walking meditation. W klasztorach zen praktykuje się to między sesjami siedzącymi, dosłownie jako aktywny odpoczynek dla ciała, ale nie dla umysłu. Można to robić wszędzie, zarówno w pokoju, jak i na zewnątrz. Ważniejszy jest sposób chodzenia niż miejsce.
A powiedz, Jurek, bo nie rozumiem - jak to dokładnie wygląda w praktyce? Chodzi się normalnym krokiem, wolniej, czy jak? Bo jak mam iść do pracy to też gram w grę 'czy to medytacja chodzenia'? 🙂
Mam pytanie bo właśnie o tym myślałem ostatnio. Jak mi powiedziała znajoma, że medytuje podczas spacerów z psem to pomyślałem, że to niemożliwe, bo pies ciągnie smycz, coś się dzieje wokół i jak tu się skupić. Czy medytacja chodzenia w ogóle może działać w takim hałaśliwym środowisku, czy trzeba mieć ciszę?
Zielarz, moim zdaniem w ogóle nie da się medytować z psem na smyczy, bo odpowiedzialność za zwierzę ciągle jest z tyłu głowy. To jest fundamentalne zaburzenie skupienia. Medytacja chodzenia wymaga absolutnie spokojnego otoczenia, najlepiej natury bez innych ludzi.
To ciekawe, bo ja właśnie jestem na początku i zastanawiam się, czy zamiast szukać idealnych warunków do medytacji siedzącej, może po prostu zamienić to na spacer. Mam blisko las, więc warunki byłyby spokojne. Ale jak długo powinno trwać takie chodzenie żeby cokolwiek poczuć?
nie ma jednej odpowiedzi, ale z tego co opisuje literatura tradycji theravady, zaleca się zaczynać od 10-20 minut. Ważniejsza od długości jest regularność. Codzienne 10 minut daje więcej niż godzina raz w tygodniu. Przy lesie masz idealne warunki, miękkie podłoże też pomaga bo czujesz stopę wyraźniej.
Ja robiłam kiedyś warsztaty gdzie prowadząca kazała nam chodzić po sali boso i skupiać się wyłącznie na kontakcie stopy z podłogą. Brzmi prosto, ale po kilku minutach naprawdę czułam coś innego niż na co dzień. Takie uspokojenie. Tylko że potem w domu próbowałam sama i nie szło tak dobrze. Czy to normalne, że z grupą łatwiej?
Dobra ale serio, da się z tego czegoś konkretnego. To znaczy, po ilu sesjach medytacji chodzenia człowiek zaczyna to rzeczywiście czuć? Bo siadam do medytacji od kilku tygodni i nic, zero efektów, myślę że może właśnie zmienić na chodzenie.
A ja mam pytanie może głupie ale czy medytacja chodzenia to nie jest po prostu zwykły spacer z zamkniętymi oczami? Bo jak chodzę z zamkniętymi oczami to nie widzę gdzie idę i się boję że się przewrócę, więc to raczej nie tak 🙂 jak to jest naprawde?
No dobra, to skoro nie chodzi o zamknięte oczy, to jak to wyglada? Znaczy idziesz i patrzysz gdzie idziesz normalnie, tylko myślisz o krokach? Bo to brzmi jak zwykłe chodzenie prawie 🙂
Hej, a czy ktoś próbował medytacji chodzenia w nocy? Bo ja mam taki nawyk że wieczorem wychodzę na krótki spacer i zastanawiam się czy to nie byłby dobry moment. Cisza, mało ludzi, można się skupić. Czy pora dnia ma znaczenie?
Wróćmy do tego co Jurek pisał wcześniej o lesie, bo ja właśnie mam ten las blisko i bardzo chcę spróbować. Tylko mam pytanie praktyczne - czy da się to robić na nieutwardzonej ścieżce gdzie są korzenie i kamienie? Bo to by raczej utrudniało skupienie na kroku, bo trzeba patrzeć co nogę stawia.
Ja bym powiedział że wręcz odwrotnie, że na nieutwardzonej ścieżce to jest lepsza medytacja bo właśnie trzeba bardziej uważać na każdy krok. Ja chodzę po lesie i jak jest korzenie pod nogami to bardziej jestem tu i teraz niż na równym asfalcie gdzie idę automatycznie. Ale to może zależy od człowieka.
no właśnie, raczej mam takie wrażenie po spacerach leśnych, nie robiłem tego świadomie jako praktykę. Ale teraz jak czytam ten wątek to myślę że może to już było to, tylko nie wiedziałem jak to nazwać. Albo to w ogóle nie jest to samo? Nie wiem.
No i właśnie dlatego mówiłam wcześniej, że potrzeba do tego odpowiednich warunków i odpowiedniego nastawienia, nie można tego robić byle jak i myśleć że to jest medytacja. Zielarz, nie obrazuj się, ale spacer to spacer.
Przepraszam że się wtrącam, ale czytam ten wątek od początku i mam takie głupie pytanie - jak długo tak naprawdę trzeba chodzić żeby to w ogóle miało sens? Bo Jurek pisał 10-20 minut, ale czy 5 minut to już coś czy za mało? Pytam bo mam mało czasu rano.
A powiem wam że mnie ta rozmowa trochę przekonała żeby spróbować tego chodzenia, bo siadanie i nic po tygodniach to już mam dość. Tylko jeszcze nie rozumiem czy trzeba jakoś liczyć te kroki, czy recytować coś w głowie, czy tylko czuć nogi. Bo słyszałem o jakichś mantrach przy chodzeniu.
A powiem wam że mnie ta rozmowa trochę przekonała żeby spróbować tego chodzenia, bo siadanie i nic po tygodniach to już mam dość. Tylko jeszcze nie rozumiem czy trzeba jakoś liczyć te kroki, czy recytować coś w głowie, czy tylko czuć nogi. Bo słyszałem o jakichś mantrach do chodzenia i nie wiem czy to obowiązkowe.
Właśnie to co Jurek pisze o spowolnieniu to mnie zastanawia, bo jak chodziłem po tym lesie i było nierówno, to też mimowolnie zwalniałem i bardziej uważałem. Może dlatego to leśne chodzenie bardziej mi zostało w pamięci. Ale to wróciło samo, nikt mi nie mówił żeby zwalniać.
Czytam to i myślę że ta zasada z powracaniem uwagi to chyba dotyczy każdej medytacji, nie tylko chodzenia? Czy w chodzeniu jest coś innego w tym mechanizmie niż w siedzeniu?
hej, a czy mozna robic medytacje chodzenia w domu? bo na zewnatrz jest teraz zimno i jakos mi sie nie chce wychodzic. ile kroków mam miejsca to wystarczy chyba kilka metrów w tę i w tę?
Wróćmy jeszcze do tego co Zielarz pisał o lesie, bo to mnie nie daje spokoju. Więc rozumiem że spacer to nie medytacja, ale czy jest jakaś prosta rzecz którą mogę zrobić żeby zwykły spacer po lesie zamienić w medytację? Tzn. jakiś jeden konkretny krok, bo czytam to wszystko i trochę mi się miesza.
Sam jestem ciekaw odpowiedzi, bo właśnie to jest moje pytanie od początku tego wątku w zasadzie. Jak to formalnie zacząć skoro może już intuicyjnie to robiłem?
Wydaje mi się że ta intencja to jest klucz, o którym Jurek wcześniej pisał. Ale nie wiem jak to praktycznie wygląda - czy wystarczy że powiem sobie w głowie 'teraz idę medytacyjnie', czy to musi być jakieś bardziej konkretne postanowienie przed wyjściem?
Apolonko, ten jeden krok to mogłoby być dosłownie: zanim wejdziesz na ścieżkę, stań przez chwilę w miejscu, zrób trzy spokojne oddechy i powiedz sobie że przez następne tyle a tyle minut idziesz tylko po to żeby iść. Nie żeby dojść gdzieś, nie żeby myśleć o sprawach. To jest ta granica między spacerem a praktyką. Przynajmniej u mnie tak to działa.
