Dobrze że Tosia to mówi bo faktycznie trochę uciekłysmy. Żeby połączyć, body scan przy hałasie działa bo kierujesz uwagę do środka ciała, a dźwięki są na zewnątrz. To jest inny kierunek skupienia niz słuchanie. Więc nawet krótki scan może dać tą barierę wejścia w środek.
To co Kryska napisała o kierunku, do środka zamiast na zewnątrz, to jest może klucz do całej tej rozmowy, nie? Czyli generalnie chodzi o to żeby każda technika jakoś zakotwiczała w ciele, a nie w tym co słyszymy? Czy to jest uproszczenie?
Czyli Weles mówi o dwóch różnych podejściach, jedno to zakotwiczenie w ciele żeby nie słyszeć, drugie to słuchanie bez oceniania. Czy to są techniki dla różnych poziomów zaawansowania, czy po prostu różne szkoły? Pytam bo nie wiem od czego zacząć skoro oba istnieją.
Moim zdaniem oboje macie rację że to kwestia poziomu i też kwestia charakteru. Niektórzy łatwiej kotwiczą w ciele, inni mają łatwiej z obserwacją. Nie ma jednej właściwej drogi. Przy hałaśliwym środowisku na początku ciało jest bezpieczniejsze bo jest bardziej przewidywalne niż to co usłyszysz przez okno.
Wracam do tego co wcześniej Kminek mi powiedziała o pułapce mierzenia postępu. Siedzę z tym i mam pytanie, bo jeśli nie mierzę czy mi idzie lepiej, to skąd wiem kiedy przejść do trudniejszej techniki, na przykład z ciała do słuchania bez oceniania jak Weles mówił?
Dobra a czy ktoś może konkretnie powiedzieć jak to wygląda pierwsza sesja z obserwacją dźwięku jak Weles opisywał? Krok po kroku, bo to co Weles napisał brzmi ładnie ale nie wiem jak zacząć. Ile minut, co dokładnie robię, jak siedzę?
Ale w tym co Weles opisuje, jak nie nazywasz dźwięku to co robisz z umysłem kiedy dźwięk znika i jest cisza? Bo ja czuję że właśnie wtedy zaczynam myśleć, kiedy nie ma bodźca, a nie kiedy hałas jest.
Dobre pytanie Joasieńka bo mnie też to trochę zaskoczyło kiedy zaczynałem. Cisza między dźwiękami to nie jest problem, to jest część tej samej obserwacji. Umysł w ciszy nie musi nic robić, może po prostu czekać. Ale rozumiem że to brzmi absurdalnie. Jak długo trwa twoja cisza nim pojawia się myśl?
A mnie zastanawia coś innego, czy ta technika z obserwacją dźwięku to jest coś co można robić w każdym hałasie, czy są jakieś warunki, na przykład rodzaj hałasu? Bo tramwaj to jedno, ale co jak jest telewizor z sąsiedztwa i słyszę fragmenty rozmów albo dialogów? To chyba jest trudniejsze bo mózg automatycznie chce rozumieć słowa.
Słuchajcie, mam pytanie do Kminki bo ona chyba najbardziej wie o kotwiceniu. Czy jest jakaś kolejność w której warto próbować tych technik? Bo z tej rozmowy wynika że mamy oddech, mamy body scan, mamy obserwację dźwięku i pewnie jeszcze inne. Czy to są etapy, czy można zacząć od dowolnej?
Kryska to zależy od osoby, nie ma jednej kolejności. Ale jeśli mam powiedzieć co zazwyczaj jest łatwiejsze na początku to oddech, potem ciało, potem dźwięki zewnętrzne. Obserwacja dźwięku bez etykietowania to jest zaawansowana technika i myślę że Egzorcystkaa dobrze robi pytając o szczegóły zanim zacznie, bo inaczej można się zniechęcić.
Wracając do tego co Kminek mówiła wcześniej o rozróżnieniu walki z myślami i walki z techniką, chyba wiem co mam na myśli. Walczę z tym że nie wiem co mam robić z oczami na przykład, czy otwarte czy zamknięte, i to mnie rozprasza zanim jeszcze zacznę. Czy to jest ta walka z techniką o której mówiłaś?
Ja mam to samo z stoperem, ale rozwiązałem to tak że odpalam nagranie z prowadzoną medytacją bo wtedy nie myślę ile czasu minęło. Tylko nie wiem czy to jest dobre rozwiązanie długoterminowo, bo może tak zawsze będę potrzebował kogoś kto mi mówi co mam robić?
Też mam problem z głosami w nagraniach, to jest strasznie subiektywna sprawa. Jeden głos mi pomaga, inny wyprowadza z równowagi i nie wiem dlaczego.
Ale wracajac do hałasu bo trochę znów uciekamy od tematu, mam pytanei co z hałasem który jest nieregularny? Bo tramwaj albo sąsiad z telewizorem to przynajmniej można się przyzwyczaić do rytmu. Ale co z hałasem który jest niesporodziewany, na przykład ktoś zaczyna wiercić albo pies sąsiada zaczyna wyć? Wtedy żadna technika mi nie pomaga.
Tosia pyta o coś ważnego i ja mam dokładnie ten problem. Mieszkam przy ruchliwej ulicy ale akurat nieregularny hałas jak karetka albo alarm samochodowy to jest najgorsze. Ciało samo reaguje zanim zdąrzę pomyśleć. Czy jest coś co można z tym zrobić, czy to jest po prostu biologiczne i nie do przeskoczenia?
Kryska to jest biologiczne, reakcja na nagły dźwięk to jest odruch. Nie da się tego wyćwiczyć żeby przestało działać i nie powinno się tego chcieć. Natomiast to co można ćwiczyć to to co dzieje się po tym odruchu, czyli jak szybko wracasz. Nie czy wyjdziesz z medytacji, bo wyjdziesz, tylko jak długo zajmie powrót. Czy zauważasz że ten czas się zmienia w twoim przypadku?
Ja też tak myślałem. Że jak mnie coś wyrywa to po prostu nie umiem medytować. Tymczasem wy mówicie że wyjście i powrót to jest normalna część, nawet dla zaawansowanych? To jest trochę uwalniające ale też nie do końca wierzę.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli jeśli w trakcie medytacji wyrywa mnie głośny dźwięk, to mam po prostu wrócić i nie traktować tego jako porażki? Brzmi prosto ale jak to wygląda w praktyce, czy po prostu zauważam że mnie wyrwało i wracam do oddechu, czy jest jakiś krok pośredni?
Eustachy, dokładnie. Bez komentarza, bez oceniania, bez 'o nie znowu'. Zauważasz, wracasz. Krok pośredni może być, jeśli chcesz, ale nie jest obowiązkowy. Niektórzy oddychają głębiej raz przed powrotem, inni po prostu wracają. Ważne żeby ten powrót był spokojny, nie zniecierpliwiony.
A jak długo zazwyczaj trwa ten powrót zanim zaczyna być krótszy? Bo rozumiem że to mierzalny postęp, ale ciekawi mnie czy to jest kwestia tygodni, miesięcy, czy raczej bardzo indywidualnie?
Nekromantka, z tego co wiem to jest mocno indywidualne, ale u większości osób pierwsze różnice czuć gdzieś po trzech do czterech tygodniach regularnej praktyki. Regularnej, to znaczy codziennie albo prawie codziennie. Przy rzadszym podejściu może to trwać znacznie dłużej.
Ja gdzieś czytałem że pięć minut codziennie jest lepsze niż godzina raz w tygodniu, ale nie wiem czy to prawda czy jakaś motywacyjna sentencja.
A wracajac do tego co Eustachy pytał o powrót po dźwięku, bo mi też to ważne. Kminek, a co z sytuacją kiedy dźwięk nie ustępuje? Znaczy jak jest jeden głosny hałas to mija i wracam. Ale jak hałas trwa, na przykłd sąsiad wiertarką przez pół godziny, to co? Mam ciągle wracać i wychodzić, czy to już jest nie ta pora na medytację?
Dokładnie, ja jestem w podobnej sytuacji z tym telewizorem przez ścianę. Kminek wcześniej mówiła że mowa to trudniejszy przypadek ale nie padła żadna konkretna technika na to. Czy jest jakaś, czy po prostu trzeba to odpuścić i szukać innej pory?
Ale czy medytacja z gadżetami to jeszcze jest medytacja, czy już coś innego? Serio pytam, bo mam wrażenie że gdzieś czytałam że im mniej pomocników tym lepiej dla praktyki. Że wtedy umysł się naprawdę uczy a nie tylko korzysta z protez.
Joasieńka, nie zgadzam się z tym podejściem zupełnie. Jakbyśmy tak rozumowali to osoba medytująca w ciszy klasztoru jest lepsza od kogoś w bloku przy ruchliwej ulicy, a to bez sensu. Kontekst się liczy. Poza tym to nie jest sport olimpijski żeby tu mierzyć czystość techniki.
