o, to ważne co piszesz. Ja też miałam poczucie winy że używam nagrań z prowadzoną medytacją i muzyki w tle i że to znaczy że nie umiem sama. A może naprawdę nie ma jednej właściwej drogi? Dziękuję za to bo trochę ulżyło 🙂
Ale rozumiem też co Joasieńka ma na myśli. Bo jeśli zawsze mam słuchawki i zawsze nagranie i zawsze idealny warunek, to co się stanie jak kiedyś będę musiała medytować bez tego? Czy wtedy w ogóle zadziała? Może warto od czasu do czasu ćwiczyć bez ułatwień żeby nie stracić tej samodzielności?
Właśnie, to mi się wydaje sensowne co piszesz. Ale jak to praktycznie wygląda, tzn. raz na jakiś czas celowo siadasz bez słuchawek mimo że hałas jest? Czy raczej czekasz aż będzie moment spokojniejszy?
To pytanie do mnie chyba też, bo wcześniej o tym mówiłam. Moje podejście jest takie: nie czekam na idealny moment, ale nie zmuszam się też do heroizmu. Jak wiem że za chwilę zacznie wiercić sąsiad, to zakładam słuchawki. Jak jest zwykły szum ulicy, próbuję bez. Stopniowo ten próg się przesuwa.
To co Egzorcystkaa opisuje to chyba jest po prostu kwestia tego że mózg lubi narracje. Mowa ludzka uruchamia inny tryb niż zwykły hałas, dosłownie inaczej jest przetwarzana. Więc nie dziw się sobie, to nie jest słabość koncentracji, to jest normalny mechanizm.
To dobrze wiedzieć bo miałam wyrzuty sumienia że używam słuchawek. Ale mam pytanie praktyczne: jaki tryb słuchawek lepiej, sam ANC bez dźwięku czy z jakimś szumem białym w tle?
U mnie sam ANC bez niczego był na początku dziwny, jakiś taki ciśnieniowy. Potem dorobiłam do tego szum deszczu i była duzo lepsza jakość. Ale to bardzo indywidualne, bo znajoma nie znosi żadnych dźwięków przy medytacji i ANC bez niczego jest dla niej idealne. Chyba trzeba po prostu sprawdzić co działa.
A czy te szumy z aplikacji nie rozpraszają bardziej? Mnie zawsze ciekawi ten konkretny dźwięk, zaczynam na nim skupiać uwagę i to tez nie jest medytacja chyba? Czy mam to zle rozumiane?
Chyba różowy szum jest łagodniejszy niż biały, przynajmniej tak słyszałem. Biały podobno jest dla niektórych drażniący przy dłuższym słuchaniu. Ale to mówię z głowy, nie sprawdzałem, więc nie wiem czy to jest prawda dla medytacji.
