Ale jak ktoś ma to wiedzieć na wejściu? Poważnie, bo czuję że ta rozmowa dochodzi do punktu gdzie jedyna odpowiedź brzmi 'trzeba się uczyć przez lata zanim cokolwiek zaczniesz'. A nie każdy ma na to czas ani cierpliwość.
Myślę że pytanie Andromedki jest właściwie tym samym pytaniem co na początku tego wątku, tylko przyszliśmy do niego okrężną drogą. Czy język ma znaczenie - to w praktyce brzmi właśnie tak: czy te konkretne słowa robią różnicę, czy mogłabym powiedzieć cokolwiek innego i efekt byłby ten sam?
Ale jak to jest z tymi jezkami ktore brzmia kompletnie obco - jak dla mnie sanskryt to jest ciag dzwiekow ktore nie znacza dla mnie nic, a mimo to podobno to ma dzialac. Czy to nie powinno byc gorsze niz jezyk ktory znam?
Z tym wibracyjnym aspektem to jest ciekawe bo Grecy i Egipcjanie mieli cos co nazywali 'voces magicae' - ciagi dzwiekow ktore nie były slowami zadnego jezyka, były kompletnie bezsensowne semantycznie, ale mialy konkretne efekty rytualne wedlug przekazu. Papyri Graecae Magicae sa tego pełne. Wiec moze semantyka to w ogole nie jest sedno?
To co mówi Celtyk o PGM robi mi pewien porządek w głowie jeśli chodzi o cały ten wątek. Bo to jest właściwie historyczny dowód na to że w pewnym momencie praktycznej magii ktoś doszedł do wniosku że semantyczne znaczenie słów jest drugorzędne wobec ich brzmienia. I nie mówię tu o jakiejś filozofii - po prostu ci magowie mieszali języki pragmatycznie.
Celtyk, Mimoza - to jest dla mnie nowe i trochę wywraca to co myślałam o zaklęciach. Zawsze zakładałam że musisz rozumieć co mówisz żeby to miało sens. A tu wychodzi że przez jakieś osiemset lat ludzie używali formułek które brzmiały jak bełkot nawet dla nich samych i uznawali je za skuteczne. To trochę trudne do ogarnięcia.
Ale skoro większość podręczników to miesza, to skąd masz wiedzieć co wybrać? Kartomanta, ty mówisz jakbyś znał odpowiedź, ale właśnie pokazujesz że to jest dżungla. Jak ktoś ma się w tym połapać?
No i wróciłyśmy do 'ucz się przez lata' 🙂 Słuchajcie, rozumiem argument, naprawdę. Ale mam wrażenie że ta rozmowa kręci się w kółko między 'może tak działa fonetyka' a 'musisz znać kontekst tradycji'. A pytanie o to czy język w rytuałach ma znaczenie nadal wisi w powietrzu.
To moze inaczej - czy ktoras z was probowala zamienic jezyk w rytuale ktory uzywala dlugo i zauwazylas roznice? Nie teorie, tylko konkretne doswiadczenie. Bo ja bym chciala uslyszec jak to wyglada w praktyce, nie w filozofii.
Ja próbowałam raz, z afirmacjami które robiłam po polsku przez długi czas, przetłumaczyłam je na angielski. I szczerze - czułam że coś nie gra, ale nie umiałam powiedzieć czy to był efekt samej zmiany języka, czy po prostu dyskomfort ze zmiany nawyku. Dalej nie wiem co to było.
Mimoza, właśnie to mnie w tym PGM uderza najbardziej - że to nie był margines ani dziwactwo, tylko mainstream ówczesnej praktyki. Jeśli przez osiem wieków ludzie używali formułek których nikt nie rozumiał, to albo to działało na tyle żeby kontynuować, albo inercja tradycji jest silniejsza niż jakakolwiek racjonalna ocena skuteczności. I nie wiem które z tych wyjaśnień jest bardziej niepokojące.
Celtyk, właśnie to mnie zatrzymuje - bo jeśli to była inercja, to dlaczego te teksty były tak szczegółowo kopiowane i modyfikowane? Widziałam fragmenty PGM i tam są warianty, dopiski, korekty. To wygląda bardziej jak żywa tradycja niż kurz na półce.
Zresztą inercja w tradycji magicznej to nie jest to samo co inercja w innych dziedzinach. Jeżeli rytuał 'nie działa' w rozumieniu obiektywnym, ale ludzie czują że coś się zmienia w nich samych podczas jego wykonywania - czy to jest inercja czy może to jest właśnie skuteczność, tylko inaczej zdefiniowana?
Ale wracając do języka - czy to nie jest tak że właśnie dlatego łacina przez tyle wieków się utrzymała w rytuałach chrześcijańskich, że ludzie jej nie rozumieli? Że ta niezrozumiałość tworzyła jakiś dystans, coś odświętnego? I to może być dokładnie ten sam mechanizm co w PGM.
A czy ktos probowal uzyc jezyka ktory brzmi dostojnie ale jest zmyslony? Cokolwiek co nie jest prawdziwym jezykiem, ale brzmi jak na przyklad elficki z Tolkiena? Ciekawi mnie czy to by dzialalo tak samo jak lacina dla kogos kto laciny nie zna.
Tolkien zreszta nie zmyslal na siłe - tworzył języki z wewnętrzną logiką fonetyczną, quenye opierał częściowo na fińskim i łacinie. Więc pytanie czy 'elficki działa' to nie jest do końca pytanie o zmyślony język, tylko o język który ma strukturę ale nie ma tradycji rytualnej. To subtelna różnica ale ważna chyba.
Celtyk, tu mnie zatrzymujesz - mówisz że tradycja rytualna jest kluczowa, ale wcześniej mówiliśmy o PGM gdzie te formułki były kompilowane przez różne osoby z różnych tradycji i brzmiały jak bełkot nawet wtedy. Gdzie jest ta granica między 'ma tradycję rytualną' a 'ktoś to wymyślił i inni zaczęli używać'?
No właśnie, to jest chyba najlepsze pytanie w tym wątku. Kiedy zaczyna się tradycja? Od drugiego użycia? Od setnego? Bo inaczej to każdy może wymyślić cokolwiek i powiedzieć że to tradycja.
To znaczy że angielski może być językiem rytualnym? Serio? Bo zawsze mi się wydawało że 'prawdziwe zaklęcia' są w jakimś starym języku i że to jest właśnie to co nadaje im powagę. Jeśli ktoś po prostu napisał je po angielsku czterdzieści lat temu to jakoś mi to wszystko rozbija.
No ale to jest trochę smutne jak tak patrzeć, nie? Że im dalej wstecz tym 'bardziej prawdziwe', tylko dlatego że nie możemy już zapytać autora. Nie wiem czy to jest dobra podstawa do oceny języka w rytuale.
Słuchajcie, ja cały czas tu czytam i mam takie proste pytanie które może być głupie - jeśli naprawdę nie wiadomo czy znaczenie słowa ma znaczenie, czy tylko brzmienie, czy kontekst tradycji, to na jakiej podstawie ktokolwiek decyduje co powiedzieć w rytuale? To jest czysta intuicja? Eksperyment? Kopiowanie od kogoś?
To znowu wracamy do tego samego miejsca. 'Zaczyna działać' - jak to mierzysz? Nie zarzucam złej woli, naprawdę pytam. Bo każdy interpretuje efekty trochę pod siebie, nie?
Wracając do języka stricte - zastanawiam się czy ktoś z was miał takie doświadczenie że zmienił język formuły i wyraźnie coś się zmieniło? Nie na poziomie 'wydawało mi się', tylko naprawdę coś inaczej przebiegało? Celtyk wcześniej mówił o strukturze językowej, Kartomanta o tradycji, ale czy ktoś to po prostu testował?
Ja raz przestawiłem kilka formuł z łaciny na polski - nie tłumaczenie dosłowne tylko ekwiwalent znaczeniowy - i subiektywnie cały rytuał stracił dla mnie jakiś ciężar. Nie wiem czy to był efekt językowy czy po prostu przyzwyczajenie, ale wróciłem do łaciny po dwóch, trzech próbach. Przy czym zaznaczam że łaciny nie znam, rozumiem może co trzecie słowo.
Ale to trochę tak jakbyś mówił że lepiej nie rozumieć co się mówi? To jest dla mnie dziwne. Jak idę do lekarza to chcę rozumieć co mi przepisuje, nie wierzyć na słowo że to na pewno działa bo brzmi po łacinie.
A czy ktos probował łączyc oba jezyki w jednym rytuale? Tzn czesc po polsku czesc w starym jezyku? Mam taki pomysł żeby intencje formulować po polsku bo je rozumiem a inne czesci zostawic w oryginale. Nie wiem czy to ma sens czy wszystko sie popsuje jesli sie miesza.
Okej, to mam pytanie może trochę z innej strony - czy jest jakieś kryterium żeby w ogóle wiedzieć jakie języki mają sens w jakim typie rytuału? Bo słyszałam o sanskrycie do medytacji, hebrajskim w Kabale, staroegipskim w ceremonialnych rzeczach - ale to jakby każda tradycja ma swój język i jak się miesza tradycje to miesza się języki i wtedy co?
