Ale skąd niby ma wiedzieć ktoś kto zaczyna że łączy coś sensownie a nie losowo? To jest trochę catch-22 - żeby robić to świadomie trzeba już wiedzieć dużo, a żeby wiedzieć dużo trzeba to robić. Naprawdę pytam bo wydaje mi się że większość ludzi po prostu zaczyna od czegoś i uczy się po drodze.
Genek74, dokładnie tak to u mnie wyglądało i myślę że u większości. Ale jest jeden skrót który trochę pomaga - jak jesteś w spójnej tradycji, to nie musisz rozumieć dlaczego akurat ten język, bo tradycja już to za ciebie wypracowała. Problem jest jak zaczynasz od eklektyzmu, bo wtedy naprawdę trzeba mieć dużo własnego rozeznania żeby nie tworzyć chaosu.
To jest może głupie pytanie, ale co jest złego w chaosie? Mówię to bez złośliwości - po prostu nie rozumiem. Jeśli coś działa dla danej osoby, nawet jeśli jest to mieszanka różnych tradycji i języków, to czemu to miałoby być gorsze?
Mam takie wrażenie że ta rozmowa cały czas kręci się wokół pytania którego nikt nie zadał wprost - czy w ogóle wierzymy że język ma jakieś działanie poza psychologicznym? Bo jeśli nie, to cała dyskusja o tradycji, hieratyczności, dźwiękach sprowadza się do tego co działa na nas jako na ludzi. A jeśli tak - to jest zupełnie inna rozmowa.
A możecie mi powiedzieć - bo serio nie wiem - czy jest jakakolwiek tradycja w której wprost mówią że język nie ma znaczenia, liczy się tylko intencja? Bo do tej pory słyszałam głównie argumenty za językiem. Ciekawa jestem czy jest przeciwna szkoła myślenia.
W Kabale jest raczej twarda zasada i nie wynika to z estetyki tylko z całej struktury. Hebrajski ma w tej tradycji wartości numeryczne dla każdej litery, Gematria jest integralną częścią systemu - więc jak tłumaczysz na polski, dosłownie tracisz warstwę znaczeniową, nie da się tego zachować. To nie jest kwestia języka jako rytuału, to kwestia że język jest nośnikiem struktury całego systemu.
Dobra, ale jak ktoś nie ma nauczyciela do sanskrytu i uczy się sam z internetu - to jest sens w ogóle próbować? Bo brzmi jakby bez weryfikacji wymowy cały wysiłek mógł pójść w złym kierunku.
Wracam do tego co Blazenka mówiła o sanskrycie i gramatyce Paniniego - bo to mnie zaciekawiło inaczej. Jeśli to jest opisane w gramatyce, to znaczy że to starożytni linguiści to usystematyzowali, nie że to spadło z nieba jako objawienie. Czyli ktoś kiedyś podjął decyzję że ten dźwięk ma tę właściwość. Nie jest to trochę arbitralne?
Właśnie i tu jest ciekawy problem z tym arbitralnym. Każdy język jest w jakimś sensie arbitralny - to jest podstawa lingwistyki od de Saussure'a, że znak językowy jest umowny. Ale w tradycjach które uważają że język MA działanie, to arbitralność jest tylko pozorna, bo za systemem stoi coś więcej. Pytanie czy akceptujesz ten aksjomat czy nie, i to jest w zasadzie pytanie o wiarę, nie o dowód.
Dobra ale wróćmy na chwilę do czegoś praktycznego bo trochę odpłynęliśmy w filozofię - Lowczyni pytała wcześniej o mieszanie języków w jednym rytuale i Zawilec odpowiedziała ogólnie. Ja robiłem coś podobnego i chciałem dodać że struktura rytuału ma znaczenie. Jeśli jest wyraźny podział na części - inwokacja, intencja, zamknięcie - to podmiana jednej części na inny język jest dużo mniej ryzykowna niż mieszanie w obrębie jednej frazy. Przynajmniej u mnie tak to działało.
Ale przy okazji mam pytanie do tych co robią rytuały regularnie - czy wy w ogóle myślicie w języku rytuału podczas wykonywania, czy mózg cały czas tłumaczy na bieżąco? Bo jak słucham tej rozmowy to zastanawiam się jak to w praktyce wygląda kiedy wypowiadasz coś czego nie rozumiesz na bieżąco.
To jest interesujące co Celtyk mówi, bo to znaczy że tak naprawdę efekt nie zależy od języka samego w sobie, tylko od tego jak dobrze go znasz. Jakbyś znał równie dobrze swahili, to swahili miałoby ten sam efekt co łacina. Czy tak?
I chyba na to wychodzi ta cała dyskusja - że odpowiedź na pytanie z tytułu jest 'to zależy', ale przynajmniej wiemy już od czego zależy. Od tradycji, od struktury systemu, od twojego stopnia oswojenia z językiem, od tego czy język jest nośnikiem czegoś więcej niż dźwięku w danym systemie. To nie jest odpowiedź zero-jedynkowa i myślę że dobrze że nie jest, bo byłoby podejrzane gdyby była.
No to chyba po tej dyskusji mogę powiedzieć że już nie pytam czy język ma znaczenie, tylko pytam który aspekt języka ma znaczenie - bo to są zupełnie różne pytania. Ale mam jeszcze jedno które mnie gryzie: czy ktoś z was próbował kiedyś używać języka który nie istnieje? Znaczy wymyślonego, jak te elfickie Tolkiena albo klingon? Bo jeśli efekt zależy od skojarzeń i historii języka, to wymyślony język skojarzeń nie ma, ale może właśnie to jest jego zaleta?
Jest taki nurt który się tym zajmuje i to nie jest żart - Austin Osman Spare pracował z własnym wymyślonym pismem, sygile i alfabet który stworzył miały być wolne właśnie od gotowych skojarzeń. Jego założenie było odwrotne niż w tradycyjnych systemach: zamiast budować na nagromadzonej historii, chciał obejść krytyczny umysł przez to że symbol nic nie znaczy na poziomie świadomym. Chaos magick to potem rozwinął dalej i tam masz całe podejście że możesz tworzyć własny system od zera, włącznie z językiem.
Właśnie. I to jest chyba największy problem z tą całą dyskusją - że mówimy 'język w rytuale' jakby to była jedna rzecz, a tak naprawdę są co najmniej trzy różne funkcje. Pierwsza to nośnik struktury systemu, jak w kabale czy sanskrycie. Druga to skupienie uwagi i wyznaczenie granic rytuału, i tu język może być dowolny bo to kwestia nawykowa. Trzecia to właśnie to co Spare robił - obejście skojarzeń żeby dotrzeć do czegoś pod spodem. Każda z tych trzech logicznie wymaga czegoś innego od języka.
A ja mam pytanie trochę z boku - wróćmy do tego Spare'a i tych sygli, bo to mnie bardziej zaciekawiło niż tradycje z historią. Rozumiem że tworzy się symbol który na poziomie świadomym nic nie znaczy. Ale jak w ogóle cokolwiek może działać jeśli nie wiesz co oznacza? To brzmi jak powiedzenie sobie czegoś szeptem żeby siebie nie słyszeć.
Tylko że przy mantrach wedyjskich intencja jest PRZED - ustalasz ją zanim zaczniesz, a sama mantra jest dźwiękiem, nie przypomnieniem. U Spare'a chyba też tak, bo robisz sygil z intencją, a potem go aktywujesz kiedy o niej zapomniałeś. Więc może to jest to samo tylko z innych stron - w obu przypadkach aktywna faza rytuału jest poza świadomą analizą.
Dobra ale to zmierza w kierunku psychologii a nie magii - jak to rozróżnić? Bo jeśli efekt wynika z tego że wyłączasz krytyczny umysł i przez to coś robisz inaczej, to może nie ma żadnego języka jako takiego, tylko zmieniony stan uwagi.
I tu wracamy do tego co Kartomanta mówił kilka postów wcześniej o tym czy matematyka przestaje opisywać rzeczywistość przez to że ją ludzie wymyślili. Może to rozróżnienie 'albo psychologia albo magia' jest fałszywą dychotomią. Tradycje które mają tysiące lat nie musiały wiedzieć dlaczego coś działa żeby to opisać i przekazać. Że to idzie przez psychikę nie wyklucza że efekt jest realny.
Ale czy wtedy język ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Jeśli efekt jest przez zmieniony stan, to mogłabyś śpiewać piosenkę dla dzieci i byłoby tak samo. Przy odpowiednim skupieniu.
Mam pytanie bo troszke gubie watek - jak ktos mowi ze jezyk dziala przez efekt obcosci, to czy z czasem przestaje dzialac jak sie go nauczysz? Znaczy jak Celtyk mowil ze juz nie tlumaczy laciny, to czy wtedy laci a dla niego nie jest juz obca?
Czyli to jest coś w rodzaju warunkowania? Pierwsza ekspozycja działa przez obcość, kolejne przez nawyk i skojarzenie. Dziękuję bo to mi naprawdę porządkuje w głowie całą tę rozmowę. Choć to rodzi jeszcze jedno pytanie - co jak zmienisz tradycję albo zaczniesz nowy system? Wtedy chyba musisz zaczynać ten efekt od nowa z innym językiem?
I właśnie tu może leżeć odpowiedź na to tytułowe pytanie. Język ma znaczenie, ale różne znaczenie w zależności od momentu praktyki i od systemu. Na początku - przez obcość. Potem - przez kondycjonowanie. W systemach strukturalnych jak kabała - przez samą budowę. U Spare'a - przez celowy brak znaczenia. Żadne z tych znaczeń nie jest tym samym co inne, ale każde jest prawdziwe w swoim kontekście. Chyba że ktoś widzi to inaczej?
Mimoza, ale to kondycjonowanie które opisujesz - czy ono nie jest jednak ograniczone do jednej osoby? Bo jak ktoś robi rytuał po raz pierwszy i używa łaciny, którą nigdy wcześniej nie słyszał w żadnym kontekście rytualnym, to skąd ten efekt? Nie ma jeszcze żadnego nawykowego skojarzenia. A jednak coś działa.
To jest właśnie ten fragment który mnie ciągnie od początku tej rozmowy. Bo ja miałem dokładnie tę sytuację - pierwszy raz użyłem kilku słów po staroangielsku, zero wcześniejszego doświadczenia z tym językiem w rytuałach, i coś się przestawiło w odbiorze tego co robiłem. Nie mam jak tego wyjaśnić kondycjonowaniem. Kartomanta54 a jak ty to tłumaczysz w takim razie?
Ale jak to sprawdzić? Skąd wiadomo że to nie jest po prostu efekt placebo połączony z powagą sytuacji? Jak wchodzisz do rytuału z nastawieniem że łacina działa, to twój mózg to potwierdzi niezależnie od języka.
