To co piszecie jakoś mi to porządkuje. Bo zastanawiałem się czy szukam wymówki żeby nie wyrzucić zegarka, czy rzeczywiście jest jakiś problem. A może oba te pytania są złe - może pytanie powinno być raczej: co chcę zrobić z tą niedokończoną historią. Zegarek jest wtórny.
Ale wróćmy na chwilę do czegoś - jeśli przedmiot działa jak to lustro o którym mówiła Eteria, to czy rytuał wykonany mimo wszystko mógłby przyśpieszyć zamknięcie tej historii? Albo odwrotnie - pogorszyć sprawę?
A skąd wiesz że nie zrobiło nic? To jest ten problem z samoobserwacją o którym mówiła Lucynka - nie wiesz co by się stało bez rytuału. Może było gorzej i rytuał coś wyhamował. Może nic by się nie zmieniło bez niego. Skąd pewność?
Wróćmy do Telesforka i zegarka, bo to jest konkretny przypadek, z którym można porozmawiać. Jeśli ta historia z zegarkiem jest 'otwarta', to co by znaczyło ją zamknąć? Chodzi o wewnętrzne domknięcie, jakiś rytuał zakończenia, czy faktycznie rozmowę z tą osobą? Pytam bez oceniania, bo to ma chyba wpływ na to czy zegarek może przestać przeszkadzać.
Rozmowa z tą osobą raczej nie wchodzi w grę w tej chwili. Więc gdyby miało coś pomóc, musiałoby to być coś wewnętrznego. I właściwie nie wiem jak to zrobić. Nie jestem pewien czy rytuał zakończenia pomógłby tu bardziej niż zwykłe przepracowanie tego w myślach.
A czy próbowałeś kiedyś po prostu usiąść z tym zegarkiem i zobaczyć co się pojawia? Bez rytuału, bez celu. Takie świadome spotkanie z przedmiotem, żeby zobaczyć co on 'przynosi'. Czasem to wystarczy żeby zorientować się z czym tak naprawdę masz do czynienia.
To brzmi bardziej jak praca terapeutyczna niż magiczna. Choć może nie ma między tym dużej różnicy w tym konkretnym przypadku?
To co Damianek mówi o siedzeniu z przedmiotem bez celu brzmi sensownie, ale zastanawiam się czy nie jest tak, że jak już wiesz co ten przedmiot 'przynosi', to i tak nie wiesz co z tym zrobić. Tzn. siedzisz, pojawia się smutek albo żal, i co dalej?
Próbowałem czegoś podobnego kiedyś z innymi przedmiotami, nie z zegarkiem konkretnie, ale ze zdjęciem. Siadałem z nim i obserwowałem. I rzeczywiście - pojawia się coś konkretnego. Nie wiem czy to pomogło, ale przynajmniej wiedziałem z czym siedzę. Może spróbuję tak z zegarkiem, zanim cokolwiek postanowię.
A jak długo tak siedziałeś? Bo wyobrażam sobie że to może być albo kilka minut albo godzina i pewnie inaczej to działa.
Przy pracy z obiektami naładowanymi ładunkiem osobistym - nie wiem jak to inaczej nazwać - czas nie jest chyba kluczowy. Ważniejsze jest to co się pojawia, nie kiedy. W niektórych praktykach zaleca się żeby nie forsować czasu trwania, bo opór ciała to też informacja.
Dobra, ale to już całkowicie psychologia. Ucieczka od dyskomfortu to standardowe zjawisko opisane w każdym podręczniku. Gdzie tu magia?
Słucham tej dyskusji od początku i mam jedno pytanie do Telesia - czy ten zegarek był świadomie dany jako coś znaczącego, czy po prostu go masz i wiesz skąd jest? Bo wydaje mi się że intencja dawcy mogłaby tu coś zmieniać.
Nie był dawany w żaden szczególny sposób, to nie był żaden gest symboliczny. Po prostu zostawił się u mnie i tyle. Nikt go świadomie nie wręczał jako 'coś ważnego'. Może dlatego jest taki ambiwalentny.
To ciekawe bo część tradycji rozróżnia między przedmiotem intencjonalnie naładowanym a takim który nabrał ciężaru przez samą historię. Ten drugi bywa trudniejszy w pracy, bo nie ma jasnego 'wejścia' do niego - nie było aktu który by go otworzył, więc trudno go też zamknąć.
I to chyba jest clou tego co Telesfor opisał na początku wątku. Nie tyle czy przedmiot przeszkadza w magii technicznie, ale czy historia za nim jest wystarczająco otwarta żeby robić cokolwiek razem z tym przedmiotem w tle.
To wraca do pytania Indigo sprzed kilku postów - czy rytuał mógłby coś przyśpieszyć albo zaszkodzić. I chyba nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy co się robi i z jaką intencją. Jeśli ktoś robi rytuał nie wiedząc że niesie taki ładunek ze sobą, to jest inaczej niż kiedy robi to świadomie.
Tylko że świadomość ładunku to nie to samo co gotowość do pracy z nim. Można wiedzieć i nadal nie być w stanie tego utrzymać podczas rytuału. Telesfor chyba sam to opisał - wie że zegarek coś uruchamia, ale nie wie jak sobie z tym poradzić.
Dokładnie tak. Wiem że jest coś otwartego, wiem że zegarek to uruchamia, ale co z tym zrobić to osobna sprawa. Na razie zostanę przy tym co Damianek zaproponował - spróbuję po prostu z nim posiedzieć. Może to da jakiś kierunek, a może nie. Zobaczymy.
Dobra, to trochę zmieniam zdanie w stosunku do tego co pisałem wcześniej. Nie dlatego że ktoś mnie przekonał do magii, ale dlatego że ten wątek z 'uciekaniem od dyskomfortu' jednak coś mi zapalił. Mam kamień - obsydian, dostałem go od znajomego który twierdzi że go nabył i coś tam robił z nim. I zawsze jak go wyciągam to go odkładam po chwili. Nie wiem czy to 'informacja' jak mówiła Almandynka, ale jest coś w tej obserwacji.
To jest dokładnie ta sytuacja którą opisywał Telesfor z zegarkiem, tylko od innej strony. Zegarek niesie historię którą zna, obsydian niesie historię której nie zna. I ciekawe który z nich jest trudniejszy w pracy - czy ta znajoma historia czy ta nieznana?
Dla mnie chyba ta znana jest trudniejsza, bo wiedząc wywołuję konkretne rzeczy. Z czymś nieznanym mógłbym siedzieć jak z pustym i nic by się nie uruchamiało. Chociaż to zgaduję, nie sprawdzałem na sobie.
A czy ktoś próbował kiedyś świadomie wyczyścić przedmiot zanim w ogóle zaczął go używać w pracy? Nie jako rytuał zakończenia jak mówiła Eteria, ale jako wstępne oczyszczenie - sól, dym, cokolwiek - żeby zacząć od zera?
Tak i to jest w zasadzie standard przy przejmowaniu cudzych przedmiotów. Większość podejść zaleca oczyszczenie przed pierwszym użyciem. Przy obsydyjanie akurat dymienie ziołami działa dobrze, można też zostawić na księżycowym świetle przez dobę.
Mam wątpliwość do tego 'resetowania'. Zakładamy że oczyszczenie usuwa cokolwiek co w przedmiocie jest, ale skąd wiemy że nie usuwa też czegoś czego nie chcemy usuwać? Np. przy kamieniu który ktoś przez lata nosił blisko ciała - ta historia jest częścią obiektu. Czy naprawdę chcemy ją czyścić do zera?
I tu wracamy do tego co było wcześniej - czy w ogóle wiemy co bierzemy i po co. Pawelek dostał kamień od znajomego, nie wie co znajomy z nim robił. Więc nie wie czy go chce z historią czy bez. Czy w ogóle można podjąć decyzję o oczyszczeniu nie mając tych informacji?
W tradycji runicznych podejść do przedmiotów jest coś co można opisać jako 'odczyt przed użyciem' - nie oczyszczenie, ale próba wyczucia co tam jest zanim zdecydujesz co z tym zrobić. Nie każda tradycja zakłada że nieznane = złe i wymaga usunięcia. Czasem to co nieznane jest neutralne albo wręcz przydatne.
