To co opisuje Almandynka to właśnie to czego mi brakowało kiedy próbowałem z zegarkiem. Siedziałem i czekałem ale nie miałem żadnego konkretnego pytania. Może dlatego to było takie niedookreślone - nie wiedziałem czego szukam.
Ale czy nie ma tu ryzyka że sam sobie sugerujesz odpowiedź przez samo zadanie pytania? Jeśli pytasz 'czy mi to przeszkadza' to już zakładasz że może przeszkadzać i może dlatego poczujesz że przeszkadza, nie dlatego że naprawdę jest jakiś problem.
A wracając do Telesia i tego zegarka - spróbowałeś już posiedzieć z nim tak jak Damianek proponował? Minęło trochę czasu od tamtego posta.
Dobra, Mirta pyta, więc odpowiem. Próbowałem. Usiadłem z zegarkiem, tym razem z konkretnym pytaniem jak mówiła Almandynka - nie żeby czekać co przyjdzie, ale żeby zapytać wprost czy mi to przeszkadza. I coś się zmieniło w tym podejściu. Mniej błądzenia. Ale też odpowiedź nie była jednoznaczna - poczułem że zegarek jako obiekt mi nie przeszkadza, ale moment w którym go dostałem i co się wtedy działo - to już inna sprawa. Jakby sam przedmiot był neutralny, a historia wokół niego nie.
To jest ciekawe rozróżnienie. Przedmiot versus okoliczności jego pojawienia się w twoim życiu. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Czyli to nie jest tak że zegarek 'niesie' emocje z tamtego okresu - on po prostu wyzwala twoje własne wspomnienia z tego czasu?
To co opisujesz to jeden z trudniejszych problemów w pracy z przedmiotami. Niektórzy próbują to testować w ten sposób - biorą obiekt do rąk nie myśląc o jego historii, skupiają się na fizycznej fakturze, wadze, temperaturze. I dopiero notują co się pojawia. Jeśli emocje przychodzą same z siebie, bez myślenia o kontekście, to może sygnał że coś jest w samym obiekcie. Ale to nadal nie jest dowód.
No właśnie o tym mówiłam wcześniej z tym sugerowaniem się. Telesfor już wie że zegarek pochodzi z trudnego okresu, więc cokolwiek poczuje przy nim - zawsze można to wytłumaczyć tym co wie. Nie ma tu możliwości ślepej próby.
Słuchajcie a ja mam inne pytanie do tego wątku. Telesfor mówi że zegarek jako obiekt mu nie przeszkadza, ale historia owszem. To znaczy że gdyby dostał ten sam zegarek nie wiedząc skąd pochodzi, to by nie było problemu? I co wtedy z tą historią? Ona by dalej była w przedmiocie czy nie?
Przy kamieniach to właśnie ten problem jest najczęstszy. Kupujesz coś na targu, nie masz pojęcia przez czyje ręce to przeszło, jakie intencje przy tym były. I część podejść mówi - oczyść zanim użyjesz. Ale część mówi że kamień ma swoją 'pamięć' geologiczną, długo przed jakimkolwiek człowiekiem, i że historia ludzka jest tylko warstwą na wierzchu. Nie wiem które z tego bardziej mnie przekonuje.
Przy snach zauważyłam coś podobnego. Jak śpię w cudzym miejscu, albo mam przy sobie coś pożyczonego od kogoś - sny są inne. Trudno powiedzieć czy to sugestia bo jestem w nowym miejscu, czy faktycznie środowisko coś wnosi. Ale różnica jest wyraźna.
Wtrącę się bo mi to przypomina coś z astrologii transformacyjnej - jest taki koncept że przedmioty mogą mieć swój 'czas nabycia' i w tym czasie jakiś tranzyt planetarny zostawia na nich ślad. Telesfor mówi że problem nie jest w zegarku tylko w momencie - może właśnie to ma znaczenie. Co się działo astrlogicznie kiedy go dostałeś?
Zresztą to trochę kwestia języka - Tymek tłumaczy to przez tranzyt, Telesfor przez osobiste okoliczności, Almandynka przez psychometrię. Ale wszyscy mówią o tym samym: że moment i kontekst nabycia przedmiotu ma znaczenie. Różnimy się w wyjaśnieniu mechanizmu, nie w obserwacji.
Mam wrażenie że trochę za bardzo komplikujemy. Jeśli przedmiot kojarzy się z trudnym czasem to go odkłada, oczyść albo zamknij i tyle. Nie trzeba analizować czy to jest w przedmiocie czy w głowie - efekt jest ten sam.
I tu wracam do pytania które mnie nurtuje od początku tego wątku - czy rytuał zrobiony przy takim obiekcie który budzi trudne skojarzenia może działać wstecz na te skojarzenia? Czyli nie chodzi o to żeby go wyczyścić przed rytuałem, ale żeby sam rytuał coś przeprocesował.
I tu właściwie wyszliśmy na pytanie z tytułu tego wątku - przedmiot drażniący przeszkadza w magii czy może być jej elementem. Ja nadal nie mam odpowiedzi. Zegarek mi przeszkadzał, ale może dlatego że próbowałem go zignorować. Gdybym go wziął świadomie, z tą historią, może by to było inne doświadczenie.
Telesfor, ale to co mówisz na końcu to jest chyba klucz. Próbowałeś go zignorować zamiast wziąć świadomie. W tarocie jest podobnie - jak karta cię irytuje, to nie chowasz jej do tyłu talii, tylko siadasz z nią i pytasz dlaczego tak reaguje. Może z przedmiotami tak samo.
Tylko że to wymaga pewnej dojrzałości w pracy, żeby celowo brać do rytuału coś co cię drażni. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić kiedy emocja jest naprawdę silna. Telesfor, jak długo ten zegarek w ogóle leżał nieużywany zanim w ogóle zacząłeś o nim myśleć w kontekście rytuałów?
A myślisz że ten czas w szufladzie coś zmienił? Tzn. czy gdyby wyszedł od razu to byłoby inaczej?
To co opisujesz z tą szufladą mi się skojarzyło z czymś z kryształami. Jak masz kamień który 'pracował' przy trudnych rzeczach i odłożysz go na dłużej, to część osób twierdzi że się jakby resetuje sam przez kontakt z ziemią albo po prostu z czasem. Ale część mówi że nie, że to działa inaczej niż z aktywnymi obiektami. Ciekawe czy przy zegarku czas coś zmienił czy tylko odłożył problem.
Przy runicznym podejściu do przedmiotów jest coś takiego jak 'utlagna' - obiekt który niesie czegoś co się do niego przyczepiło przez użytkowanie. Nie jest to dokładnie to samo co angielskie 'imprinting', bo tam nacisk kładziony jest na intencję, a w starszych nordyckich koncepcjach bardziej na samą obecność i użytkowanie. Zegarek noszony przy sobie codziennie przez lata to obiekt który był przy każdej ważnej chwili swojego właściciela. To chyba inny poziom niż kamień który ktoś kupił i odłożył.
Właśnie że zegarek to wyjątkowo interesujący przypadek bo on mierzy czas. Fizycznie. I był przy Telieforze w konkretnym momencie. Nie wiem czy to coś zmienia symbolicznie, ale w kontekście astrologii czasu - że obiekty mierząceczas mogą mieć inne właściwości przy pracy z przeszłością i przyszłością - to nie jest bez sensu.
Logika symboliczna i skuteczność to dwie różne rzeczy. Ale w pracy rytualnej symbol ma znaczenie właśnie dlatego że umysł z nim pracuje. Więc może to zbieżność która mogłaby rzeczywiście wzmocnić intencję, jeśli Telesfor chciałby iść w tę stronę.
Ja bym się bała użyć czegoś tak naładowanego. Tzn. słucham tego co mówicie i logicznie rozumiem, ale jakby to był mój zegarek to bym się wahała. Czy nie ma ryzyka że zamiast przepracować, pogłębisz jakiś ślad?
Chyba właśnie o to chodzi. Jak próbowałem go ignorować to było jakieś napięcie w tle. Ale jak siedzę z tym i mówię sobie - okej, to był trudny czas, ten zegarek to pamięta, i to jest właśnie powód dla którego jest tutaj - to coś się zmienia w atmosferze pracy. Czy to 'działa' magicznie czy po prostu psychologicznie to trudno powiedzieć.
A ta zmiana w atmosferze którą opisujesz - ona jest jednorazowa czy powtarzalna? Tzn. za każdym razem kiedy świadomie do tego siadasz jest podobna, czy to było raz i potem już inaczej?
To brzmi jak proces a nie jednorazowy rytuał. I może właśnie o to chodzi - nie żeby jeden raz 'oczyścić' albo jeden raz 'przepracować', tylko żeby wracać. Wtedy to pytanie z tytułu wątku - czy drażniący przedmiot przeszkadza - dostaje inną odpowiedź. Nie przeszkadza, ale wymaga innego rodzaju pracy.
Ten wątek z zegarkiem który mierzy czas i jednocześnie pamięta trudny czas - to jest coś co mi zostało w głowie z poprzedniej strony. Mam pytanie do Tymek bo to ty to poruszyłeś - czy to działa w drugą stronę? Tzn. czy zegarek który był przy dobrym, ważnym momencie - ślub, narodziny dziecka, coś takiego - też miałby inne właściwości w rytuałach?
