Ale czy to nie jest trochę tak, że my sami decydujemy co jest naładowane a co nie? Mam na myśli - jakbyś ten zegarek z wesela dostał od kogoś obcego i nie wiedział skąd pochodzi, to by działał tak samo?
I tu jest różnica między tradycjami. W części podejść przedmiot ma właściwości niezależne od tego kto go trzyma - coś w rodzaju obiektywnego zapisu. W innych, i to jest bliższe temu co Damianek opisuje, chodzi o relację między osobą a przedmiotem. Historyczne amulety nordyckie były często robione z intencją dla konkretnej osoby i po jej śmierci traktowano je inaczej niż wcześniej - co sugeruje że ta relacyjność była wbudowana w samo podejście.
To co Almandynka mówi o 'zbyt mocno związanych z konkretnym człowiekiem' - to jakoś pasuje do tego zegarku. On jest mój w sensie absolutnym, ma tylko moje skojarzenia, tylko moje lata. Nikt inny go nie nosił. Może dlatego to jest tak wyraźne.
A zastanawiałeś się co by się stało gdybyś go komuś dał? Nie jako rytuał, po prostu - oddał. Czy to by coś zmieniło w tym co czujesz w stosunku do tego okresu?
Niektóre tradycje mówią wprost żeby nie oddawać przedmiotów z którymi pracowałeś rytualnie, właśnie dlatego że ryzyko jest w dwie strony - i dla ciebie i dla osoby która to dostaje. Nie wiem czy to dotyczy zegarków które nie były celowo przygotowane do pracy, ale zasada jest podobna.
Ale ta granica jest płynna, prawda? Tzn. jak długo i jak intensywnie musi być ten kontakt żeby zaczął mieć znaczenie? Bo wydaje mi się że nie ma żadnej twardej reguły.
Mam takie pytanie bo słucham tej rozmowy od dłuższego czasu - czy to nie jest trochę tak, że te drażniące przedmioty działają jak taki zewnętrzny punkt zakotwiczenia dla czegoś co i tak jest w nas? Tzn. zegarek nie tworzy problemu, tylko go lokalizuje?
Tak, to brzmi trafnie. Zegarek nie sprawia że tamten czas był trudny. On tylko sprawia że nie mogę udawać że nie był. Może dlatego tak długo siedział w szufladzie.
To znaczy że może tytułowe pytanie wątku jest trochę źle postawione. Nie 'czy przeszkadza w magii', tylko 'co robi widoczność tej przeszkody' - bo może właśnie o to chodzi, że pokazuje coś co i tak tam było.
