Nashira, ja robiłam coś podobnego i podzielę się jak to u mnie wyglądało. Separację robiłam przy strumieniu, bo woda odprowadza. Przyciąganie przy drzewie, kilkanaście metrów dalej. Nie tego samego dnia. Czy zadziałało? Nie wiem, bo nie mam punktu odniesienia - nie wiem jak by było gdybym zrobiła inaczej. Ale różne miejsca w tym samym parku chyba mają sens.
Ja tez sie zastanawiam nad tym strumieniem. Bo woda która stoi to chyba co innego niz woda ktora plynie, logicznie biorąc. Choc nie jestem pewna czy to ma znaczenie w kontekscie separacji czy to tylko moje skojarzenia.
A co jeśli nie ma w pobliżu w ogóle wody? W moim parku nie ma nic. Drzewa, ławki, alejki. Czy w ogóle da się wtedy robić separację na zewnątrz czy to już zawsze będzie gorsze?
Woda nie jest jedynym żywiołem który działa przy separacji. Ziemia też. Kamień, szczelina w gruncie, miejsce gdzie coś obumiera - sucha gałąź, zmurszały pień - to też jest material do pracy z rozstaniem. Woda jest chyba najczęściej wymieniana bo jej symbolika jest czytelna, ale nie jest jedyna.
Trochę chcę tu zwolnić bo ta rozmowa zaczyna iść w kierunku listy zamienników i to mnie niepokoi. Pytanie nie brzmi 'czego użyć zamiast wody' tylko 'dlaczego akurat ta woda, to drzewo, ten kierunek'. Jeśli tego nie ma pod spodem, to cała ta logistyka nic nie da.
Ostroika, masz rację i jednocześnie - są ludzie którzy przez sam kontakt z miejscem zaczynają rozumieć dlaczego. Nie każdy zaczyna od teorii. Mnie ta martwa gałąź w parku mogłaby nic nie mówić rok temu, a dziś mogłoby być inaczej. To nie jest kwestia wiedzy tylko tego co się przez ten czas czuło.
nie kwestionuję drogi przez kontakt, mówię żeby nie zastępować głębszego pytania listą rekwizytów. I właśnie twój przykład to pokazuje - rok temu ta gałąź nic by nie znaczyła, teraz może znaczyć. Co się zmieniło? Nie gałąź.
To jest dobre pytanie i mnie też dotyczy. Jak rozpoznać że jesteś na tym etapie że miejsce zaczyna coś mówić? Czy to jest takie oczywiste kiedy przychodzi czy można to przegapić?
Można przegapić. Albo raczej - można zlekceważyć. Mnie się zdarzało być w miejscu i mieć jakieś silne skojarzenie z nim i zbyć to jako 'ładny widok'. Dopiero jak zacząłem zadawać sobie pytanie dlaczego tu stoję a nie dziesięć metrów dalej, coś zaczęło mieć sens.
Nie wiem czy wystarczy, ale to chyba dobry start. Choć mam wrażenie że to pytanie - 'dlaczego tutaj' - zadawane zbyt mechanicznie też może nic nie dać. Trzeba je zadać i naprawdę czekać na odpowiedź, nawet jeśli jej nie ma. Nashira, wracając do twojego parku - może zacznij od tego. Nie szukaj od razu miejsca do separacji, tylko znajdź w tym parku jedno miejsce gdzie chcesz stać, bez żadnego powodu.
Dobra, ale Kupalo zostawił pytanie w połowie. Wróćmy do parku - czy separacja i przyciąganie w tym samym miejscu, w różnych dniach, to w ogóle opcja czy nie?
Mnie też zależy na odpowiedzi bo mój przypadek był właśnie taki - różne miejsca w tym samym terenie, różne dni. Ale nie wiem czy to co zrobiłam było przemyślane czy po prostu intuicyjne. Benedyk, ty chyba masz zdanie na ten temat?
Dobrze że wróciliśmy do pytania Nashiry. Moje zdanie: ten sam park, różne miejsca, różne dni - tak, ale pod warunkiem że między tymi dniami jest jakaś przerwa. Nie od razu jedno po drugim. Ile czasu? Nie wiem, nie ma reguły, ale mniej niż kilka dni to brzmi dla mnie jak za mało.
Nashira, ja rozumiem frustrację ale myślę ze nie ma tu odpowiedzi na liczbe dni bo to nie jest przepis. Choc sama chciałabym żeby był 🙂 Może ważniejsze jest to co Centa mówiła - strumień do separacji, drzewo do przyciagania. Różne punkty fizyczne, nie tylko różne dni.
A ja wróce do tego rowu o który pytałam i nikt mi nie odpowiedział do końca. Centa mówiła że martwy rów to co innego niż strumień. To co ja mam zrobić jeśli nie ma w pobliżu prawdziwej wody? Szukać innego miejsca na separację czy jednak ten rów coś daje?
Stojąca woda to nie to samo co płynąca, ale to nie znaczy że jest bezużyteczna. W kilku tradycjach ludowych stojąca woda jest używana akurat do trzymania - zatrzymywania stanów, utrwalania. Więc do separacji faktycznie słabe, ale do czegoś innego mogłaby działać. Nie wiem czy to twój przypadek Jadzieńka.
To jest ciekawe co Ostroika mówi o trzymaniu. Czyli ta sama woda może służyć do różnych rzeczy zależnie od intencji? Czy to oznacza że to nie miejsce decyduje tylko my decydujemy co z miejscem zrobimy?
Zgadzam się z Kupalo i jednocześnie myślę że Incantia dotknęła czegoś ważnego. Bo jeśli miejsce całkowicie decyduje to gdzie jest nasze sprawstwo? A jeśli my wszystko decydujemy to po co w ogóle iść do parku zamiast zostać w domu? Gdzieś jest środek.
to jest dla mnie najważniejsze zdanie w tej rozmowie. Środek między miejscem które ma charakter a naszym sprawstwem. Ale jak ten środek znaleźć w praktyce? Czy to jest coś co się czuje czy coś co się rozumuje?
To obie rzeczy i żadna z osobna nie wystarczy. Ale wróćmy do Nashiry bo ona pyta o konkret. Nashira, jeśli twój park ma oba elementy - miejsce z naturalnym końcem i miejsce z jakimś wzrostem, choćby drzewo które wyraźnie żyje - to możesz te dwa działania rozdzielić fizycznie i czasowo. Kluczowe jest żebyś ty sama wiedziała po co stoisz w danym miejscu, nie żeby park za ciebie to wiedział.
No dobra, ale żywotniki przy bramie to jednak przy wejściu, przy ludziach, przy ruchu. Czy to nie zakłóca? Bo jak sobie wyobrażam że stoję tam i robię coś z intencją to co chwilę ktoś przechodzi.
Ale czy nie ma tu jakiejś zasady że miejsca przy wejściach są naturalnie przejściowe? Czyli brama już sama w sobie niesie tę energię progu, końca i początku jednocześnie. Może to jest nawet lepsze dla separacji niż gdzieś głębiej w parku?
To brzmi jak całkiem solidne miejsce akurat na separację. Brama jako granica między tym co zostaje a tym co wychodzi, drzewa w stanie schyłku po obu stronach. Nie szukałbym nic lepszego gdybym miał ten park. Ale Nashira, mam pytanie zanim pójdziesz dalej - masz już jakiś zamysł na miejsce do tej drugiej pracy, tej z przyciąganiem? Bo wróćmy do sedna: te dwa miejsca muszą być od siebie wyraźnie oddzielone fizycznie.
Wracajac do tego co Oleandra mówiła o ruchu - ja sama zawsze myslalam ze im ciszej tym lepiej ale ostatnio zastanawiam się czy cisza to nie jest coś co mi jest potrzebne dla skupienia, a nie coś co 'musi' być w miejscu. Trochę inne podejście. Czy ktoś praktykował w bardziej ruchliwych miejscach i miało to sens?
A co z moim rowem - czy ktoś to pominął czy jednak zostało bez odpowiedzi? Bo Benedyk powiedział coś o trzymaniu przy stojącej wodzie i to mnie trochę zaintrygowało. Jeśli ta stojąca woda może coś zatrzymywać to może użyć jej akurat do czegoś innego niż separacja? Do czego konkretnie?
Czekaj, to zaczyna mi się układać inaczej niż myślałam na początku tego wątku. Mamy więc trzy różne typy miejsc z wodą: płynąca do separacji i puszczania, stojąca do zatrzymania i utrwalenia, i brak wody gdzie szukasz schyłku w innej formie. Czy to jest gdzieś opisane razem czy sami to tutaj złożyliśmy?
Czyli wyszło nam w tej rozmowie coś co może nie jest nigdzie zapisane? To jest dziwne i jednocześnie... no, trochę niepokoję się czy to nie jest nadinterpretacja. Skąd wiemy że to co wywnioskowaliśmy razem ma jakiekolwiek oparcie poza naszymi rozważaniami?
