To co mówi Turkusowa mnie uderza, bo sam jestem w miejscu gdzie nie wiem co myśleć. Zrobiłem tę zupę z intencją i coś poczułem, ale nie wiem czy to była magia czy po prostu pierwszy raz od długiego czasu usiadłem spokojnie przed gotowaniem. I teraz nie wiem jak odróżnić jedno od drugiego. Czy ktoś w ogóle próbował to jakoś testować na sobie?
Zenek mnie zastanowiles bo jak piszesz 'coś zobaczyłem w myslach' to co masz na myśli? Dosłownie jakis obraz, czy bardziej przeczucie, mysl ktora nagle przyszla? Bo zastanawiam sie czy to nie jest tak ze skupienie przy jedzeniu po prostu odblokwouje mysli ktore juz tam byly
Wracając jeszcze do tego co mówiła Mandragora, że nie potrafi oddzielić swojej intencji od sytuacji z tą drugą osobą. Bo czytam to i myślę: może zamiast starać się separować te dwie rzeczy, można to potraktować inaczej. Tzn. ugotować coś z intencją zrozumienia siebie w tej sytuacji, nie zmiany sytuacji. Dosłownie: 'chcę wiedzieć czego mi brakuje, żeby się czuć kompletnie bez rozwiązania zewnętrznego'.
Przepraszam że wchodzę bo czytałam ten wątek i w pewnym momencie się zgubiłam. Pytanie może podstawowe: jak wy w ogóle wiecie co dodawać do potrawy żeby miała konkretną intencję? Tzn. skąd się bierze ta wiedza, że rozmaryn to ochrona a coś innego to klarowność? Jest jakaś lista czy każdy to sam wymyśla?
Halka porusza coś co mnie też siedzi od jakiegoś czasu. Ale myślę że to fałszywa opozycja: roślina jako fizyczny obiekt kontra roślina jako symbol. W praktyce, jak gotuję z intencją, to nie działa tak że 'włączam symbolikę a wyłączam biologię'. To działa razem. Rozmaryn pachnie konkretnie, to zapach aktywuje skojarzenia, skojarzenia kształtują nastrój. Biologia i symbol są splecione.
Dobra, wracam do wątku bo widzę że dyskusja poszła w filozofię, ale ja mam konkretne pytanie. Celestynka pisała wcześniej o ugotowaniu czegoś z intencją zrozumienia. Próbowałam to przemyśleć i nie wiem jak to miałoby wyglądać praktycznie. Czy to jest konkretne danie, konkretny składnik, czy bardziej stan w którym się gotuje?
Mandragora mówi to co myślę że wielu tu myśli ale nie powie. Ja też bym wolał konkretne wskazówki niż 'zostaw pytanie otwarte'. Tylko że im dłużej w tym siedzę, tym bardziej mi się wydaje że ta konkretność jest pułapką, bo prowadzi do myślenia: zrobiłem krok 1, 2, 3, to teraz dostanę wynik. A potem wynik nie przychodzi i jest rozczarowanie.
Wrócę do pytania Mandragory o konkretny przepis, bo myślę że jest tu coś ważnego. W tradycji angloamerykańskiej kitchen witchery, z której dużo do nas dotarło, składniki mają przypisania ale to nie jest przepis na efekt, to jest alfabet. Mówi ci jakim językiem mówisz, ale nie pisze za ciebie zdania. Zdanie piszesz sama, swoją intencją i tym co robisz z tymi składnikami.
To jest ładna metafora. Ale mam pytanie: kto ustalił ten alfabet? I skąd wiadomo że jest poprawny, tzn. że rozmaryn to ochrona a nie np. klarowność? Bo słyszałam różne przypisania do tych samych roślin i nie wiem jak je hierarchizować.
To ciekawe że mówimy o sedymencie, bo ja zawsze miałam wrażenie że te przypisania mają dużo wspólnego z tym co ktoś po prostu spopularyzował. Czyli że rozmaryn to ochrona dlatego że Scott Cunningham tak napisał i jego książki były popularne, a nie dlatego że jest jakieś głębsze uzasadnienie.
galaktyka i azalia mowia o czyms ważnym i troche mnie to zawsze gryzie. bo jak kupujesz ksiazke i stosujesz sie do jej systemu, to czy to jest twoja magia czy magia cunninghama? moze to glupie pytanie ale szczerze mnie to nurtuje juz jakis czas
drozdzia pyta dalej bo to ważne 🙂 jak stosujesz system cunninghama to czy to jest jeszcze twoja praktyka? bo ja np przez lata gotowałam wg jego przypisań i dopiero pozniej zacześlam sie pytac skad to sie wzielo. i odkrylam ze duzo z tego pochodzi z jego własnej syntezy, nie z jakiejs prastarej tradycji. to nie znaczy ze zle, ale zmienia perspektywe.
A ja mam inne pytanie. Czy to w ogóle ma znaczenie, skąd przypisanie pochodzi, jeśli dla ciebie działa? Serio pytam, bo nie wiem. Może system musi po prostu być wewnętrznie spójny, a nie historycznie udokumentowany?
Halka podnosi coś co mnie też interesuje od jakiegoś czasu. Śledziłem skąd pochodzi kilka popularnych przypisań do ziół i część z nich daje się wyśledzić dosłownie do jednej książki z lat osiemdziesiątych. To nie znaczy że są złe, ale to jest inna rozmowa niż 'stara tradycja'.
Może cofnijmy się do sedna tego wątku, bo mam wrażenie że rozmawiamy o genealogii ziołowych słowników, a pytanie pierwotne było inne. Gotowanie z intencją. Czy ta intencja musi opierać się na 'poprawnym' przypisaniu, żeby zadziałała? Bo jeśli tak, to mamy problem, jeśli przypisania są płynne. A jeśli nie, to przypisania są tylko pomocą, nie warunkiem.
Turkusowa zadała w końcu pytanie, na które czekałam. Bo dla mnie to jest właśnie ten węzeł. Jeśli intencja jest wystarczająca, to po co w ogóle cały ten system z ziołami, świecami, dniami tygodnia? Czy to nie jest wtedy tylko scenografia?
Fela pyta o to co mnie też zastanawia. Czy kitchen magic to nie jest czasem zwykłe świadome gotowanie, tylko opakowane w terminologię ezoteryczną? Nie mówię że to źle, ale mam takie poczucie że mogłyby to powiedzieć wprost.
To jest pytanie o etykietki i tu się trochę gubię. Bo z jednej strony rozumiem że 'magia' to tylko słowo, z drugiej strony chyba zakłada jakieś mechanizmy które wykraczają poza psychologię i aromachologię. Inaczej to jest po prostu medytacja przy gotowaniu. Czy coś rozróżnia te dwie rzeczy w praktyce?
Halka właśnie powiedziała coś co mnie zatrzymuje. To rozróżnienie między troską a magią jest chyba kluczowe dla całego tematu. Bo kitchen witchery w wielu ujęciach mówi dokładnie to, że gotowanie z miłością i uwagą jest samo w sobie aktem magicznym. Nie dlatego że przekraczasz jakieś fizyczne prawa, tylko dlatego że wkładasz świadomość w czynność, która zazwyczaj jest mechaniczna.
turkusowa mowi cos co juz gdzies slyszalam i zawsze mnie to troche usypia. bo jak wszystko moze byc magiczne, to czy cos jest specjalnie magiczne? jak piekna koronka jest wszsedzie, to przestajemy ja widziec. moze magia potrzebuje jakiejs granicy zeby cos znaczyc?
azalia mowi o intencjonalnosci i uwaznosci jako wyroznikim i to mi sie klapouje. bo moze granica nie jest w skutku tylko w postawie. jak gotujesz i mysisz o zakupach albo o serialu, to nawet najlepsze zioła nic nie dadzą. a jak siedzisz z tym co robisz i wiesz czemu to robisz, to moze nie potrzeba nic wiecej.
Ale właśnie to mnie trochę irytuje w tej dyskusji. Mówimy o gotowaniu dla siebie albo o jakimś ogólnym dobrostanie, a ja rozumiem kuchenną magię inaczej. Czasem chodzi o to, żeby wpłynąć na konkretną sytuację albo na konkretną osobę. I tu zioła, intencja i cały system chyba jednak muszą coś znaczyć, bo inaczej czym to się różni od zwykłego życzenia?
To jest akurat pytanie, z którym siedziałem przy kilku różnych podejściach. Jest coś takiego w niektórych tradycjach, że jedzenie ma być przekaźnikiem intencji, dosłownie. Nie symbolem, nie metaforą. I wtedy zioła mają znaczenie nie dlatego, że wpływają na twój nastrój, tylko dlatego że przenoszą energię na osobę która je spożyje. Nie mówię że w to wierzę, mówię że takie podejście istnieje i jest wewnętrznie spójne.
Ale mam pytanie do tej kwestii z przekaźnikiem. Jeśli ktoś je twoje jedzenie i nie wie o intencji, to ona działa tak samo? Bo jeśli nie, to po co zioła i rytuał, skoro wystarczy powiedzieć tej osobie co chcesz. A jeśli tak, to mamy do czynienia z czymś co jest zupełnie poza psychologią i trudno mi to sobie ułożyć.
a pamietam jak czytalam gdzies ze w hoodoo tradition bardzo duzo jest wlasnie o gotowaniu dla kogos bez jego wiedzy. i ze intencja ma dzialac przez samo jedzenie. ale nie wiem na ile to jest powszechne w innych tradycjach czy to tylko hoodoo. ktos wie?
Fela otworzyła temat który mnie interesuje od początku tego wątku i nie wiedziałam jak go wprowadzić. Bo kuchenna magia rozumiana jako gotowanie dla siebie to jedno. Ale jeśli idziemy w stronę gotowania z intencją dla kogoś bez jego wiedzy, to wchodzimy w obszar gdzie pytanie etyczne jest chyba ważniejsze niż pytanie techniczne. I nie mówię że to złe, mówię że warto to postawić wprost.
To jest trochę zmiana tematu, bo etyka to osobna rozmowa. Pytanie techniczne jest dla mnie ważniejsze w tej chwili. Czy w ogóle działa i jak. Etykę każdy i tak ocenia sam.
