Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy w ogóle ma sens rozdzielanie tych praktyk. Chodzi mi o to, że jak robię cokolwiek rytualnego, to i tak wchodzę w jakiś stan skupienia, który nie różni się jakoś drastycznie od tego, co osiągam podczas medytacji. Tylko że medytacja jest... bardziej neutralna? Nie wiem jak to ująć. Przy rytuale mam jakiś cel, przy medytacji niekoniecznie. Ale czy to znaczy, że się wykluczają, czy może uzupełniają? Miałam ostatnio sesję z moją grupą i jedna z dziewczyn zrobiła coś ciekawego - przed rytualnym zapaleniem świec robiła krótką pranajamę, żeby się wycentrować. Powiedziała, że odkąd to robi, jej intencje są bardziej klarowne. Nie wiem czy to kwestia oddechu, skupienia, czy czegoś innego, ale mnie to skłoniło do myślenia. Wy w ogóle jakoś świadomie łączycie te rzeczy, czy to u was wychodzi naturalnie?
No właśnie, ja też mam podobne odczucia. U mnie to wyszło trochę przez przypadek - zaczełam medytować rano, a rytuały robiłam wieczorami i w pewnym momencie zauważyłam, że dni kiedy medytuję rano, wieczorne rytuały idą jakoś... płynniej. Trudno powiedzieć co to oznacza w praktyce, ale jest jakisć różnica. Natomiast joga to już inna sprawa. Moja koleżanka jest instruktorką jogi i mówi, że joga sama w sobie ma korzenie, które są z magią zupełnie niespójne, bo to jednak system filozoficzny z własną metafizyką. Trochę się z nią nie zgadzam, ale ona zna to od środka, więc nie chcę być mądrzejsza. A wy co sądzicie - joga i magia to jednak dwa różne światy?
Zatrzymałabym się przy tym, co powiedziała koleżanka Selenaa o jodze jako systemie filozoficznym, bo to jest w sumie clou całej sprawy. Joga w tradycji tantrycznej, szczególnie ta kaśmirska, była integralną częścią praktyk, które my dziś moglibyśmy nazwać magicznymi - mantry, mudry, wizualizacje bóstw, praca z czakrami i tzw. kundalini. To nie były oddzielne rzeczy. Problem polega na tym, że joga, którą większość z nas zna z zajęć w fitness clubie, to jest taki wyprany z kontekstu produkt. Ale to nie znaczy, że nie można z tego wyciągnąć czegoś przydatnego. Mnie ciekawi raczej co rozumiecie przez 'łączenie' - czy chodzi o robienie jogi przed rytuałem jako rodzaj rozgrzewki, czy o głębszą integrację tych systemów?
Przepraszam że się wtrącam, bo dopiero zaczynam swoją przygodę z tymi tematami. Nie bardzo rozumiem co to znaczy 'wyprany z kontekstu'. Chodzi o to że ta joga z siłowni jest zła, czy tylko że nie ma tego mistycznego wymiaru? Bo ja ćwiczę jogę od kilku miesięcy i chciałam zacząć też jakieś proste rytuały, ale nie wiem czy to w ogóle ma sens jako połączenie. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć od czego zacząć jeśli chcę połączyć jedno z drugim?
Słuchajcie, czytam i mam trochę sceptyczne podejście do całości, ale jedno mnie zaciekawiło. Skoro joga tantryczna i te stare systemy to jedno, to skąd ta przepaść między tym a współczesnymi rytuałami magicznymi? Bo mam wrażenie, że te tradycje rozeszły się w jakimś momencie i teraz ludzie je na nowo sklejają, ale to może być trochę jak Frankenstein - kawałki z różnych miejsc bez spójnej całości. Nie mówię że to złe, po prostu pytam czy ktoś to widzi tak jak ja, czy mam błędne założenie?
Ja się wtrącę bo mam konkretne doświadczenie z tym tematem. Przez jakiś czas chodziłam na zajęcia kundalini jogi i prowadząca mocno podkreślała że to nie jest fitness tylko praktyka duchowa z konkretnymi intencjami. Były tam mantry, były mudry, była praca z czakrami. I powiem szczerze - czułam że to jest bardzo zbliżone do tego co robię przy niektórych moich rytuałach. Ten rodzaj skupienia, ta praca z energią ciała. Ale Wiktor ma coś w tym swoim pytaniu - byłam po tych zajęciach trochę zdezorientowana, bo te tradycje mają też rozbieżności. Np. w kundalini jodze (tej sikhijskiej, Yogi Bhajana) jest bardzo specyficzne podejście do energii, które niekoniecznie pasuje do tego jak ja pracuję z energią w rytuałach.
przepraszam że wskakuję ale mam pytanie praktyczne bo trochę odplynęłyscie od tego co mnie interesuje. ja wlasnie probuje zaczac medytowac przed swoimi rytuałami ale nie wiem jak długo powinna trwac ta medytacja żeby cos dała. robiłam 5 minut i nie czułam specjalnej różnicy. czy to w ogóle ma sens przy krótszych rytuałach?
Wtrącę się bo mam inne zdanie niż większość tutaj. Medytacja i magia to systemy które działają na zupełnie innych zasadach i łączenie ich na siłę może dawać gorsze efekty niż robienie każdego z nich osobno. Medytacja polega na odpuszczeniu i braku intencji, magia na intencji i woli. To jest fundamentalna sprzeczność. Czytałem o tym i większość tradycji magicznych nie zaleca medytacji jako przygotowania - zaleca np. banishing, oczyszczenie przestrzeni, wizualizację, ale nie medytację w buddyjskim sensie.
Ta uwaga Pentaklisty o 'estetycznej otoczce' to jest coś o czym warto porozmawiać, bo to jest realne zjawisko. Widziałam osoby, które kupują świece, kamienie, kadzidła, robią ładne zdjęcia do sieci, mówią że 'pracują z energią' ale kiedy zapytasz je o konkretne założenia tego co robią, nie mają odpowiedzi. Ale z drugiej strony nie jestem przekonana czy to problem mieszania medytacji z magią, czy raczej ogólna powierzchowność. Możesz robić medytację głęboko i magię głęboko i je łączyć - możesz też robić jedno i drugie płytko. Mieszanie samo w sobie nie jest winna.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może z boku tematu ale dla mnie ważne. Jeśli chodzi o praktyczne łączenie - czy ktoś z was robił coś rytualnego w miejscach publicznych? Pytam bo widzę czasem w necie że ludzie robią jakieś małe rytuały gdzieś w terenie, przy drzewach, na polach. Jak to w ogóle wygląda w praktyce? Sama medytacja w parku to jedno, ale jakiś rytuał to inna sprawa - czy nie przyciąga uwagi, czy jest jakiś sposób żeby to robić dyskretnie?
A właśnie - wychodzi mi przy tej rozmowie pytanie którego nie zadałam wcześniej. To połączenie medytacji z magią - rozumiecie to jako przygotowanie (medytacja przed rytuałem), czy jako jednoczesne robienie obu rzeczy? Bo to są chyba dwa różne tematy i mieszacie tu trochę jedno z drugim.
To pytanie o jednoczesność jest dobre, bo faktycznie to jest coś co trzeba poczuć żeby zrozumieć, nie da się tego do końca opisać słowami. W tradycjach tantrycznych - i nie mówię tu o tym co rozumiemy przez tantrę w kulturze popularnej - rytuał jest medytacją w ruchu. Każdy gest, każda sylaba mantry, ustawienie ciała, sposób patrzenia na symbol, to wszystko jest jednocześnie skupieniem i działaniem. Nie ma momentu gdzie kończysz siedzieć cicho i zaczynasz robić rytuał. Jedno przechodzi w drugie.
Przepraszam że wracam do swojego pytania o miejsca publiczne bo nie dostałam pełnej odpowiedzi. Jadeitka powiedziała o minimalizmie, ok, ale jak to wygląda z tą medytacją? Jeśli chcę przed rytuałem się skupić a jestem np. w parku i ktoś obok gra na głośniku... to co wtedy? Czy w ogóle ma sens próbować?
A mnie zastanawia coś innego przy tym wątku o publicznych miejscach. Jadeitka pisała o minimalizmie i dyskrecji, ok, ale czy nie jest tak że samo bycie 'niewidocznym' zmienia charakter rytuału? Tzn. rytuał robiony z pełną swobodą we własnym domu a rytuał robiony półukrytym gestem w parku - to chyba inne doświadczenia?
No ale zaraz, bo to co Henia mówi to brzmi pięknie, ale trochę relatywizuje różnicę. Ceremonialny rytuał ma konkretną funkcję przestrzenną - wyznaczenie kręgu, praca z kierunkami, fizyczne symbole. W miejscu publicznym nie możesz tego zrobić w sensowny sposób. To nie jest kwestia intymności czy estetyki, to jest kwestia tego czy w ogóle wykonujesz ten sam rytuał czy tylko jego namiastkę.
Pentaklista porusza coś ważnego, ale zawęża to do jednego modelu. Krąg w tradycji Złotego Świtu czy w Wicca jest bardzo konkretną konstrukcją, tak. Ale są systemy gdzie 'krąg' jest tworzony intencją i oddechem, nie kredą na podłodze. Wewnętrzna praca z przestrzenią sakralną to oddzielna umiejętność i można ją rozwijać niezależnie od zewnętrznych rekwizytów.
okej to mam pytanie bo nie rozumiem. piszecie o wewnętrznym kręgu, ale jak ktoś dopiero zaczyna i nie czuje tego wewnętrznego nic, to jak ma to ćwiczyć? bo mi sie wydaje ze na poczatku trzeba miec te zewnetrzne rzeczy zeby w ogole wiedziec do czego dazy?
Przepraszam że wchodzę w środek, ale to co Tarotia napisała to moje dokładne pytanie. Ja jak zaczynam coś praktykować bez fizycznych punktów odniesienia to po prostu siedzę i myślę o zakupach. Skąd wiadomo że się jest w 'środku' a nie tylko siedzi?
Ja mogę powiedzieć z własnego doświadczenia bo zaczynałam od liczenia oddechów i kompletnie mi nie szło. Zaczęłam używać bardzo krótkiej frazy którą powtarzałam w myślach i to było dużo łatwiejsze. Nie wiem czy to jest 'prawidłowe' ale działa na mnie.
No i wyszło to co mówiłem wcześniej. Jeśli to jest praca z umysłem a nie z czymś zewnętrznym, to jesteśmy z powrotem przy pytaniu o różnicę między medytacją a magią. I nie słyszałem jeszcze tutaj odpowiedzi która by mnie przekonała że ta granica istnieje jako coś sensownego.
No i mamy to. Pentaklista właśnie sformułował to co kręci się w tym wątku od dłuższego czasu - czy magia i medytacja to dwie różne rzeczy, czy może to rozróżnienie jest konwencjonalne. Ja bym się jednak nie zgodził że 'nie słyszałeś odpowiedzi'. Izoldka dała całkiem konkretny przykład tybetańskiego systemu wizualizacyjnego gdzie jedno i drugie jest tym samym procesem. Pytanie brzmi czy ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje dlatego że wymagałaby od Ciebie przyjęcia pewnych założeń dotyczących tego co robisz kiedy pracujesz z symbolem.
Ale czy 'intencja wywołania zmiany na zewnątrz' to nie jest po prostu... działanie? Jak się modlę o coś dla kogoś innego, to też chcę zmiany na zewnątrz. To modlitwa jest magią?
okej ale to mi calkowicie nie pomaga jak mam medytować przed rytuałem bo nie wiem gdzie kończy sie medytacja i zaczyna rytuał, i teraz Izoldka mówi ze to jest w ogóle to samo. jak mam w takim razie ćwiczyć?
Jadeitka, to 'przejście' o którym piszesz - jak długo u Ciebie trwa? Bo ja zawsze miałam wrażenie że albo muszę medytować pół godziny żeby cokolwiek poczuć, albo w ogóle. I to mnie blokowało przed w ogóle zaczynaniem.
A skoro wróciłyśmy do miejsc publicznych - pytałam wcześniej o dźwięki i dostałam odpowiedź że można je włączyć w medytację. Ale czy ktoś próbował w ogóle robić jakikolwiek rytuał w miejscu gdzie ktoś Cię zna i mógłby to zobaczyć? Bo park z obcymi to jedno, ale wyobraź sobie że wychodzi sąsiadka.
Dobra ale wracając do meritum - bo tu się kłócicie o filozofię - magia i medytacja razem to po prostu daje lepsze wyniki czy nie? Bo o to chyba chodziło w tym wątku na początku? Ktoś próbował porównać jak działa rytuał bez przygotowania i z medytacją przed?
To co Ildefons pyta jest właściwie pytaniem empirycznym i nie dlatego że jest naiwne - ma rację że filozofia musi gdzieś mieć punkt styku z praktyką. Tylko problem jest taki że 'namacalny efekt rytuału' jest trudny do oddzielenia od działań które podejmujesz równocześnie w świecie fizycznym. Nie wiem czy ktokolwiek siedział i robił rytuał bez żadnych działań towarzyszących i czekał co się stanie. Bo tak to nie działa chyba w żadnej tradycji.
