Właśnie, i tu jest coś o czym rzadko się mówi. W dużej części tradycji magicznych jest założenie że działanie bez zgody kogoś ma swój koszt dla tego kto działa. Nie wiem czy to prawda, ale jest to przynajmniej wewnętrznie spójny system, który sam ogranicza pewne działania.
To mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Czy te 'mechanizmy ochronne' które wymienia Azalia to jest autentyczna część tradycji, czy to jest coś dodanego później żeby system był do zaakceptowania przez współczesnych ludzi? Bo w starszych tekstach ludowych nie zawsze to widzę tak jasno.
wracajac do tematu bo troche odplynelismy. czy ktos tutaj faktycznie praktykuje gotowanie z intencja dla kogos innego i ma jakies obserwacje? nie teorie tylko cos co sam/sama sprawdzal/a. bo rozmawiamy o tym jakby to bylo akademickie a moze ktos ma cos konkretnego.
Nie powiedziała wprost że to przez zupę, ale miałam wrażenie że coś się zmieniło. Tyle że jak to zweryfikować? Mogło być tysiąc innych rzeczy. Dlatego nie wiem co z tym doświadczeniem zrobić.
To jest pytanie o model. Jeśli przyjmiesz że intencja zmienia stan energetyczny jedzenia i to przenosi się na osobę która je, to masz jeden mechanizm. Jeśli przyjmiesz że zmienia tylko ciebie i twoje zachowanie wobec tej osoby, to masz drugi. Oba mogą prowadzić do tego samego efektu zewnętrznego, tylko z zupełnie innej przyczyny.
Wracam tu bo ta rozmowa z Celestynką mnie zatrzymała. Pytanie Mandragory jest dla mnie ważne, bo sama je mam. Ale chcę wrócić do czegoś co mówiłam wcześniej, bo myślę że nie powiedziałam tego wyraźnie. Gotowanie z intencją dla siebie a gotowanie z intencją dla kogoś to są moim zdaniem dwie różne praktyki. I ta druga ma swoje konsekwencje niezależnie od tego czy działa. Bo samo nastawienie że możesz coś zrobić komuś przez jedzenie zmienia twój stosunek do tej osoby.
To co mówi Turkusowa jest dla mnie najciekawsze w tym wątku. Bo jeśli wierzę że mogę wpłynąć na kogoś przez jedzenie, to ta wiara już coś robi ze mną, z moją relacją z tą osobą. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale wydaje mi się że to jest niedoceniany efekt tych praktyk.
Lubomir pisze o czymś co mnie od dawna siedzi w głowie. Ale nie wiem czy to jest argument przeciwko praktyce, czy po prostu opis tego jak może być używana. Bo łopata też może być użyta dobrze albo źle.
mam pytanie bo troche sie zgubiłam. czy w hoodoo jak ktos gotuje z intencja dla kogos to jest zawsze cos negatywnego czy tez moze byc na dobry cel? bo mam wrazenie ze czasem mowimy o tym jakby to bylo zawsze manipulacja
Okej ale skoro Zenek mówi że mama gotująca dla dziecka to inny kontekst, to gdzie dokładnie jest granica? Bo intencja 'chcę żeby mój dziecko wyzdrowiało' versus 'chcę żeby ta osoba zrobiła co chcę' to jest chyba sprawa stopnia, nie rodzaju.
Halka zadaje pytanie które chyba jest kluczowe dla całego tematu. Bo jeśli każda relacja ma w sobie ten element 'chcę żebyś był dobrze, bo wtedy nam jest dobrze', to praktycznie każde gotowanie z intencją dla kogoś bliskiego jest gdzieś na tej skali. I nie wiem gdzie stawiać granicę.
Celestynka, ja to rozumiem inaczej. Myślę że granica jest w tym czy osoba dla której gotujesz mogłaby wyrazić zgodę na tę intencję gdyby ją znała. Gotowanie z myślą 'chcę żebyś był zdrowy' to coś na co większość ludzi by kiwnęła głową. Gotowanie z myślą 'chcę żebyś zmienił zdanie w tej sprawie' to już inna historia.
To jest ciekawy test. Ale co z sytuacjami gdzie ktoś gotuje z intencją 'chcę żeby ta osoba odeszła z życia kogoś bliskiego mi'. Bo tu jest cel wobec osoby trzeciej, nie wobec tej która je. I to by pasowało do tematu który Turkusowa wcześniej otwierała.
kachna dotknela tego co jest chyba wlasciwy temat. bo mozna sobie rozmawiać o zupie dla chorego dziecka ale co z sytuacja kiedy ktos chce wplynac na cala trojke w relacji przez gotowanie. to jest zupelnie inna kategoria i zastanawiam sie czy ktos tu ma jakies przemyslenia z tradycji nie z wlasnej glowy
no wiec wracajac do tego co napisalam, bo chyba nie bylo jasne. mnie chodzi o konkretna sytuacje gdzie osoba gotuje nie dla pary tylko wlasnie dla tej trzeciej osoby zeby odeszla. i pytam czy ktos to robil bo to brzmi inaczej niz gotowanie dla kogos bliskiego z dobra mysl
Drozdzia, ale jak miałoby to działać technicznie? Bo gotowanie dla dziecka żeby wyzdrowiało to rozumiem, ale jak masz ugotować coś dla osoby której nie masz w domu i pewnie nigdy nie ugościsz?
Ale moment, bo to co mówi Zenek zmienia dla mnie temat. Drozdzia pyta o konkretną sytuację, a my weszliśmy w dyskusję o mechanizmach. Mnie bardziej interesuje co Drozdzia właściwie ma na myśli przez 'odejście'. Bo to może znaczyć bardzo różne rzeczy i od tego zależy chyba cały etyczny wymiar tej rozmowy.
no wlasnie o to chodzi ze ktos bliski jest w trojkacie i ta osoba trzecia jest toksyczna i chodzi o to zeby wypchnac ja z sytuacji. nie o skrzywdzenie, o odejscie z tego ukladu
bronislawa ma racje ale zastanawiam sie czy to rozni sie od modlitwy. jak ktos modli sie zeby ktos odszedl z czyiegos zycia, to tez dziala na wole tamtej osoby bez jej zgody. i nie slyszalam zeby to bylo powszechnie uwazane za nieetyczne
to jest ciekawe co mówi Azalia, ale mam wrażenie że w praktyce nikt kto modli się o odejście kogoś toksycznego nie myśli w kategorii 'i tak Bóg zdecyduje'. Myśli 'proszę żeby ta osoba odeszła' i liczy na efekt. Różnica jest bardziej teologiczna niż psychologiczna.
Mnie tu bardziej interesuje co konkretnie można zrobić w tej sytuacji z trójkątem. Bo rozmawiamy ogólnikowo a Drozdzia pytała o coś konkretnego. Czy jest jakaś praktyka w magii kuchennej która do tego służy?
celestynka trafnie zauwazyla. bo ta bliska osoba sama nie wie ze jest w takiej sytuacji, czyli jest oszukiwana przez te trzecia osobe. wiec intencja nie jest wbrew jej woli tylko wbrew woli tej ktora manipuluje
To zmienia kontekst i rozumiem Drozdzia. Ale mam pytanie, bo to ważne, skąd ta bliska osoba wie że jest manipulowana a nie po prostu ocenia sytuację z zewnątrz? Bo widziałam już kilka takich sytuacji gdzie ktoś był przekonany że osoba trzecia manipuluje, a w rzeczywistości po prostu była nielubiania.
Turkusowa dotknęła czegoś co mi siedzi w tej rozmowie od początku. Mam notatki z kilku przypadków gdzie intencja była formulowana jako 'chronię kogoś przed złą osobą', a po czasie wychodziło że chodziło o własne interesy. Nie mówię że tak jest tu, ale ten mechanizm jest powszechny i warto być wobec siebie szczerym zanim cokolwiek się zrobi.
zenek mowisz ze masz notatki z takich przypadkow to ciekawe, ale skad wiesz ze efekt ktory nastapil byl zwiazany z rytuałem a nie po prostu ze sytuacja sie rozwiazala sama? bo to chyba ten sam problem o ktorym mowiliscie wczesniej z tym gotowaniem
Zenek napisał że po czasie widział że jego przekonanie o słuszności było błędne. To jest chyba najuczciwsza rzecz w tej rozmowie. Bo wszyscy mówimy o intencji jakby była czymś stałym i przejrzystym, a ona się zmienia w zależności od tego skąd patrzysz i kiedy.
zadalam sobie to pytanie wielokrotnie i rozumiem skad pochodzi sceptycyzm. nie bede tu opisywac calej sytuacji bo to nie jest poradnia ale mam powody zeby uwazac ze tak jest. chodzi mi bardziej o sama mozliwosc, czy cos takiego w magii kuchennej w ogole istnieje i jak dziala mechanizm
