Zaczęłam ostatnio myśleć o czymś, co mi się powtarza przy różnych rytuałach i nie wiem, czy ktoś jeszcze to zauważył. Chodzi o to, że ten sam rytuał wykonany w różnym czasie dnia daje zupełnie inne efekty, i to nie zawsze w sensie astrologicznym, bo nie mam tu na myśli godzin planetarnych ani faz księżyca. Bardziej zastanawia mnie to, co się dzieje na poziomie psychicznym. Wieczorem jestem w innym stanie skupienia niż rano, mam inne skojarzenia z tymi samymi symbolami, inaczej wizualizuję. I mam wrażenie, że to właśnie to, a nie jakaś zewnętrzna siła, zmienia efekt. Ostatnio robiłam coś, co robiłam już wiele razy wcześniej, i po raz pierwszy poczułam, że coś poszło nie tak, że intencja gdzieś się wypacza w trakcie. I potem długo siedziałam i próbowałam rozgryźć, co inaczej. Jedyna różnica była taka, że zamiast wieczoru zrobiłam to rano, zaraz po wstaniu. Czy ktoś miał coś podobnego?
To jest bardzo ciekawy trop. Przy runach też mam takie obserwacje, że rzuty rano, kiedy jeszcze nie do końca wyszłam z tego półsennego stanu, wychodzą jakościowo inaczej. Nie mówię, że gorzej, ale inaczej. Mam wrażenie, że interpretacje, które mi przychodzą wtedy do głowy, są jakieś... surowsze? Bardziej dosłowne. Wieczorem jestem bardziej skłonna do głębszych, wielowarstwowych odczytań. Ale żeby rytuał poszedł w złym kierunku przez samą porę? Zastanawia mnie, co rozumiesz przez 'wypaczenie intencji'. Bo to może być kilka różnych rzeczy.
To co piszesz o tym półsennym stanie mi coś przypomina. Numerolodzy, z którymi rozmawiałam, mówią o godzinach przejściowych, tuż po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem, jako o momentach, kiedy filtr racjonalny jest rozchwiany. I to zwykle jest podawane jako zaleta przy medytacji czy afirmacjach, bo coś łatwiej dociera. Ale może w rytuałach, gdzie intencja musi być precyzyjna, ten brak filtra to problem? Że wchodzi za dużo, nie to co chcesz?
Hej, ale moment. Czy wy mówicie teraz o tym, że rytuał nie zadziałał, czy że zadziałał odwrotnie? Bo to dwie różne sprawy. Brak efektu to jedno, ale efekt odwrócony to coś, co wymaga innego wyjaśnienia. Nie kupuję łatwo teorii o 'odwróceniu wektora', bo żeby coś szło w odwrotnym kierunku, to musiałoby być jakieś konkretne kodowanie tej odwrotności. Skąd podświadomość miałaby wiedzieć, żeby odwrócić, a nie po prostu zignorować albo spłaszczyć?
Ja nie chcę rozstrzygać, czy to 'tylko psychologia', bo uważam, że to fałszywa opozycja. Nawet jeśli mechanizm jest psychologiczny, to nie znaczy, że efekty są mniej realne. Ale wracając do pytania Tamarki o kierunek, to moje sformułowanie 'odwrócony wektor' może być złe. Raczej chodziło mi o to, że intencja nie znalazła swojego właściwego wyrazu, i to, co wyszło, było jej jakimś zniekształconym odbitym echem. Drażliwość zamiast spokoju może być efektem tego, że podświadomość odebrała bodziec w kontekście braku spokoju, bo rano miałam w sobie napięcie po złym śnie.
To co mówisz o złym śnie jest kluczowe i mam wrażenie, że dopiero teraz wchodzimy w sedno. Stan emocjonalny przed rytuałem to jedno, ale konkretna treść, z którą się budzimy, to drugie. Jeśli we śnie przeżywałaś coś związanego z napięciem, to ten nastrój emocjonalny leży bardzo blisko powierzchni świadomości. I symbol 'spokój', którego używasz w rytuałe, może zostać skojarzony ze stanem, który chcesz opuścić, czyli napięciem, a nie z docelowym stanem, do którego zmierzasz. Coś jak negatywna kotwica zamiast pozytywnej.
Ale chwila, to znaczy, że w zasadzie nigdy nie powinno się robić rytuałów rano? Czy to zależy od osoby? Bo ja na przykład rano mam więcej energii do działania i czułam, że wtedy moje afirmacje działają lepiej. Teraz jestem zdezorientowana.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Czy ten efekt, który opisuje Nefrytka, pojawił się natychmiast po rytuałe, tego samego dnia, czy narastał stopniowo? Bo jeśli drażliwość pojawiła się od razu, to może to nie był efekt rytuału, tylko po prostu nastrój po złym śnie. Rytuał mógł nie mieć tu nic do rzeczy.
A czy to nie jest tak, że jak robimy rytuał w złym stanie, to on po prostu 'odbiera' tę energię ze stanu, w którym jesteśmy, a nie z intencji? Czytałam gdzieś, że rytuał jest jak zwierciadło, i wzmacnia to, co jest dominujące, niekoniecznie to, co chcemy osiągnąć.
Słuchajcie, moim zdaniem w ogóle nie chodzi o porę dnia, tylko o to, czy przed rytuałem jest odpowiednie oczyszczenie przestrzeni i siebie. Jak nie ma oczyszczenia, to wszystko inne jest drugorzędne. Można robić o każdej porze, byle z czystą energią.
Mam mieszane uczucia co do szałwii jako panaceum, ale to osobna dyskusja. Wracając do wątku, myślę, że to co Fiolkowa powiedziała o 'kotwicy' jest najciekawszym tropem. Bo jeśli podświadomość działa skojarzeniowo, to symbol użyty w rytuałe nie jest neutralny, ma całą historię skojarzeń. I jeśli rano masz przy sobie silne skojarzenie negatywne, to rytuał trafia w sieć, do której nie chciałeś trafić. Zastanawiam się, czy da się to w jakiś sposób zresetować albo sprawdzić przed rytuałem.
Właśnie o to chodzi i myślę, że odpowiedź nie jest prosta. Techniki kotwiczenia z NLP dają tu ciekawą perspektywę, bo tam się mówi o tym, żeby świadomie sprawdzać, jaki nastrój masz w momencie wykonywania czegoś, co ma zakodować nowy stan. Przeniesione na rytuał to by oznaczało, że przed każdym rytuałem powinieneś zrobić coś w rodzaju emocjonalnego sprawdzenia siebie, nie po to, żeby wyczyścić, ale żeby świadomie wiedzieć, co wnoszysz do przestrzeni. I ewentualnie zdecydować, czy to jest dobry moment, czy lepiej przełożyć.
Dobra, ale wracam do tego co powiedziała Fiolkowa o NLP i kotwiczeniu, bo mnie to zatrzymało. Czyli rozumiem to tak: jeśli przed rytuałem masz wyraźny, specyficzny nastrój, to ten nastrój 'zapisuje się' do symbolu? I potem symbol niesie ze sobą ten nastrój, nie twoją intencję?
To znaczy, że Nefrytka miała pecha, bo użyła symbolu, który już wcześniej z czymś skojarzyła? Czy to był nowy symbol?
To był symbol, który znam od dawna i używałam go wielokrotnie w różnych kontekstach. Więc jeśli logika kotwicy jest trafna, to mam tam całą warstwową historię. I teraz nie wiem, czy ta drażliwość to był sygnał, że podświadomość po prostu wyciągnęła najsilniejsze skojarzenie, zamiast realizować intencję. Albo że wyciągnęła coś konkretnego z tej historii, coś, co musiało wyjść.
Tu się pojawia pytanie, które mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie w kontekście runicznych praktyk: czy każde 'złe' działanie rytuału to błąd, czy część z nich to celowe, chociaż nieświadome, uruchomienie procesu oczyszczenia? Bo jeśli symbol ma bogatą historię skojarzeń, to rytuał z nim może stać się czymś w rodzaju katalogu, który wyrzuca na powierzchnię to, co było zakopane.
Słuchajcie, ale ja chcę wrócić do kwestii pory, bo mam wrażenie, że trochę uciekliśmy od tego. Nefrytka opisała konkretną sytuację: rano, po złym śnie. I cały czas krążymy wokół nastroju, symboliki, NLP, a ja nadal nie mam jasności, czy pora dnia ma tu samodzielne znaczenie, poza nastrojem. Czyli czy rano samo w sobie coś zmienia, niezależnie od tego, jak się czujesz?
Michasia, to jest dokładnie to, co chcę zrozumieć. Bo z jednej strony słyszę, że problem był w nastroju po złym śnie. Ale z drugiej, wyobraź sobie, że budzę się po świetnym śnie, czuję się wyśmienicie, ale nadal jestem w tym biologicznym półśnie, kiedy filtr racjonalny jest osłabiony. Czy wtedy rytuał też by działał inaczej niż wieczorem przy pełnej przytomności?
Moim zdaniem tak, i to akurat ma solidne podstawy w tym, jak działa hipnoza. Stan zaraz po przebudzeniu jest podobny do lekkiego transu i sugestie wchodzą głębiej. Więc intencja rytuału może działać mocniej, ale też wszystko inne, co masz w głowie, wchodzi głębiej.
To jest ciekawy wątek, bo w tradycjach wedyjskich jest coś takiego jak Brahma muhurta, godzina około półtorej przed wschodem słońca, uznawana za wyjątkowo dobry czas na medytację i praktyki właśnie dlatego, że umysł jest wtedy spokojny i oderwany od dziennych skojarzeń. Ale to zakłada, że jesteś już po spokojnym śnie i wstajesz do praktyki celowo, nie że się budzisz z koszmaru i impulsywnie działasz.
A czy Nefrytka pamięta, o której godzinie był ten rytuał? Czy to było tuż po przebudzeniu, czy już po jakimś czasie od wstania?
Było gdzieś między pół godziny a godziną po przebudzeniu. Nie byłam już w tym sennym niedoczasie, ale nie byłam też w pełni w codziennym rytmie. I myślę, że właśnie ten moment był specyficzny. Nie śpiąca, ale jeszcze nieugruntowana. Jakiś czas temu czytałam o tym, że Japonczycy mają pojęcie 'ma', takiej przerwy między stanami, i zastanawiam się, czy nie wykonałam rytuału w takim 'ma', gdzie dwa stany się nachodzą i żaden nie dominuje.
To jest ciekawe, bo w numerologii i w snach też mówi się o momentach progowych, przejściach. I zazwyczaj nie traktuje się ich jako dobrych momentów na decyzje, ale na obserwację, na to, co samo wychodzi. Rytuał z precyzyjną intencją w momencie przejścia to trochę jak próba sterowania łódką w wir.
Dobra, ale skoro to było przejście i 'ma', to może drażliwość, która potem nastąpiła, była dokładnie tym, co było w tym 'ma', a nie efektem rytuału jako takiego? Coś, co i tak by wyszło, bo było w tym progu, a rytuał tylko dał temu kanał?
To jest chyba najostrzejsze pytanie w tym wątku i ja nie mam na nie gotowej odpowiedzi. Ale myślę, że intencja i stan emocjonalny nie rywalizują zero-jedynkowo. Możliwe, że intencja była obecna, ale materiał, który 'wyszedł', musiał przejść przez powierzchnię, zanim intencja mogła zadziałać. Coś jak korek wyciągnięty z butelki, zanim wleje się nową zawartość.
To, co napisała Wioletka, brzmi dla mnie przekonująco, ale zostawia mnie z kolejnym pytaniem. Jeśli intencja i materiał emocjonalny nie są w konflikcie zero-jedynkowym, tylko działają równocześnie jak dwa sygnały, to czy w ogóle możemy mówić o kontroli nad tym, co 'wyjdzie'? Bo wygląda na to, że w momencie progu, kiedy filtr jest obniżony, rytuał nie uruchamia tylko tego, czego chcemy. Uruchamia to, co akurat leży na powierzchni. A my możemy nie wiedzieć, co akurat tam leży.
No i właśnie to jest sedno. Bo jeśli tak jest, to całe planowanie pory dnia, nastrojenia się, dobierania symboli, to nie jest żadna gwarancja, tylko zmniejszanie ryzyka. Nigdy nie wiesz, co akurat tego dnia ma 'leżeć na powierzchni'. I teraz ciekawe: czy w takim razie rytuały w momencie progu mają sens robić w ogóle, czy lepiej odpuścić na rzecz bardziej przewidywalnych warunków?
