To jest o dziwo coś co rozumiem, bo w normalnych rozmowach też tak jest. Jak ktoś mówi o emocjach a ty odpowiadasz racjonalnymi argumentami to jest właśnie taka przepaść poziomów. Ale mam pytanie praktyczne, wracając do tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - czy ta cała dyskusja o komunikacji i doświadczeniu nie sugeruje przypadkiem że reguły magii są nieodróżnialne od reguł psychologii? Bo nie rozumiem gdzie jest granica.
Ale to nie odpowiada na pytanie. Czy reguły magii i reguły psychologii to jest to samo, tylko różne słowa? Jeśli tak, to po co ten cały system z symbolami, świeczkami, porami roku, bo psychologia tego nie potrzebuje i też działa.
Ok, to mi faktycznie coś wyjaśnia. Czyli możemy powiedzieć że rytuał to jest taki wielokanałowy przekaz do siebie? Trochę jak te techniki coachingowe gdzie łączysz ruch ciała z przekonaniem żeby go zapamiętać mocniej?
To jest ciekawe rozróżnienie. Czyli rytuał może być procesem bez z góry ustalonego wyniku, bardziej jak eksperyment niż jak protokół. Ale wtedy jak oceniasz czy działał czy nie? Po czym poznajesz że coś się zmieniło jeśli nie miałaś kryterium na początku?
To jest pytanie które moim zdaniem dotyka sedna całego tego wątku. Bo właśnie o to chodzi, reguły magii mogą być regułami procesu, a nie regułami wyniku. I wtedy oceniasz nie co dostałaś, tylko czy proces był przeprowadzony uczciwie wobec siebie. Czy byłaś obecna, czy intencja była jasna, czy po fakcie coś w tobie się poruszyło, nawet jeśli nie to co planowałaś.
I wiesz co, to jest ten punkt w którym wracam do pytania z tytułu tego wątku. Czy magia pracuje inaczej dla każdego i czy to znaczy że nie ma reguł. Myślę że odpowiedź brzmi tak i nie jednocześnie. Reguły są, ale są to reguły procesu, nie efektu. I przez to wyglądają jakby ich nie było, bo ludzie szukają reguł efektu.
Ok, ale mam problem z tym rozróżnieniem reguły procesu versus reguły efektu. W praktyce jak to wygląda? Bo jeśli ktoś robi rytuał i nic się nie zmienia nawet w jego myśleniu, to czy to znaczy że proces był nieuczciwy, czy że magia po prostu nie zadziałała, czy że te dwie rzeczy to jest to samo?
Drozdzia, rozumiem ten zarzut, ale myślę że trochę upraszczasz. Nie chodzi o to że każdy rytuał daje efekt bo zawsze coś się zmienia. Chodzi o to że ocenianie przez pryzmat zewnętrznego wyniku jest po prostu nieadekwatne do tego co rytuał robi. To tak jakbyś oceniała sen po tym czy śniłaś o tym co chciałaś śnić.
To mi teraz otwiera inne pytanie. Jeśli reguły są procesowe, to czy są jakieś reguły które działają niezależnie od osoby, czy to jest coś co każdy wypracowuje sam? Bo jeśli każdy ma inne reguły procesu, to wracamy do punktu wyjścia tego wątku.
I właśnie to jest to, co mnie od początku kręci w tym wątku. Helenka mówi o skupieniu i intencji jakby to były reguły magii, a jednocześnie sama przyznaje że może to być po prostu reguła każdego działania wymagającego uwagi. I to nie jest problem, bo może magia to jest właśnie praktyka tego. Ale wtedy pytanie o reguły staje się pytaniem o to co robimy z uwagą.
to jest punkt w którym mnie trochę zatrzymujesz. Bo z jednej strony zgadzam się, ale z drugiej rytuały mają też strukturę która robi coś niezależnie od uwagi. Mam na myśli to że powtarzalność, pora, konkretny zestaw działań, tworzy coś w ciele i w nawyku percepcji zanim jeszcze zaangażujesz świadomą uwagę. Jak to wpisujesz w ten schemat?
To jest coś co chcę doprecyzować. Wrzosianka mówi o strukturze rytuału jako o czymś działającym niezależnie od uwagi. Czy masz na myśli że samo powtarzanie gestu coś zmienia, czy że struktura przygotowuje przestrzeń dla uwagi kiedy ona już przyjdzie?
Okej to zaczynam rozumieć. Czyli na początku uwaga tworzy rytuał, a z czasem rytuał przywołuje uwagę? To ma sens nawet bez żadnego mistycznego tła.
Drozdzia, tak, i to właśnie jest miejsce gdzie widzę że rozmowy o magii i rozmowy o psychologii ciągle się spotykają. Tylko że magia dodaje do tego warstwę symboliczną która dla niektórych osób jest tym co sprawia że uwaga jest pełna, a nie tylko techniczna. Bez symbolu niektórzy nigdy nie wchodzą naprawdę głęboko, bo sam gest bez znaczenia to dla nich za mało.
Tu się trochę nie zgadzam. Symbol w magii nie jest tylko dźwignią uwagi, ma też funkcję przywoływania czegoś co jest poza tą konkretną osobą. Przynajmniej tak to rozumie większość tradycji. Piszesz o tym jakby to był wyłącznie mechanizm wewnętrzny, a to nie jest oczywiste.
To jest coś co nigdy nie było dla mnie oczywiste. Że z symbolem można mieć relację. Jak to w ogóle wygląda? Pytam serio, bo u mnie to zawsze było albo podążam za instrukcją, albo nic nie czuję.
To jest pytanie które moim zdaniem pokazuje dlaczego magia pracuje inaczej dla każdego i jednocześnie ma reguły. Relacja z symbolem nie wygląda tak samo u wszystkich, bo symbole mają różny ładunek zależnie od historii osoby, kultury, skojarzeń. Ale to że relacja jest potrzebna, to jest reguła. Jak ją zbudować, to już jest indywidualne.
I tutaj wracamy do tytułu wątku, ale z innym zrozumieniem. Magia pracuje inaczej dla każdego nie dlatego że nie ma reguł, tylko dlatego że reguły opisują strukturę której wypełnienie jest nieuchronnie osobiste. To jest jak reguła że muzyk musi słyszeć to co gra. Tak samo dla każdego, ale słyszenie jest każdego własne.
Wrzosianka, to porównanie z muzykiem jest w sumie najlepsze co padło w tym wątku. Reguła brzmi tak samo dla wszystkich, ale żeby ją spełnić musisz wnieść siebie. Zastanawiam się tylko czy to nie zamyka dyskusji trochę za szybko, bo zostaje pytanie kto ustala że ta reguła w ogóle obowiązuje. Że trzeba słyszeć co grasz. Dlaczego nie można grać 'technicznie poprawnie' i żeby to wystarczyło?
Chcę wrócić do tego co Iwetka01 mówiła o relacji z symbolem, bo to mnie wciąż kręci. Mówiłaś że relacja jest konieczna, ale jak to się ma do kogoś kto zaczyna i nie ma żadnej historii z danym symbolem? Czy ta relacja musi być zbudowana przez czas, czy można ją skrócić?
A co to znaczy traktować symbol jak dekorację? Pytam bo mam wrażenie że u mnie to jest właśnie ten problem, tylko nie potrafię go nazwać inaczej.
Zastanawiam się nad tym 'patrzysz przez co'. U mnie to chyba nigdy tak nie działało, albo raczej nie wiedziałam że tak ma działać. Zawsze byłam skupiona na samym symbolu jako obiekcie. Może dlatego nic z tego nie wychodziło tak jak chciałam.
I tu jest właśnie ta warstwa którą pomijamy kiedy rozmawiamy tylko o procesie wewnętrznym. Symbol niesie ze sobą historię, często kilka warstw historii, i ta historia jest czymś co osoba wnosi do pracy razem z własnym ładunkiem. To nie jest tylko projekcja. Wracając do tytułu wątku: to jest kolejne miejsce gdzie reguły są, ale ich działanie jest zawsze wypadkową dwóch rzeczy.
Czyli symbol ma coś własnego, ale to własne aktywuje się przez spotkanie z konkretną osobą? To trochę jak reaktywność chemiczna, substancja ma właściwości, ale żeby coś zaszło potrzebuje kontaktu z czymś odpowiednim.
Właśnie to mi się w tym wątku podoba, że wyszłyśmy od pytania czy magia ma reguły i powoli dochodzimy do tego że reguły są, tylko opisują coś bardziej złożonego niż 'zrób X żeby uzyskać Y'. To jest chyba uczciwa odpowiedź na tytuł wątku, nie?
Zgadzam się, ale chcę dodać jedną rzecz bo mi chodzi po głowie od początku tej dyskusji. Mówimy o regułach procesu, o strukturze, o symbolu i osobie, i to wszystko jest spójne. Ale jest jeszcze pytanie które padło wcześniej i zostało trochę z boku: czy te reguły ktoś odkrywa czy ktoś ustanawia? Bo jeśli odkrywa, to są obiektywne. Jeśli ustanawia, to są umową. I to nie jest to samo, nawet jeśli praktyka wygląda identycznie.
Wracam do pytania Iwetka01 bo mnie ono naprawdę nie puszcza. Czy te reguły są poznawalne? Bo mam wrażenie że przez całą rozmowę zakładamy że tak, że jeśli wystarczająco dobrze opiszemy te warunki, to coś z tego wyjdzie. Ale może to jest właśnie złudzenie systematyzacji? Że opisujemy post factum coś co nie ma struktury?
