Ale skąd wiadomo gdzie kończy się ta warstwa techniczna a zaczyna ta percepcyjna? Przy konkretnym rytuale jak to rozgraniczyć? Pytam serio, bo jak próbuję to zrobić w praktyce to mi się miesza.
Czyli to co nieopisywalne jest automatycznie zaliczane do warstwy percepcyjnej? Bo to trochę wygodna definicja. Jeśli coś nie działa to mówimy że brakuje tej wewnętrznej warstwy, a jak działa to mówimy że technika była dobra. Nie ma jak tego obalić.
Masz rację że to ryzyko. Ale zauważ że ten sam zarzut można postawić wielu systemom które działają z elementem ludzkim w środku. Psychoterapia też ma techniki i ma to nieopisywalne coś między terapeutą a pacjentem, i też trudno rozdzielić co robi które. I jakoś nikt nie mówi że to czyni ją bezużyteczną.
Tylko że sami wcześniej mówiliśmy że nie ma wspólnej metodologii między praktykami. Helenka proponuje metodologię dla jednego praktyka, ale nadal nie wiadomo czy jej wyniki są porównywalne z wynikami kogoś innego.
I może to jest właśnie clue całej tej rozmowy. Może magia ma dwie warstwy reguł: jedne które są intersubiektywne i można je porównywać między ludźmi, i drugie które są czysto prywatne. I pytanie z tytułu zakłada że muszą być albo jedne albo drugie, a mogą być obie naraz.
Właśnie sobie o tym myślałam. Że podobne rytuały przejścia są w wielu tradycjach bez kontaktu między nimi. Izolacja, próba, powrót. To chyba nie przypadek.
To jest coś co mnie w tej rozmowie najbardziej uderza. Że tylu rzeczy nie trzeba rozstrzygać żeby pracować. A ja cały czas myślałam że muszę najpierw wiedzieć jak to naprawdę działa.
To co Drozdzia napisała jest dla mnie ważne, bo sama przez to przechodziłam. Ten moment kiedy zdajesz sobie sprawę że pewność nie jest warunkiem koniecznym do działania to jest chyba jeden z tych progów o których mówiłaś. Tylko że jak go przejdziesz to pojawia się nowe pytanie: jeśli nie pewność, to co? Na czym się oprzeć jak zaczynasz?
Na czymkolwiek co daje wystarczające poczucie stabilności żeby w ogóle zacząć. Niekoniecznie na prawdzie. Widziałam ludzi którzy zaczynali od bardzo naiwnych wyobrażeń i przez praktykę sami je korygowali. I widziałam takich którzy mieli teorię dopracowaną i nigdy nic nie zrobili bo zawsze coś im nie pasowało.
Dobra, ale ja chcę wrócić do czegoś co Iwetka01 powiedziała wcześniej, bo mi to siedzi w głowie. To porównanie do psychoterapii. Tam przynajmniej mamy jakieś badania, metaanalizy, coś co mierzy skuteczność. W magii co mamy? Anegdoty i subiektywne odczucia. To nie to samo.
Chyba zależy też co kto przez magię rozumie. Jak ktoś robi rytuał żeby coś konkretnego osiągnąć, to można sprawdzić czy to wyszło. Jak ktoś robi rytuał żeby zmienić wewnętrzny stan, to mierzyć trudniej, ale da się. A jak ktoś robi rytuał żeby połączyć się z czymś większym, to nie wiem czy w ogóle ma sens pytać o wyniki.
Słuchajcie, mam pytanie może z boku tego wątku, ale mi to ważne. Skoro magia może działać przez zmianę wewnętrznego stanu, a nie przez zewnętrzne efekty, to czym to się różni od medytacji? Albo od bardzo intensywnego placebo? Serio pytam, bo nie widzę granicy.
Ale Wrzosianka, z tego co mówisz wynika że magia jest po prostu medytacją z oprawieniem. I to mnie trochę uwiera, bo jak zaczęłam pracować z runami to miałam poczucie że to coś jakościowo innego niż siedzenie z zamkniętymi oczami. Ciężko to opisać, ale było inne.
To mi przypomina coś co czytałam o pracy z Jungiem i archetypami. Że symbol nie jest tylko metaforą, że on sam robi coś w psychice zanim go zinterpretujesz. Czy o to chodzi?
No dobrze, ale wracam do pytania z tytułu wątku bo mam wrażenie że odpłynęłyśmy. Czy magia ma reguły czy nie? Bo ta rozmowa bardziej mnie przekonuje że ma strukturę, tyle że ta struktura jest zbudowana z warstw które rządzą się różnymi prawami. Nie ma jednej reguły, ale reguły są.
I chyba właśnie to 'coś pomiędzy' jest najtrudniejsze do przekazania komuś kto zaczyna. Bo jak mówisz że są reguły, to ktoś chce listę. A jak mówisz że nie ma, to ktoś myśli że może robić wszystko bez konsekwencji. To napięcie jest chyba nieuchronne.
A czy jest jakiś sposób żeby komuś, kto zaczyna, ułatwić to przejście przez to napięcie? Poza samą praktyką? Bo praktyka to okay, ale człowiek zaczyna od jakiegoś punktu i warto żeby ten punkt był sensowny.
To trochę jak z językiem. Żeby pisać niegramatycznie z sensem, trzeba najpierw znać gramatykę. Inaczej to po prostu błąd, a nie wybór.
Dobre porównanie, tylko że w języku mamy natywnych użytkowników którzy nigdy gramatyki nie uczyli a mówią poprawnie. Czy w magii jest odpowiednik czegoś takiego, kogoś kto działa sprawnie bez żadnej formalnej struktury bo to ma w sobie jakby intuicyjnie? I czy takie coś w ogóle jest wiarygodne bez przejścia przez strukturę?
Czyli rozumiem że zdaniem Wrzosianka każdy ma jakąś strukturę, tylko część ludzi ją widzi a część nie? To by znaczyło że nie ma kogoś kto naprawdę działa bez reguł, tylko są tacy co ich nie znają. Ale skąd wiadomo że te nieświadome reguły są funkcjonalne, a nie po prostu nawyki bez znaczenia?
Właściwie to co mówi Koperek73 jakoś odpowiada na pytanie z tytułu, przynajmniej dla mnie. Reguły istnieją, ale nie są zewnętrzne i narzucone, tylko wyłaniają się z praktyki. I to jest chyba powód dlaczego magia działa inaczej dla każdego i jednocześnie nie jest totalną dowolnością. Struktura się buduje, tylko nie każdy zaczyna od tego samego miejsca ani tym samym tempem. To jest trochę niekomfortowe jeśli ktoś chce gotowej mapy, ale chyba uczciwe.
