To co Teodor napisał na końcu jest dla mnie kluczowe - że miasto nie przeszkadza przez jakieś pole, tylko przez to że trudno się skupić. Bo jeśli tak, to pytanie brzmi inaczej: jak w warunkach miejskich w ogóle osiągnąć ten stan uważności, skoro bodźców jest za dużo? I czy nów akurat temu sprzyja, czy może jest wręcz trudniejszy bo nie ma tej wizualnej "kotwicy" którą daje pełnia?
Ale czy klimat jest warunkiem czy tylko ułatwieniem? Szczerze mówiąc, moje bardziej intensywne momenty w praktyce nie zawsze były w "odpowiedniej atmosferze". Raz siedziałam przy kuchennym stole, pralka chodziła obok, i coś co robiłam zadziałało lepiej niż nieraz w pełnej ciszy. Może nadmiernie idealizujemy te warunki zewnętrzne.
To co Martynka opisuje i co Janusz potwierdza - czy to nie jest właśnie ten mechanizm, o którym była mowa wcześniej? Że uważność nie jest wynikiem ciszy, tylko wynikiem zaangażowania rąk albo uwagi? Pralka nie przeszkadza bo nie rywalizuje z tym na czym się skupiasz. Ale telefon z powiadomieniami już by przeszkodził.
To wyjaśniałoby dlaczego rytuały z elementem manualnym - świece, zioła, kamienie, pisanie - sprawdzają się w warunkach miejskich lepiej niż czysta medytacja czy zaklęcia werbalne. Ręce coś robią i to samo w sobie filtruje szum otoczenia. A nów akurat pasuje do aktywności skupionych na porządkowaniu, zamykaniu, czyszczeniu - co samo w sobie jest manualne.
Moja babcia robiła właśnie takie rzeczy rękami - suszyła zioła, myła i porządkowała określone rzeczy w określonym czasie. Nie wiem czy celowo dobierała fazy księżyca, ale teraz jak o tym myślę, to pewnie tak. I nigdy nie potrzebowała "nastroju" - po prostu robiła co do niej należało.
Jest jeszcze jedna kwestia przy nowiu w mieście której nikt tu nie poruszył - zanieczyszczenie świetlne. Nie w sensie mistycznym, tylko praktycznym. Nów z definicji to brak światła księżycowego. W mieście i tak go nie ma bo jest sztuczne oświetlenie. Więc paradoksalnie nów i miasto są w jakimś sensie "kompatybilne" - obie te przestrzenie charakteryzuje ten sam rodzaj sztucznego, płaskiego światła.
Nigdy tak o tym nie myślałem. Zawsze zakładałem że miasto utrudnia, a tu wychodzi że może w pewnym sensie jest zblokowane na jednej częstotliwości. Nie wiem czy to dobrze czy źle dla praktyki, ale coś w tym jest.
No to właściwie my mieszkańcy miast powinniśmy być ekspertami od nowiu z definicji 🙂 Choć podejrzewam że to nie działa tak wprost.
I tu się moim zdaniem kryje konkretna trudność dla miejskiego praktyka - trzeba aktywnie odtwarzać tę wrażliwość, zamiast na nią po prostu liczyć. Nie możesz polegać na tym że "poczujesz" nów, bo prawdopodobnie nie poczujesz. Musisz podejść do tego z zewnątrz, przez efemerys, przez intencjonalne zaznaczenie tej daty, przez stworzenie rytuału zamiast wejścia w naturalny rytm.
To zresztą wraca do całej dyskusji o miniaturowych rytuałach i adaptacji do małej przestrzeni. Może miejski praktyk musi budować sztuczne "sygnały" - zapalenie konkretnej świecy tylko na tę noc, zapisanie daty w notatniku, cokolwiek co mówi ciału i głowie że ten moment jest inny. Nie dlatego że to magia, tylko dlatego że to jedyna dostępna droga do uważności w tym konkretnym środowisku.
Może właśnie dlatego tak wiele osób w miastach zaczyna od rytualnych świec i kryształów - nie tylko dlatego że to ładne, ale dlatego że to jedyne dostępne sposób sygnalizowania sobie samemu że ten czas jest inny. Babcia miała to automatycznie, my musimy to symulować.
Słowo "symulować" mnie trochę uwiera. Jakby to oznaczało że robimy tylko pozory. Ale jeśli efekt jest realny - uważność, skupienie, zmiana stanu - to czy to wciąż jest tylko symulacja? Albo inaczej - czy babcin rytm sezonowy też nie był pewnego rodzaju "sygnałem" który ona dawała sama sobie, tylko w innej formie?
To słowo "symulacja" mnie też uwiera, ale z innego powodu. Babcin rytm sezonowy był zakorzeniony w obserwacji - ona widziała jak księżyc się zmienia, jak rosną i więdną rośliny, i wszystko to tworzyło spójny system sygnałów. Nasze świece i kryształy to sygnały wyizolowane z tego systemu. Czy izolat działa tak samo jak część całości?
No właśnie, bo ja na przykład mam dokładnie tę sytuację. Efemerys, kilka świec, coś o fazie księżyca przeczytanego tu i ówdzie. Czy to w ogóle ma szansę zadziałać jako całość?
Wracając trochę do nowiu - bo wątek trochę odszedł - mam konkretne pytanie do tych co pracują z kamieniami. Nów podobno jest dobry do ładowania intencji, ale widziałem też opinie że to czas pełni powinien być do ładowania kamieni, a nów do oczyszczania. Ktoś ma jakieś własne doświadczenia z tym, nie teorię?
To jest właśnie problem z popularnymi materiałami o nowiu - miesza się w nich wiele tradycji bez zaznaczenia skąd co pochodzi. W tradycji grimoarowej nów to czas sprzyjający pracy z mrokiem, ukrytym, tym co ma dopiero wyjść. Pełnia to objawienie, widzialność. Z tej logiki wynika że nów pasuje do intencji które dopiero "siewasz", a pełnia do tych które chcesz wzmocnić albo ujawnić. Ale to jedna interpretacja, nie jedyna.
To mnie naprawdę zastanawia - skąd się bierze ta zgodność między intuicją ludową a strukturą astrologiczną? Czy to jest obserwacja empiryczna przekazywana przez pokolenia, czy astrologia po prostu tak dobrze opisuje coś realnego że do niezależnie dochodzą te same wnioski?
Dobra ale żeby nie odpływać za daleko - czy to ma jakieś przełożenie praktyczne na tę kwestię z tytułu wątku? Tzn. jeśli nów jest o ukrytym potencjale, to jakiego rodzaju zaklęcia albo rytuały temu odpowiadają? I czy da się to zrobić w bloku, bez żadnego dostępu do przestrzeni zewnętrznej?
Ja do tego dodałabym jeszcze coś z numerologii - data nowiu w konkretnym miesiącu ma swój numer i to może doprecyzować z czym pracujesz. Nie wiem czy to oczywiste dla wszystkich, ale nów w danej dacie ma swój wibracyjny kontekst który może albo wzmacniać albo komplikować intencję. Przy miniaturowym rytuale w bloku to jedyna warstwa "kontekstu" która jest naprawdę dostępna - data, liczba, znaczenie.
Śledziłam ten wątek od dłuższego czasu i wreszcie się wtrącę, bo to pytanie Janusza mnie zatrzymało. Numerologicznie data nowiu działa tak samo jak każda inna data - sumujesz dzień, miesiąc, rok do cyfry podstawowej. Ale co ważne, niektórzy pracują z datą astronomiczną nowiu, a inni z datą kalendarza księżycowego, i to daje różne liczby. Martynka, z której wersji Ty korzystasz?
To zestawienie numerologii z nowiem to mi się podoba jako przykład eklektyzmu który Fela pytała czy może być spójny. Działa jeśli masz klarowną własną logikę łączenia tych warstw, nie dlatego że systemy są oficjalnie kompatybilne. Sam to robię czasem z kartami - rzutek tarota przed rytuałem nie jest częścią żadnej tradycji grimoarowej, ale dla mnie tworzy kontekst który coś wnosi. To jest ta "spójność osobista", nie systemowa.
Żeby nie zostawić Janusza bez odpowiedzi - tak, redukujesz do cyfry podstawowej, ale jest jedna rzecz którą warto rozróżnić: część numerologów liczy datę jako dzień+miesiąc+rok, część bierze tylko datę astronomiczną nowiu, a część liczy osobno liczby dnia i miesiąca i dopiero sumuje z rokiem. Karinka wspomniała o dacie astronomicznej versus kalendarzowej i to jest akurat ważne, bo nów rzadko wypada dokładnie o północy, więc możesz mieć nów "technicznie" w jednej dacie, a astronomicznie już w kolejnej. Ja zawsze sprawdzam godzinę w efemerys i liczę od tej daty, nie od dnia który pokazuje kalendarz.
To zestawienie dat astronomicznych z numerologicznymi jest ciekawe, ale chciałbym zapytać Martynkę i Karinkę wprost: czy kiedykolwiek trafiłyście na podejście, które łączy te dwa systemy w sposób systematyczny, ze źródłem? Bo wszystko co znam to albo czysta numerologia, albo czysta astrologia lunarna, nigdy nie widziałem opracowania które traktuje je razem jako jeden spójny klucz.
To mnie trochę niepokoi, bo sam też pracuję tak eklektycznie i teraz się zastanawiam czy to co robię ma jakiś sens czy tylko sobie opowiadam historię. Teodor wcześniej napisał że praca w nów powinna być cicha i wewnętrzna - i to mi jakoś pasowało, ale teraz jak słyszę że systemy są pomieszane bez źródła to nie wiem co o tym myśleć.
Zgadzam się z Teodorem. Chociaż dodałabym że jest różnica między spójnością którą sobie tworzysz, a spójnością wynikającą ze zrozumienia dlaczego dany system działa tak a nie inaczej. Jak łączysz dwie tradycje bez wiedzy o mechanizmie każdej z nich, możesz uzyskać coś co wydaje się spójne, ale gdzieś w środku jest dziura logiczna której nie widać na co dzień, a która objawia się w trudniejszych przypadkach.
Księżyc w tradycji hellenistycznej jest planetą nocy, więc jego "dom" jest w sferze nocnej. Ale fazy to osobna kwestia od sekt - nów to Księżyc złączony ze Słońcem, więc jest niejako "w obcym terenie", zatopiony w solarności. To może być właśnie powód dlaczego nów jest interpretowany jako czas ukryty, potencjalny, a nie manifestacyjny. Księżyc jest wtedy niejako uśpiony. Czy to powinno wpływać na rytuały? Ja bym powiedziała że tak, przynajmniej jeśli myślisz w ramach tej tradycji.
Siedzę i czytam o tej solarności i sektach i myślę sobie że moja babcia oczywiście nic o tym nie wiedziała, ale to co opisujesz Saturnina - "uśpiony księżyc" - to dosłownie brzmi jak coś co ona by powiedziała. Nie w tych słowach, ale w tej logice. Mówiła że w nów ziemia też śpi, nic nie słyszy, więc nie ma sensu prosić. Jakby ta sama intuicja ubrana w inną terminologię.
