To zależy od tradycji. W orientacji muzułmańskiej i żydowskiej kierunek modlitwy jest ściśle określony geograficznie. W astrologii operatywnej - tak jak Fela mówi - raczej symboliczny, zależny od planety czy żywiołu. To nie jest "to samo" - mechanizmy i założenia są różne, nawet jeśli zewnętrznie wygląda podobnie.
Wracam do tego co mówił Teodor o oknie jako granicy. Mam w domu jedno miejsce które od lat czuje jak "swoje" i to jest akurat niedaleko okna, ale nigdy o tym nie myślałem w tych kategoriach. Teraz się zastanawiam czy to miejsce wybrałem świadomie czy samo się jakoś utrwaliło przez powtarzanie.
To jest ciekawy mechanizm - czy wy uważacie że to miejsce rzeczywiście się "naładowuje" przez powtarzanie, czy że to po prostu kondycjonowanie psychologiczne? Bo efekt może być identyczny, ale rozumienie jest zupełnie inne.
No i wróciliśmy do pytania z początku wątku, tylko przez inne drzwi. Czy forma jest nośnikiem, czy formą jest sam umysł który przez powtarzanie buduje coraz stabilniejszą strukturę. Ale w kontekście bloku i nowiu - chyba wniosek jest taki że mieszkanie w bloku nie wyklucza niczego, tylko wymaga więcej świadomości co się robi i dlaczego. Nie ma gotowych przepisów przestrzennych, trzeba je samemu wypracować.
No dobra, ale ten wniosek Teodora że blok nie przeszkadza - to trochę zbyt szybko powiedziane. Jeśli wszystko zależy od powtarzania i kondycjonowania, to co z kimś kto się niedawno przeprowadził i nie ma jeszcze żadnego "swojego" miejsca? Czeka miesiącami aż coś się ustabilizuje?
Ja się przeprowadzałem trzy lata temu i pamiętam że przez jakiś czas byłem kompletnie rozbity jeśli chodzi o praktykę. Nie dlatego że nowe miejsce było złe, ale że wszystkie moje nawyki były przywiązane do układu poprzedniego mieszkania. Konkretnie - wiedziałem gdzie stoi szafka, gdzie pada światło wieczorem, gdzie jest cisza. W nowym miejscu musiałem to wszystko odkryć od nowa.
Nie powiedziałabym że jedno wyklucza drugie. Cisza i ciemność to jakość miejsca, kierunek to jego orientacja - to są różne warstwy. Ale rozumiem co masz na myśli - dla praktyk nowiu cisza jest może bardziej podstawowa. Hałas w bloku jest chyba największym realnym problemem, nie kierunek okna.
O hałasie w bloku to mogę dużo powiedzieć. Przez długi czas myślałam że jak słyszę sąsiadów to nic nie wyjdzie. A potem stwierdziłam że przecież w dawnych domach też nie było ciszy - zwierzęta, wiatr, dzieci. To że my mamy telewizor przez ścianę jest inne co do rodzaju hałasu, ale nie wiem czy aż tak inne co do zasady.
Próbowałem z nagraniami i powiem szczerze - coś tam działa, ale nie do końca. Mam wrażenie że mózg jednak wie że to z głośnika. Może to placebo w drugą stronę - wiem że to sztuczne więc nie odpuszczam tak bardzo.
To jest akurat pytanie do Cohena - czy jest jakaś różnica między efektem placebo w magii a efektem rzeczywistym, jeśli rezultat jest taki sam? Bo Janusz sugeruje że wiedza o sztuczności nagrania zmienia efekt. To by oznaczało że sama intencja i przekonanie jest tutaj zmienną kluczową, nie fizyczna właściwość dźwięku.
Zaraz, ale wracając do nowiu konkretnie - czy wy w ogóle robicie coś specjalnego w sam dzień nowiu, czy raczej w okolicach? Bo czytałem że sam nów trwa kilkanaście godzin, ale różne źródła piszą różnie o tym oknie czasowym.
Biodynamiczne kalendarze ogrodnicze mają to samo - nów jest dniem bez zasadzeń. Tak zwany dzień kwiatowy albo liściowy zaczyna się po nowiu. To nie jest tylko folklor, biodynamika ma za sobą wieloletnie obserwacje, choć nauka ma z tym oczywiście problem.
Mam pytanie do Saturniny - skoro sam moment nowiu był tradycyjnie pauzą, to co się robiło w ten konkretny wieczór kiedy księżyc jest niewidoczny? Czy to był czas odpoczynku od praktyk, czy może właśnie jakiegoś innego rodzaju pracy - na przykład oczyszczania, kończenia?
To zmienia trochę perspektywę całej rozmowy. Jeżeli nów to czas zamknięcia i odpuszczania, a nie otwierania, to pytanie z tytułu wątku - czy możliwe są zaklęcia w nów - może mieć odpowiedź: tak, ale specyficznego rodzaju. Nie wszystko, tylko to co wiąże się z kończeniem.
I to by się składało z tym co mówił Cohen o formie wewnętrznej - że nów to dobry czas na pracę z tym co jest już zbudowane, a nie na stawianie nowych konstrukcji. Może dlatego intuicyjnie wielu ludzi czuje że nów jest "cięższy" do nowych inicjatyw.
Czyli jak chcę coś zacząć, to lepiej zaczekać na ten wstępny sierp o którym mówiła Saturnina? Pytam bo miałem zaplanowane coś na najbliższy nów i teraz się zastanawiam czy nie przekładać.
I tu wychodzi chyba sedno całego tematu - że pytanie z tytułu "czy możliwe są zaklęcia w nów" jest źle postawione. Możliwe są, ale nie każde. Nów ma swoją specyfikę i jeśli ktoś ją rozumie, to nie pyta czy "można", tylko co konkretnie w tym czasie ma sens.
Zgadzam się, ale z zastrzeżeniem. To rozróżnienie jest jasne kiedy masz już jakąś praktykę za sobą. Kiedy dopiero zaczynasz, to pytanie "czy można" jest całkiem uzasadnione, bo różne źródła mówią różne rzeczy. Część podręczników pisze że nów to w ogóle nie czas na pracę magiczną. I skąd ktoś ma wiedzieć że to uproszczenie?
Mam wrażenie że moja babcia operowała właśnie na tych uproszczeniach i jakoś jej wychodziło. Może dlatego że całe jej życie było bardziej rytmiczne, sezonowe - naturalnie trafiała w odpowiednie momenty, bo żyła blisko kalendarza rolniczego. My w miastach musimy to wszystko rekonstruować świadomie.
Chyba coś w tym jest. Jak za bardzo analizuję zanim zacznę, to często w ogóle nie zaczynam. Znam to z własnego doświadczenia - czytam za dużo, porównuję źródła, przekładam i koniec końców nów minął, sierp minął, pełnia minęła i zrobiłam zero.
To jest chyba oddzielny temat - paraliż analityczny w praktyce. Ale wiąże się z tym co było wcześniej o mieszkaniu w bloku i braku idealnych warunków. Może zbytnie skupienie na warunkach zewnętrznych jest właśnie ucieczką od robienia czegokolwiek?
Albo odwrotnie - skupianie się na warunkach jest dla niektórych sposobem na wejście w odpowiedni stan. Rytuał przygotowania miejsca, ustawienie świecy, wyczekanie odpowiedniej fazy - to wszystko działa jak wejście w nastrój. Problem zaczyna się kiedy przygotowanie staje się ważniejsze od samego działania.
Jest na to termin w tradycji ceremonialnej - "electional paralysis", wybór momentu zamiast działania. Electional astrology ma właśnie ten problem, że można zawsze znaleźć lepszy moment w przyszłości. Doświadczeni praktycy uczą się wybierać "wystarczająco dobry" czas, nie idealny.
Przy nowiu zaćmieniowym rzeczywiście dzieje się coś innego. Miałem raz taki zbieg okoliczności że zaćmieniowy nów wypadł kiedy miałem zaplanowane porządkowanie swojego zestawu kamieni - czysto mechaniczne, myślałem że bez żadnego ładowania czy intencji. I jednak ten wieczór był dziwny, jakby bardziej... gęsty. Nie robiłem nic szczególnego ale nie wyszłem z tego neutralny.
To co opisujesz brzmi trochę jak efekt którego nie szukałeś, a który przyszedł sam. Ciekawe czy to by się zdarzyło gdybyś tamtego wieczoru siedział i oglądał telewizję zamiast zajmować się kamieniami - nawet mechanicznie.
Myślę że i tak by się zdarzyło, tylko może nie zauważyłbyś. Zajmowanie się czymś co jest częścią praktyki, nawet bez intencji, pewnie obniża próg uważności. Byłeś bardziej obecny tej nocy niż przy telewizorze.
I to znowu wraca do tego co Cohen mówił o warunkach wewnętrznych. Może nie tyle nów sam z siebie coś robi, ile nów jest dobrym momentem żeby w ogóle być uważnym. A miasto, blok, hałas przez ścianę - to przeszkadza nie dlatego że zaburza jakieś pole, tylko dlatego że rozprasza uwagę. Pytanie do Cohena - czy w tym modelu miniaturowy rytuał w kawalerce ma taki sam potencjał jak pełna ceremonia, jeśli skupienie jest takie samo?
