Ta obserwacja Wandzi jest ważna i chciałbym ją rozwinąć - bo ona stawia pod znakiem zapytania jeden z głównych motywów tej dyskusji. Jeśli tradycja ludowa i astrologia klasyczna obie wskazują że nów to czas ukrycia, pasywności, "uśpienia" - to po co w ogóle robić rytuały w nów? Czemu nie poczekać do pierwszej kwadry albo pełni?
Myślę że to pytanie ma dobrą odpowiedź - właśnie dlatego że nów to czas ukryty, sprawdza się do pracy z tym co jeszcze nie istnieje. Sadza się wtedy ziarno, nie zbiera plony. Rytuał w nów nie jest prośbą o natychmiastowy efekt, jest zakorzenianiem intencji w tej ciemności. Tak to przynajmniej rozumiem i dlatego uważam że miniaturowy rytuał w mieszkaniu ma sens właśnie w nów - nie potrzebujesz zewnętrznej dramaturgii, bo cały punkt jest wewnętrzny.
Okej, ale wracając do mojego pytania o kamienie - jeśli nów to sianie intencji, a nie wzmacnianie czegoś istniejącego, to kamień który jest już naładowany jakąś energią powinien w nów zostać oczyszczony, żeby zrobić miejsce? Bo inaczej sadzisz ziarno na zajętej glebie.
Mogę powiedzieć z własnej obserwacji że dla mnie te ostatnie dwa dni przed nowiem są dziwnie bezwładne. Nie zrobiłem wtedy nigdy niczego celowego, bo jakoś ciężko mi się skupić, brakuje mi energii do intencjonalnego działania. Nie wiem czy to fizjologia, psychologia czy coś innego, ale ta bezwładność jest powtarzalna. Może właśnie dlatego intuicyjnie zostawiam te dni na odpoczynek, a sam rytuał robię dopiero kiedy czuję że nów "zaistniał".
Ta bezwładność przed nowiem, o której pisze Teodor - ja to znam z własnego ciała, ale nigdy nie łączyłam tego z kalendarzem. Teraz jak patrzę wstecz, to faktycznie te momenty gdy nic mi się nie chciało i byłam jakby "poza sobą" często wypadały właśnie tam. Nie mam pojęcia czy to przypadek czy coś bardziej regularnego, bo nie prowadziłam żadnych notatek.
Wracam chwilę do tego co pisałam o solarności nowi - bo zauważam że dyskusja trochę odpłynęła od praktyki w kierunku fizjologii i nastroju, co jest ciekawe samo w sobie, ale chciałabym zapytać Cohena: czy w tradycji magicznej którą znasz jest jakiś odpowiednik tej solarnej "niewidzialności" księżyca w nów, który byłby celowo wykorzystywany? Bo w astrologii to jest po prostu fakt astronomiczny, ale zastanawiam się czy magia ma z tym coś zrobić świadomie.
To co Cohen opisuje z grimoirami - ta logika z zasłonięciem - pojawia się też w folklorze polskim i słowiańskim, tyle że w zupełnie innej warstwie słownej. Nie ma tam słowa "sympatetyczny", jest za to "żeby nie ujrzały złe oczy". Ciekawe że dwie osobne tradycje dochodzą do podobnego miejsca różnymi drogami. Nie wiem czy to coś dowodzi, ale na pewno nie jest przypadkowe.
Mam jeden taki przypadek, choć nie wiem jak go ocenić. Pracowałem w nów nad czymś co miało dotyczyć pewnej sprawy zawodowej - nie chciałem żeby ktoś wiedział że się tym zajmuję. Nie robiłem nic skomplikowanego, tylko zapisałem intencję i zamknąłem w małym pudełku. Sprawa ułożyła się tak jak chciałem, ale nie mam pewności czy to efekt rytuału, czy dobry moment, czy po prostu moje zachowanie się zmieniło bo miałem poczucie że "zadbałem o to". To ostatnie jest uczciwa opcja i nie odrzucam jej.
Wróćmy na chwilę do tej kwestii kamieni bo mi się kręci w głowie. Jeśli logika nowi to ukrycie i zakorzenienie, to kamień który ma pracować nad czymś długofalowym powinien dostać tę intencję właśnie wtedy. Ale jak go oczyszczam tuż przed nowiem, to czy nie powinienem go od razu zostawiać w ciemności? Bez światła, bez dotykania? Bo parapet w nów to chyba nie jest "ukrycie".
Mam jedno pytanie do Janusza i Karinki - kiedy mówicie o kamieniach i ich "naładowaniu", to co rozumiecie przez moment gdy ten kamień jest gotowy do pracy? Czy to jest moment po nowi, po pełni, czy po jakimś subiektywnym odczuciu że "coś się zmieniło"? Bo astrologia daje konkretne okna, ale ciekawi mnie jak to wygląda w praktyce bez zegarka astronomicznego.
To zestawienie nów - zakorzenianie, kwadrat - pierwsze oznaki, pełnia - widoczność, jest sensowne jako schemat pracy. Ale Wandzia wcześniej wspominała że jej babcia mówiła o ciszy przed nowiem. Ciekawi mnie czy tradycja ludowa miała też jakiś odpowiednik tego co Saturnina opisuje przy pierwszym kwadratusie, albo czy tamta wiedza była bardziej skupiona tylko na samej fazie nowi bez śledzenia cyklu dalej?
