Mam ostatnio taki wewnętrzny dylemat i postanowiłam go tu wyrzucić, bo nie wiem co o tym myśleć. Używam kamieni od kilku lat - różne gatunki, różne cele. Czarny turmalin przy wejściu do domu, labradoryt przy pracy twórczej, ametyst przy medytacji. I szczerze? Nie umiem odróżnić czy cokolwiek by się zmieniło, gdybym ich nie miała. Czytałam trochę o tym jak działa efekt placebo i jest on naprawdę nietrywialny - potrafi zmieniać mierzalne parametry fizjologiczne, nie tylko samopoczucie. Więc pytam wprost: jeśli kamień działa, ale tylko dlatego że wierzę że działa, to czy 'działa'? Jakaś granica między tym a 'prawdziwym' działaniem?
To jest dobre pytanie, bo większość osób w środowisku ezoterycznym albo krzyczy 'oczywiście że działa' albo wrzuca do śmietnika i mówi 'bzdury'. Ale ta granica jest naprawdę płynna. Mnie bardziej zastanawia co rozumiemy przez 'działanie'. Jeśli ktoś nosi hematyt i faktycznie czuje się bardziej uziemiony - to co, mamy mu udowadniać że to nie kamień? Bo efekt jest realny, nawet jeśli mechanizm jest dyskusyjny.
Przepraszam że się wtrącam bo nie znam się na tym specjalnie, ale właśnie przez to mam może naiwne pytanie - skąd w ogóle wzięło się przekonanie że konkretne kamienie mają konkretne właściwości? Ktoś to kiedyś zbadał? Bo widzę że różne sklepy przypisują tym samym kamieniom kompletnie inne działania i zastanawiam się czy to nie jest tak że każdy sobie wymyśla co chce.
Mnie zawsze zastanawia ta kwestia struktury krystalicznej. Są kamienie które mają bardzo regularną budowę - jak kwarc - i które faktycznie generują zjawisko piezoelektryczne, czyli pod wpływem nacisku produkują ładunek elektryczny. To jest fizyka, nie magia. I teraz pytanie czy to ma jakieś przełożenie na oddziaływanie na człowieka - tego nikt nie udowodnił, ale też nikt porządnie nie badał. Może dlatego cały temat jest w takiej próżni.
A co z różą kwarcową? Bo to jest chyba kamień który chyba KAŻDY zaczyna, wszędzie jest polecana, a jej budowa krystaliczna jest dużo mniej regularna niż kwarcu przezroczystego. I jakoś nikt tego nie kwestionuje, a mnie zastanawia dlaczego akurat ona jest taka 'domyślna' w nowoczensych praktykach. Może to po prostu marketing? Ładnie wygląda, jest różowa, kojarzy się pozytywnie?
No to jest ciekawe co piszecie, bo ja w ogóle nie używam kamieni i nie wiedziałem że to tak poważny temat. Zawsze myślałem że to takie... ozdoby z duchowym twistem. Ale to co pisze Celestyna o piezoelektryczności - to jest coś czego nie wiedziałem. Mam pytanie może głupie: czy kamień musi być naturalny żeby 'działał' w tym sensie o którym piszecie? Bo widziałem że są syntetyczne kamienie szlachetne które są identyczne chemicznie.
Ja tam swoje kamienie noszę od lat i powiem szczerze - jeden raz kupiłam syntetyczny, nie wiedziałam że syntetyczny, myślałam że naturalny. I czułam to samo co przy naturalnym. Dopdiero jak mi powiedzieli że to hodowany, poczułam jakby coś odeszło. Więc teraz nie wiem - czy coś naprawdę odeszło, czy mi się wydało bo wiedziałam? To jest dokładnie ta pułapka o której pisze Bernadka.
A ile takich prób by trzeba żeby stwierdzić że to nie jest przypadek? Statystycznie mówię. Bo jeśli jest pięć opcji do odgadnięcia i ktoś trafi raz to nic nie znaczy, ale jak trafia sześć razy z rzędu to już jest coś. Czy ktoś w ogóle robił takie eksperymenty na poważnie?
Mnie inreresuje trochę inny aspekt - bo ja przyszłam do kamieni przez afirmacje i zauważyłam że jak trzymam kamień podczas afirmacji to łatwiej mi się skupić i efekty są... inne. Nie wiem czy lepsze bo to trudno zmierzyć, ale inne. Kamień działa u mnie trochę jak kotwica - skupia uwagę, przypomina o intencji. Może to jest zupełnie przyziemne wyjaśnienie, ale wydaje mi się uczciwe.
Ja mam trochę inne doświadczenia i może nie są w temacie kamieni sensu stricto ale... przez kilka lat mieszkałam w domu gdzie były mocne zjawiska i w pewnym momencie ktoś mi doradził obsydian przy łóżku. Szczerze nie wierzyłam, postawiłam z braku leptszego pomysłu. Przez tydzień nic. A potem nagle te zjawiska się przeniosły do innego pokoju i obsydian był zimny jak lód, dosłownie zimniejszy niż temperatura powietrza. Może zbieżność, ale to mnie skłoniło do rewizji mojego sceptycyzmu.
dotykałam go co rano i przez pierwszy tydzień był w temperaturze pokojowej, normalny. Tamtego dnia rano był lodowaty mimo że pokój był ciepły. Wiem jak brzmi, sama byłam sceptyczna. Mogło być milion wyjaśnień, ale w połączeniu z tym co się działo w tamtym domu - po prostu zapamiętałam.
Słuchajcie, wracając do tego pytania Bernadki z początku - ja myślę że może stawiamy fałszywą alternatywę. Albo kamień działa sam z siebie albo to placebo. Ale może jest trzecia opcja - że kamień jest punktem wejścia do pracy z własną uwagą i intencją, i że ta praca jest realna, tylko jej medium jest fizyczny przedmiot. Wtedy pytanie czy kamień 'sam z siebie' działa jest trochę bez sensu, tak jak pytanie czy terapeutyczna kanapa jest aktywnym składnikiem terapii.
Genek pyta o coś ważnego ale myślę że to trochę jak pytać po co ludzie chodzą do miejsc kultu skoro mogą się modlić w domu. Kontekst i przedmiot mają znaczenie dla umysłu. Kamień nie musi 'robić czegoś sam z siebie' żeby nie być zastępowalny byle czym.
Tylko tu jest ciekawy problem - bo jeśli efekt zależy od tego co wiemy o kamieniu, to wraca kwestia syntetycznych. Kryska opisała że po tym jak dowiedziała się że kamień był hodowany, poczuła że coś odeszło. Ale gdyby nigdy się nie dowiedziała - efekt by był taki sam. To co tak naprawdę 'działa' - kamień czy przekonanie?
Wikusia ma rację w jednym - z perspektywy praktycznej może to nie być istotne. Ale z perspektywy zrozumienia co się dzieje - jest duża różnica. Jeśli to czyste przekonanie, to pracujesz z własnym umysłem. Jeśli jest jakiś komponent zewnętrzny, to pracujesz z czymś poza sobą. Intencja, kierunek uwagi, to co rozwijasz - to się zmienia zależnie od odpowiedzi.
Ja siedzę i czytam i mam pytanie może głupie - te kamienie które się poleca, to czy jest jakaś różnica między surowym a szlifowanym? Bo widzę że sprzedają ametysty i jako groty i jako wypolerowane kule i wszystko inne i ceny się mocno różnią. Czy to ma znaczenie dla tego o czym piszecie?
Ja ze swojego doświadczenia powiem że surowy obsydian którego używałam miał bardzo ostre krawędzie i to samo w sobie robiło efekt - dotykanie czegoś ostrego wyostrza uwagę. Nie wiem czy to był efekt kamienia czy po prostu fizyczny bodziec. Chyba nie umiem tego rozdzielić.
To co Sliwka opisuje z tym ostrzem uwagi przez dotyk - to ma nawet sensowne tło neurologiczne. Dłonie mają bardzo gęstą sieć receptorów i faktura, temperatura, ciężar materiału aktywują różne obszary. Jest badanie z Harvardu - Ackerman i współpracownicy - które pokazało że ciężar fizyczny wpływa na poczucie 'ciężkości' sytuacji emocjonalnej. Więc że kamień robi coś przez sam dotyk - to nie jest tylko ezoteryka.
No dobra ale ja mam pytanie do tej teorii - bo to by oznaczało że kwarc jest inny od jadeitu tylko przez wagę i fakturę. A tymczasem jak kogoś zapytasz to powie że te dwa kamienie mają totalnie różny... klimat? charakter? Nie wiem jak to nazwać inaczej. I to nie jest kwestia wagi.
A mnie zastanawia co by wyszło z eksperymentu gdzie ktoś zupełnie nie znający kamieni - dziecko albo osoba z innej kultury - opisałby co czuje trzymając różne minerały. Czy te opisy by się pokrywały z tradycyjnymi przypisaniami? Bo jeśli tak, to byłby to argument za czymś więcej niż kulturowy narzut.
Czyli generalnie nie da się tego zbadać porządnie bo zawsze jest skażenie kulturowe? Mam wrażenie że ta dyskusja trochę kręci się w kółko - każda próba udowodnienia albo obalenia napotyka na jakiś metodologiczny problem. Czy to nie jest trochę... wygodne dla obu stron?
Ale Genek ma jednak rację w jednym - ta niemożność weryfikacji jest często używana jako argument zamykający dyskusję. 'Nie da się zbadać, więc nie gadajmy'. Tyle że nauka radzi sobie z podobnymi problemami - double blind, kontrola zmiennych, duże próby. Pytanie czy ktokolwiek chce to finansować.
Jest jedno badanie które lubię przywoływać w takich rozmowach - Wiseman i French z 2001, opublikowane chyba w Journal of the Society for Psychical Research. Dawali ludziom albo prawdziwe kryształy kwarcu, albo plastikowe imitacje i prosili o opisanie odczuć. Żadnej statystycznej różnicy między grupami nie było. Obie grupy opisywały mrowienie, ciepło, uspokojenie. Tyle że... ta praca była potem krytykowana za to że uczestnicy wiedzieli że biorą udział w badaniu dotyczącym kryształów, więc i tak byli w kontekście sugestii.
Czekajcie, ale to badanie z plastikiem - to nie jest przypadkiem argument przeciwko kamieniom? Jeśli plastik daje te same efekty, to chyba z tego wynika że kamień sam w sobie nic nie robi?
Ja mam inne pytanie do tego badania - co to były za osoby? Bo jeśli ktoś nigdy w życiu nie trzymał kryształu i dają mu kwadrans żeby coś opisał, to to jest bardzo sztuczna sytuacja. A efekty o których tu rozmawiamy to często wynik tygodni czy miesięcy regularnego używania.
Wróćmy do mojego pytania o szlifowane vs surowe bo się zgubiłem w tej dyskusji - czy ktoś w ogóle ma jakieś praktyczne obserwacje? Nie teorię, tylko co rzeczywiście czuł trzymając oba rodzaje?
Ja mam i to nawet dość konkretne. Ten sam ametyst - raz surowy grot, raz wyszlifowana kulka. Grot ma krawędzie które skupiają uwagę jak dotykasz, kulka jest neutralna w dotyku, gładka. Na medytację wychodzącą od ciała wole grot, na taką spokojniejszą, bardziej odpływową - kulkę. Ale nie wiem czy to ametyst czy po prostu forma.
