Bronek podnosi coś ważnego - intencja bez skupienia to nie jest to samo co intencja. Większość z nas ma przez większość czasu rozbiegany umysł i mnóstwo sprzecznych chceń. Zewnętrzne elementy rytuału służą właśnie temu żeby zebrać uwagę w jedno miejsce i na chwilę wyciszyć resztę. Bez tego intencja jest jak szum. To jest jedna z sensownych odpowiedzi na pytanie po co w ogóle rytuał.
dla niektórych tak i niektórzy tak robią. Ale większość ludzi nie umie wejść w głęboki stan skupienia na żądanie bez jakiegoś zewnętrznego bodźca który to uruchamia. Dlatego te 'rekwizyty' - świeca, kadzidło, specjalne miejsce - są sygnałem dla układu nerwowego że teraz wchodzimy w inny tryb.
Wera_T, to co mówisz o sygnale dla układu nerwowego bardzo mi pasuje do tego co czytałam o rytuałach w kontekście psychologii - że powtarzalny rytuał tworzy coś w rodzaju kotwicy i po czasie samo wejście w przestrzeń rytuałową zmienia stan. Ale mam pytanie - czy przy pracy nad cechą charakteru ta kotwica powinna być za każdym razem taka sama? Czy można zmieniać elementy?
wracam do czegoś co padło dużo wcześniej w wątku i trochę mnie nie opuszcza - ktoś wspominał o runach przy pracy z cechami. Foeduz? Nie pamiętam kto. Ale mnie ciekawi jak runa jako symbol różni się od np. sigilu który sam robisz - czy nie jest tak samo, tylko że sigil jest twój a runa jest wspólna?
no to jak Tiwaz jest tą runą dyscypliny i honoru, to właściwie jak się z nią pracuje konkretnie przy jakiejś cesze? Bo słyszałem 'medytuj z runą' ale to jest dla mnie troszkę mgliste. Co to w praktyce znaczy?
Bronek, to zależy od podejścia. Jedni ryją runę na świecy, inni piszą ją na skórze, inni mają ją wyrytą na kamieniu i trzymają w dłoni podczas skupienia. Sam akt kontaktu fizycznego z symbolem jest tu dość istotny - nie tylko wizualizacja. Ale mam do ciebie pytanie zwrotne: jaka cecha cię konkretnie interesuje? Bo to zmienia dobór runy dość znacząco.
konsekwencja to akurat interesujący przypadek bo mozna to czytać na kilka sposobow - czy chodzi o wytrwałość, czy o dotrzymywanie słowa wobec siebie, czy o odpornosc na rozproszenia. To troche różne rzeczy i runa dla każdego z tych znaczen mogłaby być inna
właśnie - i tu dla mnie magia cech robi się naprawdę skomplikowana, bo zakłada że wiesz co konkretnie chcesz zmienić i dlaczego tego nie masz. A to nie zawsze jest takie oczywiste. Darka.2 jak zaczynałaś ten wątek to miałaś konkretną cechę na myśli czy bardziej ogólne poczucie że coś trzeba zmienić?
ogólne na początku, ale im więcej czytam ten wątek tym bardziej widzę że chodziło mi o coś co Tamarka trafnie rozbiła - chyba to jest dotrzymywanie słowa sobie. Jak obiecuję sobie że coś zrobię i po tygodniu nic z tego. I zaczęłam się zastanawiać czy to w ogóle da się 'przepracować' magicznie czy to jest tylko psychologia.
a czy to musi być albo-albo? Mam wrażenie że to rozróżnienie magia kontra psychologia jest trochę sztuczne, szczególnie w kontekście pracy z cechami. Jeśli rytuał sprawia że inaczej patrzysz na siebie i zaczynasz działać inaczej - to gdzie kończy się psychologia a zaczyna coś innego?
ale czy to nie jest przypadkiem za łatwe wyjście? Tzn. jak każdy efekt można wytłumaczyć psychologią to nigdy nie ma żadnego sprawdzianu. Cokolwiek się wydarzy po rytuale można powiedzieć 'zadziałało przez zmianę myślenia'.
czekaj ale jak pracujesz z runą fizycznie - trzymasz ją w dłoni i co robisz? bo serio nie wiem jak to wygląda od środka. Siedzisz cicho? Mówisz coś? Wizualizujesz?
Galia to jest właśnie to z czym ja też się biję i cieszę się że napisałaś, bo myślałam że tylko ja tak mam. Nyja, czy jest jakiś sygnał że coś się dzieje podczas takiej pracy? Cokolwiek fizycznego, myślowego?
ja bym uważała z szukaniem 'sygnałów że to działa' na bieżąco bo to moim zdaniem bardziej przeszkadza niż pomaga. Jak podczas rytuału pytasz siebie w kółko 'czy to działa', to nigdy nie wejdziesz w ten stan skupienia o którym Wera_T pisała wcześniej
no właśnie to mnie interesuje bardziej niż sama runa - jak się w ogóle przestać rozpraszać podczas takiej pracy. Bo u mnie to jest mój główny problem z każdym rytuałem, za chwilę myślę o czymś zupełnie innym.
Dominisia, to jest dla mnie jedna z najciekawszych obserwacji w tym wątku. Że praca magiczna nad cechą może wymagać tej cechy żeby w ogóle ją wykonać. Trochę paradoks, prawda?
to nie do końca paradoks - raczej spirala. Zaczynasz z małą porcją tej cechy, wystarcza żeby zrobić skromny rytuał, ten rytuał wzmacnia trochę cechę, przy następnym masz jej odrobinę więcej. Nie od razu, ale z czasem widać różnicę. Problem jest gdy ktoś oczekuje że jeden rytuał go przerobi - to nie tak działa, przynajmniej z mojego doświadczenia.
Nyja, to co napisałaś o spirali naprawdę mi pomogło to poukładać w głowie. Dziękuję bardzo! Ale mam jeszcze jedno pytanie - skąd wiadomo że ta spirala idzie w górę, a nie kręci się w kółko? Bo wyobrażam sobie że można robić rytuały przez miesiące i wracać do punktu wyjścia.
no właśnie, i jak długo w ogóle próbować zanim się uzna że coś nie działa? Bo ja mogę siedzieć z runą rok i dalej nie skończyć żadnego projektu.
ale to co Tamarka pisze zakłada że jesteś w stanie uczciwie ocenić własne myśli na temat siebie, a to nie jest tak proste. Często jesteśmy ostatnimi osobami które widzą zmianę u siebie, wcześniej widzą ją inni.
o kurczę, to brzmi jak coś o czym się rzadko mówi - że praca nad cechą może dać efekt który inni odczytują inaczej niż ty. Jak ty widzisz to teraz z perspektywy czasu?
cień cechy - to z psychologii Junga tak? Słyszałam to w innym kontekście ale nie wiedziałam że stosuje się to też do pracy rytuałnej.
a jak wygląda takie shadow work zanim zaczniesz pracę z cechą? Czy to jest oddzielny rytuał, czy bardziej rodzaj refleksji przed?
to pytanie 'co tracę jeśli to zmienię' jest chyba dla mnie najważniejsze z całego wątku. Bo zmiana cechy to nie jest czyste zysk - coś w sobie przesuwasz i coś innego się zmienia przy okazji. Czy ktoś miał sytuację gdzie nie przewidział tej straty?
ja chyba właśnie w tym jestem, tylko do tej pory nie miałam na to słów. Przez ostatnie tygodnie próbowałam przez afirmacje i trochę przez małe rytuały wzmocnić w sobie dotrzymywanie słowa sobie i... faktycznie zaczynam kończyć więcej rzeczy. Ale zauważyłam że jestem bardziej sztywna w planach i mniej spontaniczna. Córka powiedziała że ostatnio 'zawsze mam jakiś plan' i to nie była pochwała.
Darka.2, ale to brzmi jak że to jednak działa? Tzn. zmieniłaś coś konkretnego w sobie.
tak, ale Darka. pisała żeby nie wyskakiwać z 'działa nie działa' jak z szafy bo to nie jest takie proste. Zmiana jest, ale nie sama cecha się zmieniła - zmienił się układ cech. I pytanie czy tego chciałaś na początku.
