Dominisia, tak - i to jest właśnie to co mnie od dawna przekonuje do prowadzenia jakichkolwiek zapisków przy pracy z intencją. Obserwacja nie jest dodatkiem do rytuału, ona jest jego częścią. Bo jak inaczej masz wiedzieć czy to co się zmienia dzieje się w kierunku który chciałaś, czy tylko w kierunku który był dostępny? To są dwie różne rzeczy i bez zapisu bardzo łatwo je pomylić.
to znaczy że możesz chcieć iść na północ a skończyć na wschodzie i bez dziennika nawet tego nie zauważysz? To brzmi jak coś co mi się naprawdę przytrafiło, po prostu nie miałam tego tak nazwane.
a co jeśli przez długi czas naprawdę nic się nie zmienia i nie masz czego zapisywać? Bo mnie się zdarzyło że siedziałam z zamiarem zmiany jednej rzeczy i przez kilka tygodni nie widziałam żadnego ruchu. Potem nagle dużo na raz. Czy to normalny wzorzec czy coś poszło nie tak?
to jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie pewnej odpowiedzi. Ale z tego co obserwuję - kiedy pracujesz na cesze która jest zakorzeniona głęboko, np. związana z jakimś starym wzorcem, to zmiana nie zaczyna się od zachowania, tylko od wewnętrznego napięcia. Czujesz że coś nie pasuje, że stara reakcja już nie przychodzi tak naturalnie, ale nowa jeszcze nie jest gotowa. I to może trwać zanim cokolwiek będzie widać na zewnątrz. Czy tak to wyglądało u ciebie Wikusia?
Wikusia, to co opisujesz brzmi jak rozdzielenie się od automatyzmu - zaczęłaś widzieć wzorzec zamiast w nim tkwić. W pracy ze snami mam podobne etapy, najpierw zaczynasz pamiętać sny zanim cokolwiek się w nich zmieni. Może z cechami jest analogicznie - najpierw widzisz, potem dopiero ruszasz.
bardzo dziękuję za ten wątek bo naprawdę nie myślałam o tym w ten sposób. Mam pytanie - czy jeśli ktoś pracuje z runą i ten etap 'widzenia bez zmiany' się przedłuża, to jest jakiś sygnał że może warto zmienić runę albo że wybrało się złą?
no właśnie, ale w medycynie masz przynajmniej jakiś benchmark - po ilu tygodniach lek powinien zadziałać. Tu nie ma nic takiego. Skąd wiadomo kiedy czekać a kiedy zmienić podejście?
Bronek, to jest właśnie ten problem z porównywaniem do medycyny - tam masz protokół, tu go nie ma i chyba nie może być. Bo to co u jednej osoby zajmie miesiąc, u drugiej może trwać dwa razy dłużej nie dlatego że coś nie działa, tylko że zaczynała z innego miejsca. Jedyne co możesz obserwować to kierunek, nie tempo.
sama nie wiem jak to ocenić do końca. Spokój się pojawił, ale w kontekście który mnie zaskoczył - nie tam gdzie się spodziewałam. Więc może dobry kierunek, tylko że nie umiałam przewidzieć gdzie jest potrzebny. Chyba o to chodzi w tej całej rozmowie o precyzji - nie że wynik jest zły, tylko że bez precyzji nie wiesz gdzie patrzeć.
to mnie skłania do pytania czy w ogóle da się z góry wiedzieć gdzie ta cecha jest potrzebna, czy ona sama 'wie' gdzie ma się pojawić. Brzmi trochę mistycznie ale serio - może intencja ustawia kierunek, a energia sama szuka miejsca gdzie ma działać?
Nyja, to jest dla mnie ważne rozróżnienie. Najmniejszy opór to nie to samo co najważniejsze miejsce. Czy masz poczucie że można jakoś skierować pracę na konkretny obszar jeśli wiesz że tam jest blokada, a nie tylko czekać gdzie samo pójdzie?
i chyba tu jest mój błąd z tamtym rytuałem - byłam ogólna nie dlatego że tak chciałam, tylko że nie wiedziałam jak to zawęzić. Teraz mam wrażenie że ta cała rozmowa dała mi więcej do myślenia niż spodziewałam się na początku 🙂
dobra, ale wróćmy na chwilę do tego co Darka powiedziała o ogólności intencji - bo mnie to siedzi w głowie. Mówisz że nie wiedziałaś jak zawęzić, ale skąd w ogóle wiedzieć jak to robić? Czy to jest coś czego się uczymy metodą prób i błędów, czy jest jakaś technika żeby to zdefiniować zanim się zacznie?
właśnie nie wiem i to mnie frustruje. Bo siedzę i myślę 'chcę więcej spokoju' i to wydaje mi się jasne, a potem wychodzi że wcale nie było. Może problem jest w tym że nie zadałam sobie pytania w jakich sytuacjach ten spokój mi brakuje - i to by właśnie dało ten kontekst o którym Nyja mówiła.
tak to widzę. Zanim sformułujesz intencję, warto zadać sobie pytanie - kiedy ostatnio brakowało mi tej cechy i co wtedy czułam? To nie jest refleksja duchowa, to po prostu diagnostyka. Jeśli spokój znika ci przy konkretnym rodzaju napięcia, to już masz kontekst. Intencja 'chcę spokoju w rozmowach kiedy czuję że tracę grunt' jest inna niż 'chcę spokoju'.
to jest ciekawe bo w tarocie mam podobne doświadczenie - ciągnę kartę z pytaniem o cechę i często dostaje coś co pokazuje przyczynę, nie samą cechę. Jakby karty też 'wiedziały' że pytam o objaw, a nie o źródło. Tamara, jak długo zajęło ci dojście do tego że chodzi o kontrolę, a nie cierpliwość?
bardzo dziękuję za to pytanie Tamara, bo właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam wcześniej o rony. Ja dobrałam Kenaz właśnie myśląc o jasności i przezorności, ale teraz się zastanawiam czy może powinnam była najpierw coś bardziej diagnostycznego. Tylko nie wiem co to znaczy w runach - czy są runy 'diagnostyczne'?
to mnie bardzo porządkuje bo zawsze myślałam o runach jako żeby coś zrobić, nie żeby coś zobaczyć. Czy można pracować z runą jako sposóbm obserwacji, bez intencji zmiany? Znaczy - postawić ją i patrzeć co się ujawnia, bez zakładania co ma się zmienić?
mam wrażenie że ta rozmowa doszła do czegoś ważnego - że praca z cechą to nie jest prosta sekwencja: wybieram cechę, robię rytuał, obserwuję efekty. Jest gdzieś pomiędzy etap żeby w ogóle wiedzieć z czym tak naprawdę pracujesz. I może to jest właśnie ten czas kiedy 'nic się nie dzieje' który wcześniej omawiałyśmy - może to jest etap diagnostyki, nie stagnacji?
Galia, to mi dużo tłumaczy z mojego doświadczenia. Może mój rytuał zadziałał tam gdzie zadziałał nie dlatego że był niedokładny, tylko że energia trafiła tam gdzie był gotowy grunt, a ja jeszcze nie wiedziałam że go szukam. Chyba muszę zacząć od nowa, ale tym razem od tego etapu przed - zapytać siebie kiedy i gdzie ta cecha mi brakuje, zanim ją w ogóle ustawię jako cel.
