Zaczęłam ostatnio myśleć o tym, czy można magią wpłynąć na swój własny charakter. Nie chodzi mi o jakieś wielkie przemiany, bardziej o konkretne cechy - np. żebym była bardziej zdecydowana albo żebym przestała się tak wszystkiego bać. Słyszałam, że są zaklęcia na wzmocnienie odwagi, cierpliwości itp., ale nie wiem czy to w ogóle działa inaczej niż zwykłe afirmacje. Ktoś próbował czegoś takiego?
Sama dużo robiłam z afirmacjami i myślę że różnica między tym a rytuałem jest taka że rytuał bardziej angażuje całe ciało i intencję, nie tylko głowę. Jak mówisz afirmację to często gdzieś z tyłu głowy masz 'no tak ale to i tak nieprawda'. A jak zrobisz coś fizycznego - zapalasz świecę, zapisujesz intencję, robisz to w konkretnym czasie - to jakoś inaczej to wchodzi. Chociaż może to tylko psychologia, ale mi to pomogło przy pracy nad niecierpliwością.
To nie jest tylko psychologia, ale też nie ma sensu tego rozdzielać jakby to były dwa osobne światy. W tradycji ceremonialnej praca z cechami charakteru to coś co się robi przez planety - np. Mars przy odwadze, Saturn przy dyscyplinie, Merkury przy komunikatywności. Każda planeta ma swoje dni, godziny, kolory, metale, zioła. Zaklęcie na zdecydowanie możesz zrobić w środę w godzinie Merkurego albo we wtorek w godzinie Marsa - zależy od tego co konkretnie przez 'zdecydowanie' rozumiesz, bo to słowo może iść w kilka stron.
właśnie to mnie zawsze zatrzymuje przy tych pracach. Zanim zacznę w ogóle myśleć o rytuale to spędzam chyba tygodnie na samym ustaleniu co chcę. Kiedyś zrobiłam rytuał na 'więcej pewności siebie' i efekt był taki że zaczęłam mówić ludziom prosto w twarz rzeczy których lepiej było nie mówić 🙂 Więc teraz jak pracuję nad cechą to staram sie zapisać bardzo konkretnie w jakiej sytuacji chcę żeby to działało.
po kilku tygodniach. Ale uczciwie mówię - nie wiem czy to był rytuał czy po prostu coś się we mnie przesunęło bo w ogóle skupiłam uwagę na tym temacie. To jest problem z ocenianiem skuteczności takich rzeczy. Nie masz grupy kontrolnej 🙂
A nie łatwiej po prostu użyć run? Tiwaz na odwagę, Uruz na siłę, Kenaz na pewność siebie. Wyryć na czymś co nosisz przy sobie i tyle. Po co te wszystkie skomplikowane systemy z planetami i godzinami.
Czytam ten wątek i mam pytanie - czy praca nad cechą charakteru nie powinna zaczynać się od jakiegoś odpuszczenia starego wzorca zanim w ogóle zaprosi się nowy? Bo jak chcę być bardziej cierpliwa to czy nie powinnam najpierw coś odpuścić, jakiś rytuał oczyszczający albo coś na wyjście? Słyszałam gdzieś że 'wlewanie do pełnego naczynia' nie ma sensu.
Leokadia72 ma rację w tym sensie że jest taka zasada w magii hermetycznej - coś trzeba 'wyczyścić' zanim coś wpiszesz. Ale to nie musi być osobny rytuał. Można to zrobić w jednym - część banish, część invoke. Klasyczna struktura: oczyść przestrzeń i siebie, potem wprowadź intencję. W praktyce LBRP plus praca z syglem albo planetą to właśnie to. Nie musisz robić dwóch oddzielnych ceremonii.
A co z kartami tarota w tym kontekście? Bo ja czasem korzystam z kart przy rytuałach - wyciągam kartę cechy którą chcę rozwinąć i ustawiam ją na ołtarzu podczas pracy. Siła jako karta do pracy nad opanowaniem, Cesarzowa przy cierpliwości i spokoju itp. Czy to ma jakiś sens czy to zbyt wymyślone?
Wchodzę tu bo mam podobny temat u siebie. Pracuję nad asertywnością od jakiegoś czasu i próbowałam różnych rzeczy - rytuał ze świecą (pomarańczowa, bo wyczytałam że na pewność siebie), potem bindruna z Tiwaz i Sowilo, teraz próbuję czegoś z sygilami. I mam takie wrażenie że najbardziej z tego wszystkiego pomogło mi zapisanie intencji w formie sygilu - może dlatego że musiałam bardzo precyzyjnie sformułować czego chcę. Sam proces tworzenia sygilu zmusił mnie do myślenia.
wykreślanie liter, tak jak w metodzie Austina Osmana Spare'a - skracasz zdanie intencji do liter, usuwasz powtórzenia i z tego tworzysz symbol. Spaliłam po aktywacji, bo wyczytałam że przy sygilach najlepiej 'odpuścić' intencję żeby nie zablokować działania ciągłym sprawdzaniem efektów. Nie wiem czy tak jest w każdej tradycji, ale ta konkretna metoda mi pasowała.
to ciekawe co mówi Centa bo ja własnie miałam problem z tym odpuszczaniem. Robiłam afirmacje i rytuały i potem co chwile sprawdzałam 'no i co, jestem już bardziej cierpliwa?' i oczywiście nic nie działało bo skupienie było na braku a nie na celu. To chyba największa pułapka przy pracy nad charakterem - im bardziej obserwujesz siebie tym bardziej widzisz że 'jeszcze nie ma zmian'. Sygil i spalenie ma tę zaletę że fizycznie coś kończysz i możesz iść dalej.
dobra ale wróćmy do tego co Wikusia mówiła - że skupiała się na braku a nie na celu. To jest problem z całą tą magią intencji, bo jak mam intencję 'chcę być cierpliwy' to i tak w głowie mam 'bo teraz nie jestem'. Jak to w ogóle obejść?
a wracając do tego co pytałam wcześniej o tarot - Dominisia, nie odpowiedziałaś mi co miałaś na myśli z tym aktywnym użyciem karty. Bo ustawienie na ołtarzu to rozumiem, ale co innego można z kartą zrobić przy rytuale?
to co Dominisia opisuje z wchodzeniem w kartę brzmi podobnie do czegoś co czytałam o pathworkingu - tam chodzi o aktywną wizualizację wejścia w symbol. Tylko że przy Sile albo Pustelniku to ma sens bo to archetypy, a co z kartami mniejszej arkany? Tam mi się trudniej wyobrazić jak wejść w Dziewiątkę Buław żeby nabrać wytrwałości 🙂
pathworking to jest coś zupełnie innego niż rytuał nastawiony na zmianę cechy, ale Centa dobrze trafia w sedno - pracuje się na archetypach, nie na kartach jako takich. Karta jest tylko obrazem archetypu. I dlatego przy Sile wiesz z czym pracujesz, bo to jest konkretna energia - poskromienie, łagodność połączona ze siłą wewnętrzną. Przy drobnych kartach musisz być bardziej świadoma co chcesz wyciągnąć z tego symbolu. To nie jest zły pomysł, ale wymaga więcej własnej pracy ze znaczeniem.
to bardzo ciekawe co Nyja mówi o archetypach bo ja ze snami pracuję podobnie - jak mi się przyśni jakaś postać to staram się zobaczyć co ona we mnie reprezentuje. I teraz myślę że to może być podobne podejście - jaką część siebie chcę wzmocnić i jaką postać albo symbol to najlepiej wyraża. Czy ktoś tak to robił - wychodził od własnego symbolu zamiast gotowego systemu?
Tamarka trafia w sedno z tą jakością - sny które mają znaczenie to takie po których jest jakiś 'po co'. Ale to osobny temat. Wracając do magii cech - mnie ciekawi jak długo ktoś prowadził regularną pracę zanim zauważył coś konkretnego. Mówię o tygodniach, miesiącach? Bo mam wrażenie że oczekiwania są często za krótkoterminowe.
u mnie z asertywnoścą minęły może dwa miesiące zanim cokolwiek poczułam i to nie było 'eureka' tylko takie małe rzeczy - że raz powiedziałam nie i nie przepraszałam za to przez tydzień. Nie wiem czy to rytuał, afirmacje, terapia w tle czy po prostu czas. Szczerze nie da się tego rozdzielić.
dla mnie rytuał daje ramy i coś w rodzaju punktu zakotwiczenia - 'od tego momentu pracuję nad tym'. Nawet jeśli efekt jest psychologiczny to jest realny. Poza tym rytuał angażuje inne warstwy niż samo postanowienie w głowie - jest ciało, jest przestrzeń, jest czas. To nie jest bez znaczenia nawet jeśli nie wierzysz w energię jako taką.
to co Centa opisuje to jest klasyczny argument za magią działającą przez zmianę stanu umysłu i to argument uczciwy. Ale ja myślę że to nie wyklucza niczego innego - może działać na kilku poziomach jednocześnie i nie ma potrzeby wybierać. Mnie bardziej interesuje co się dzieje gdy ktoś prowadzi regularną pracę rytualną przez dłuższy czas - bo zmiany które widziałam u siebie po kilku miesiącach pracy z Merkurym przy komunikatywności naprawdę mnie zaskoczyły. I to nie było tylko 'postanowiłam być bardziej komunikatywna'.
czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do Nyji - co to znaczy 'praca z Merkurym'? Chodzi o konkretny dzień, godzinę, symbole? Bo widzę że kilka razy padło że ktoś pracuje z daną planetą ale nigdy nie było wyjaśnione jak to wygląda od środka.
Wracając do pytania Kini - żeby nie urywać - praca z Merkurym przy cechach komunikacyjnych, asertywności, zdolności wyrażania siebie, to może być wybór środy jako dnia rytuału, pierwsza lub ósma godzina planetarna od wschodu słońca, kolor pomarańczowy albo żółty, kadzidło z lawendy lub lavatera, i wezwanie przez modlitwę albo przez intencję skierowaną do zasady którą Merkury reprezentuje. Nie musi być ceremonialnie - czasem wystarczy że w środę rano siedzisz z kawą i intencjonalnie formułujesz co chcesz wzmocnić, używając symbolu planety jako kotwicy.
są aplikacje do godzin planetarnych, Kinia. Planetary Hours albo coś podobnego na telefon. Sam używam i to ułatwia sprawę bo liczy samo na podstawie twojej lokalizacji i dnia. Choć przyznam że nigdy nie sprawdziłem czy faktycznie coś to zmienia czy nie.
to mnie zawsze uderzało w tych systemach - że jest w nich jakaś wewnętrzna logika którą mozna sprawdzić historycznie. Nie ma poczucia że ktoś to wymyślił ostatnio. I dlatego mi łatwiej z tym pracować niż z czymś co jest 'kanalizowane przez kogoś w 2015 roku'. Choć rozumiem że inni mogą mieć odwrotnie.
Dominisia trafia w coś ważnego tym pytaniem - bo jeśli działamy przez psychologię symbolu to system musi mieć dla nas wewnętrzną spójność żeby w ogóle działał. A historyczny system który przetrwał kilka tysięcy lat musi mieć tę spójność niejako wbudowaną, bo był testowany przez pokolenia praktykujących. To nie rozstrzyga czy działa 'naprawdę' ale wyjaśnia dlaczego może działać na kogoś kto mu ufa.
słuchajcie, a ja mam głupie pytanie - te wszystkie rzeczy które wymieniacie, kadzidło, dzień, godzina, kolor, to wszystko musi być razem żeby zadziałało? Bo jak czytam te listy składników to mam wrażenie że jak nie mam lawendy w środę o ósmej to w ogóle nie ma sensu zaczynać.
