to pytanie które, szczerze mówiąc, nie ma jednej odpowiedzi nawet w tradycjach które tym się zajmują od dawna. Niektórzy praktykujący twierdzą że im bardziej precyzyjnie określisz intencję, tym mniejszy efekt uboczny. Inni mówią że każda zmiana w osobowości ma koszt i lepiej go z góry zaakceptować niż się później dziwić. Nie wiem kto ma rację, ale twoje doświadczenie Darka.2 brzmi jak bardzo rzetelna obserwacja.
to co Darka.2 opisała - zmiana jest ale pociąga za sobą coś nieplanowanego - to bardzo ważne żeby to tutaj zostało napisane, dziękuję że podzieliłaś się tym tak otwarcie. Ja teraz zanim cokolwiek zacznę to chyba najpierw zapiszę sobie to pytanie Wery o cień i pytanie o stratę. Żeby przynajmniej wiedzieć w co wchodzę.
to co Darka. napisała o tej elastyczności to mnie zastanawia od dłuższego czasu bo ja mam podobne obserwacje z afirmacjami. Skupiasz się na jednej rzeczy i jakby bokiem wyłazi coś innego. Tylko ja bym to nazwała inaczej niż efekt uboczny - bardziej jak że cechy nie są od siebie oddzielone, są połączone i jak pociągniesz za jeden koniec to cały splot się przesuwa.
dobra, ale jak długo macie zamiar rozmawiać o tym co może pójść nie tak? Darka. dostała odpowiedź że coś się zmieniło, to chyba dobry znak. Ja rozumiem że trzeba ostrożnie ale te wszystkie 'a co jeśli' zaczyna mi brzmieć jak odstraszanie od w ogóle spróbowania czegokolwiek.
Bronek01 - analizowanie przed jest właśnie po to żeby nie robić potem korekty w złym kierunku. To nie jest kwestia ostrożności dla samej ostrożności. Jak zmienisz coś w sobie bez zrozumienia kontekstu to późniejsza 'korekta' jest trudniejsza niż pierwsza zmiana. Ale rozumiem skąd ta niecierpliwość, każdy przez to przechodzi.
Bronek01 ja nie powiedziałam że to dobry znak. Powiedziałam że coś się zmieniło i nie jestem pewna czy o to mi chodziło. To nie jest sukces, to jest pytanie bez odpowiedzi na razie.
Darka.2 właśnie to pytanie bez odpowiedzi jest dla mnie najbardziej szczere w tym wątku. Możesz powiedzieć więcej co dokładnie czujesz - że jesteś mniej elastyczna w jakim sensie? W relacjach, w pracy, ogólnie?
to co opisujesz - ten opór przy zmianie planów - to ja bym najpierw sprawdziła czy to nie jest po prostu zmęczenie albo jakiś inny czynnik który akurat nałożył się na okres praktyki. Bo łatwo jest przypisywać każdą zmianę w sobie do rytuału, szczególnie gdy się w to angażujesz.
to brzmi trochę jak eksperyment naukowy - grupa kontrolna, zmienna, obserwacja. Zastanawiam się czy tak podchodzić do magii to nie zabija czegoś co ważne w samej praktyce? Takie zimne mierzenie własnych emocji.
dziennik to dobry pomysł ale wymaga regularności i tu wiele osób odpada. Nie dlatego ze nie chcą - po prostu po kilku dniach sie zapomina albo jest szkoda czasu. Ja używam czasem prostej skali jeden do pieciu na koniec dnia dla konkretnej cechy nad którą pracuję, to zajmuje trzydzieści sekund.
i to chyba jest mój błąd od początku - nie zdefiniowałam dokładnie co 'dotrzymywanie słowa sobie' znaczy w codziennym życiu. Miałam ogólne pojęcie ale nie konkretne sytuacje. Może to dlatego cecha poszła szerzej niż chciałam - bo intencja była za szeroka.
dobra, ale wracając do tego co powiedziała Darka - intencja za szeroka to brzmi jak wytłumaczenie po fakcie. Jak formułujesz zaklęcie to chyba nie myślisz w kategoriach 'czy to jest wystarczająco precyzyjne żeby nie wyjść poza zakres'? Ja przynajmniej nie myślę w ten sposób.
to jest właściwie kluczowe pytanie dla całego tematu - czy intencja jest instrukcją dla rytuału, czy tylko stanem wewnętrznym który mu towarzyszy. Bo jeśli to pierwsze, to precyzja słów ma duże znaczenie. Jeśli drugie, to może to nie intencja była za szeroka, tylko po prostu nie wiedziałaś jeszcze czego chcesz na poziomie głębszym niż słowa. I to drugie jest bardzo częste, szczególnie przy cechach osobowości, które są ze sobą splecione bardziej niż nam się wydaje.
to co mówisz Nyja jest dla mnie sensowne, ale rodzi pytanie praktyczne - czy w takim razie w ogóle można pracować precyzyjnie nad jedną cechą, czy zawsze będzie efekt rozlania się na sąsiednie obszary? I czy to rozlanie jest problemem czy może po prostu tak działa taka praca?
mysle ze można ale wymaga to naprawde duzej swiadomosci punktu startowego. Nie tylko 'chce byc bardziej cierpliwa' ale: w jakich sytuacjach mi brakuje cierpliwosci, co ją uruchamia, jak wyglada moje cialo kiedy ją tracę. Im bardziej szczegolowy obraz tym mniejsze ryzyko ze praca idzie zbyt szeroko. Ale to dlugo zajmuje zanim sie dojdzie do takiego poziomu obserwacji siebie.
to brzmi jak coś co mogłabym spróbować, bo moje rytuały do tej pory były raczej ogólne. Tylko mam jedno pytanie - czy piszesz tę instrukcję przed każdym rytuałem od nowa, czy raz i potem już tylko ją sobie przypominasz?
słuchając tego zaczynam myśleć że u mnie brakowało właśnie tej konkretności na wejściu. 'Dotrzymywanie słowa sobie' brzmi precyzyjnie dopóki nie zaczniesz rozkładać tego na sytuacje - bo okazuje się że to pojęcie obejmuje bardzo różne rzeczy w różnych kontekstach. W relacjach to jedno, w pracy drugie, wobec siebie w kwestii zdrowia trzecie.
Darka.2 a w którym z tych obszarów chciałaś to zmienić na początku? Bo jeśli nie byłaś tego pewna to może właśnie to było źródłem rozmycia - nie tyle za szeroka intencja co za mało zdefiniowany obszar działania.
to jest ciekawe spostrzezenie bo w afirmacjach jest podobny problem - jezeli afirmacja jest za ogolna mozg nie wie co ma z nia zrobic i albo ignoruje albo interpretuje po swojemu. Moze w magii jest cos podobnego - intencja za ogolna trafia w pierwszą dostepna manifestacje pojecia a nie w ta ktorą miałas na mysli.
wracając jeszcze do tego co mówiła Wera o obserwacji - mam wrażenie że tu pojawia się napięcie między dwoma podejściami: jedni mówią żeby obserwować chłodno i analitycznie, inni że trzeba zaufać procesowi i nie rozkładać wszystkiego na czynniki. Jak wy to godzicie? Bo mnie to trochę kręci w kółko kiedy próbuję obu naraz.
to co mówi Leokadia72 o mieszaniu trybów jest dla mnie jasne teoretycznie, ale w praktyce jak w ogóle wiesz że jesteś w tym "złym" trybie podczas rytuału? Bo mi się wydaje że to jest właśnie problem - nie wiem kiedy za bardzo analizuję a kiedy jestem po prostu obecny.
a wracając do tego co Darka mówiła o słowie danym sobie - mam wrażenie że to jest w ogóle osobna kategoria niż słowo dane innym i zastanawiam się czy rytuały które działają na jedno, w ogóle dotykają drugiego. Bo mechanizm wydaje się różny - przy zobowiązaniu wobec siebie nie ma zewnętrznej presji, nie ma kto nas rozliczyć.
to jest bardzo trafne pytanie i chyba dotyka czegoś ważnego. W niektórych tradycjach rytuał nie jest wykonywany prywatnie właśnie dlatego - świadek rytuału zmienia jego charakter. Nie dlatego że ma magiczną moc obserwowania, ale dlatego że od razu buduje zewnętrzną strukturę odpowiedzialności. Pytanie czy można to osiągnąć inaczej, bez świadka z krwi i kości.
w afirmacjach jest dokładnie ta sama zasada - wymawiasz na głos żeby mózg inaczej przetwarzał niz kiedy tylko myslisz. Albo piszesz ręcznie bo to angażuje inne obszary niz pisanie na klawiaturze. Może w magii to działa na tej samej zasadzie, sam akt zapisania już coś zmienia w tym jak traktujesz intencję.
chciałam zapytać do Tamarka i Centy - czy ta fizyczna forma zapisu to jest element rytuału dla was, czy coś osobnego? Bo zastanawiam się czy to musi być wplecione w rytuał żeby działało, czy może być przed lub po.
to mi trochę zmienia perspektywę na cały temat. Myślałam że rytuał jest tym głównym wydarzeniem, a tu wychodzi że to co się dzieje przed może być równie ważne albo nawet ważniejsze. Moje rytuały zwykle zaczynam bez takiego przygotowania i może właśnie dlatego intencja jest mglista.
u mnie było podobnie z tym brakiem przejścia. Właśnie ostatnio próbowałam dodać coś małego przed - kilka oddechów, zapisanie tego jednego zdania co chcę osiągnąć. I nawet nie wiem czy rytuał 'zadziałał' w jakimś magicznym sensie, ale w ogóle inaczej po nim siedziałam. Spokojniej. Nie wiem czy to jest miara sukcesu czy nie.
