Mam pytanie, które chodzi za mną od jakiegoś czasu. Czy w ogóle można robić cokolwiek na kogoś, o kim wiemy dosłownie nic - ani imienia, ani daty urodzenia, ani wyglądu? Chodzi mi o sytuację, gdzie masz tylko ogólne pojęcie, że "istnieje jakaś osoba" i tyle. Na przykład ktoś anonimowy, kto źle życzył tobie albo komuś bliskim, a ty chcesz po prostu żeby się odsunął, zniknął z orbity. Magia oddaliania, zaklęcia na dystansie - jak to w ogóle działa bez punktu zaczepienia?
To zależy bardzo od tego, co rozumiesz przez "punkt zaczepienia". Bo w tradycyjnych systemach magicznych - czy to w hoodoo, czy w starszych europejskich praktykach - nie zawsze potrzeba imienia. Niektóre szkoły mówią, że samo twoje intencjonalne skupienie na "źródle problemu" już wystarczy jako wektor. Tylko że to jest właśnie miejsce, gdzie sporo osób robi błąd - zamiast skupić się na ochronie siebie albo neutralizacji szkody, zaczynają grzebać na oślep w kierunku czegoś, czego nie potrafią zidentyfikować. Efekty bywają... różne.
Mam to zapisane u siebie z kilku różnych źródeł i faktycznie to co mówi Terenia62 pojawia się w różnych tradycjach. W praktykach Rootwork często zamiast imienia używa się opisu "whoever is causing this harm" albo czegoś w stylu "the unknown enemy" - i to traktowane jest jako wystarczający link. Ale mam pytanie do Terenia62 - co miałaś na myśli mówiąc "efekty bywają różne"? Chodziło ci o to, że bez konkretnego celu energia się rozprasza, czy że może trafić nie tam gdzie trzeba?
Przy pracy bez jasno zdefiniowanego celu stosuje się niekiedy technikę, którą można by określić jako "wycinanie połączenia" zamiast kierowania czegoś na konkretną osobę. Czyli zamiast "oddalam X od Y" - robisz coś w stylu "przecinam każde nieczyste połączenie, które wpływa na mój byt". To działa niezależnie od tego, czy wiesz kto stoi za problemem. Ale mam pytanie do Sennica - czy to ma być ochrona dla ciebie, czy naprawdę chodzi ci o oddziaływanie na tę nieznaną osobę? Bo to są dwie fundamentalnie różne intencje.
A czy w takich przypadkach astrologia może dać jakiś "punkt zaczepienia"? Mam na myśli - jeśli wiesz mniej więcej kiedy ta osoba pojawiła się w twoim życiu, czy moment pojawienia się problemu, to można na tej podstawie wyciągnąć coś o energii tej sytuacji? Nie wiem, pytam bo mi się skojarzyło, że niektórzy używają chart electional astrology nie tylko do planowania rytuałów, ale też do "opisania" celu.
To co opisuje Franek to blisko techniki zwanej w niektórych tradycjach "working the situation" zamiast "working the person". Crowley pisał o czymś analogicznym - że kierowanie woli na zjawisko zamiast na konkretny podmiot jest niekiedy precyzyjniejsze, bo omija opór psychiczny i etyczne komplikacje. Owen Davies w "Magic: A Very Short Introduction" też porusza ten wątek, że historycznie magia ochronna często działała na zasadzie usuwania okoliczności, nie osób. Tylko Sennica powinna się zastanowić, czy to, czego szuka, to faktycznie oddanie czy neutralizacja wpływu - bo to już jest inna praca.
Nie są to pojęcia tożsame, choć bywają stosowane zamiennie. Odcinanie powiązań to praca z tym, co łączy ciebie z tym "czymś" - przecinasz nić. Neutralizacja wpływu to praca z samą energią wpływu - nie rozcinasz połączenia, tylko odbierasz mu ładunek. Wyobraź sobie kabel pod napięciem: odcinanie to jego przecięcie, neutralizacja to wyłączenie prądu. Efekt podobny, ale w pierwszym przypadku masz luźny koniec kabla, który nadal gdzieś jest, a w drugim kabel jest, ale martwy.
To wyjaśnienie Kobalt jest naprawdę klarowne, ale teraz mam pytanie poboczne - co z sytuacją, gdzie nie wiesz, czy w ogóle jakiś kabel jest? To znaczy - kiedy nie masz pewności, czy ta "nieznana osoba" naprawdę działa na ciebie intencjonalnie, czy może to tylko twoje własne przekonania wzmacniają problem? Pytam serio, bo miałam kiedyś sytuację gdzie przez dwa miesiące byłam przekonana, że ktoś mi "rzuca", a potem się okazało że to był po prostu trudny okres i własna energia napędzała spiralę.
No właśnie, Terenia62 to dotknęłaś czegoś, co mnie zawsze trochę hamuje zanim cokolwiek zacznę robić w takich sytuacjach. Jakiś czas temu ktoś mi polecił żebym przed każdą pracą ochronną zadała sobie pytanie: "czy wiem że ktoś mnie atakuje, czy tylko wierzę że ktoś mnie atakuje?". I różnica między tymi dwoma stanami jest kolosalna. Tylko skąd wiesz, które to jest, jeśli efekty w życiu wyglądają tak samo?
To jest pytanie diagnostyczne, nie retoryczne. W praktyce robisz wtedy coś w rodzaju testu - zamiast od razu kierować pracę "na zewnątrz", robisz najpierw intensywne oczyszczenie i pracę z własną energią przez kilka dni. Jeśli po tym sytuacja zmienia się sama - odpowiedź na twoje pytanie jest jasna. Jeśli po oczyszczeniu i stabilizacji własnego pola nadal coś naciska - wtedy masz argument za tym, że źródło jest zewnętrzne. To stara zasada z tradycji hermetycznych, żeby "sprzątać dom" przed szukaniem złodzieja na zewnątrz.
Zanotowałem. Ale mam do Wajdelota pytanie o ten test - jak długo powinno trwać to "oczyszczanie własnego pola" żeby wynik był wiarygodny? Kilka dni to mało jeśli sytuacja ciągnie się miesiącami. I czy robi się to jeden raz czy regularnie przez ten okres?
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może trochę inne - jeśli chcesz pracować na kogoś nieznanego w kierunku oddaliania, czy istnieje w ogóle jakaś forma weryfikacji, że to działa? Bo rozumiem, że przy pracy na kogoś konkretnego możesz obserwować jego zachowanie, ale jeśli pracujesz na "nieznane źródło" - po czym poznasz że jest efekt?
To wszystko razem daje mi do myślenia i trochę zmienia moje podejście do tego co chciałam zrobić. Zaczęłam od pytania o techniki pracy bez celu, a kończę z refleksją, że może najpierw powinam ustalić czy w ogóle mam zewnętrzny problem czy wewnętrzny. I to jest chyba ważniejsze pytanie niż które zaklęcie wybrać. Choć wciąż nie wiem co robić w sytuacji, gdy po tym całym oczyszczeniu nadal będę czuć że coś jest - bo wtedy wracam do punktu wyjścia z tym samym brakiem danych o celu.
To co Sennica napisała na końcu - że zaczęła od pytania o techniki, a skończyła na pytaniu czy w ogóle ma zewnętrzny problem - to jest chyba najuczciwsza konkluzja jakiej można dojść w takim wątku. Ale mam wrażenie, że to nie zamyka tematu tylko go otwiera na nowo. Bo co jeśli po tym tygodniu czy dwóch oczyszczania dojdziesz do wniosku, że jednak jest coś zewnętrznego? Wtedy wracasz do punktu wyjścia, czyli: jak pracować bez celu?
Mam pytanie do Kamilka51 - czy te poradniki, o których mówisz, to masz na myśli głównie polskie źródła, czy też zachodnie? Bo z tego co sam czytałem, w anglojęzycznych tradycjach hoodoo albo w części materiałów rootwork jest sporo o pracy "na sytuację" właśnie wtedy kiedy sprawca jest nieznany. Tam nie ma luki, którą opisujesz.
Słucham tej rozmowy o lustrach i mam mieszane uczucia. To jest technika, która przy nieumiejętnym użyciu daje efekty zupełnie inne od zamierzonych - i tu wchodzę z tym swoim wiecznym "ale". Lustro jako bariera działa, owszem. Ale lustro bez dobrego zakotwiczenia intencji działa jak ściana z obu stron - nie tylko blokuje co przychodzi, ale może też zamknąć to co wychodzi. Znam kilka osób które po takiej pracy miały problem z energetycznym "zastyganiem" własnego pola.
Węzły to mam zapisane w notatkach jako technikę nordycką głównie, ale chyba nie tylko? Kobalt skąd ty to masz - z jakiejś konkretnej tradycji czy to takie bardziej ogólne podejście?
Wracam do wątku po chwili przerwy i widzę że rozmowa poszła w konkretne techniki. Mam pytanie trochę z tyłu - zanim w ogóle dobierzesz technikę, lustro czy węzeł czy cokolwiek innego, to skąd wiesz w którą stronę ustawić tę barierę? Mam na myśli - jeśli nie znasz celu, nie wiesz skąd coś przychodzi, to jak orientujesz się gdzie jest "ta strona" a gdzie "tamta strona"?
To jest właśnie to pytanie, które oddziela podejście mechaniczne od podejścia świadomego. I niestety nie ma na nie jednej dobrej odpowiedzi. Część pracujących mówi że bariera jest kołowa - otaczasz siebie, nie wskazujesz kierunku. Część mówi że trzeba pracować z odczuciem gdzie napięcie jest największe. Ja osobiście zaczynam od medytacji diagnostycznej, gdzie po prostu siedzę z tym pytaniem jakiś czas i czekam na coś co można by nazwać odczuciem kierunku - ale nie każdy to czuje.
A czy można by tu użyć astrologii do wyznaczenia tego kierunku? Nie mam na myśli azymutu w sensie geograficznym, tylko - czy np. planet tranzytująca przez określone pole w danym momencie nie mogłaby powiedzieć czegoś o tym skąd "przychodzi" problem? Czytałem coś o kierunkach planetarnych w mundannej astrologii, ale nie wiem czy da się to przełożyć na taką pracę.
Słucham tego i mam wrażenie że rozmowa zaczyna się rozgałęziać na coraz więcej technicznych detali, co jest okej, ale chciałam wrócić do pytania Sennicy z początku wątku - ona pytała o pracę na kogoś o kim wie bardzo mało. I im więcej czytam tę rozmowę, tym bardziej myślę że kluczowe jest "bardzo mało" - bo to nie jest "nic". Cokolwiek wiesz, nawet cień informacji, jest punktem startowym. Pytanie brzmi ile minimum trzeba żeby praca miała sens.
Mam jeden konkretny fakt. Jedną datę. I jedno zdarzenie które kojarzę z tą osobą, choć nie mam pewności czy to ona. Czy to wystarczy do pracy w takim sensie jak mówi Kobalt, czy to nadal za mało?
Żeby odpowiedzieć na pytanie Sennicy konkretnie - data plus jedno zdarzenie wystarczy do pracy ochronnej, nie wystarczy do pracy precyzyjnej. Ochrona kołowa nie potrzebuje identyfikacji. Ale jeśli chcesz coś bardziej ukierunkowanego, to trzeba wiedzieć coś jeszcze - choćby to, czy odczuwasz to fizycznie w konkretnym miejscu ciała, czy to jest bardziej rozproszone.
Odczuwam to fizycznie, tak. Głównie okolice klatki piersiowej i gardła. Nie wiem czy to w ogóle relevant, pytam bo Kobalt zapytał.
Czytam to i mam pytanie - czy to zawężenie przez odczucie fizyczne to coś co jest opisane w jakiejś tradycji, czy to jest takie bardziej autorskie? Pytam dlatego że w astrologii mamy rulership - Merkury rządzi gardłem i komunikacją, Wenus klatką piersiową, i to się pokrywa z tym co mówisz Kobalt, ale nie wiem czy to zbieżność czy coś głębszego.
Nie mam teraz dostępu do Moszyńskiego przy sobie, ale z pamięci - urok od słowa wymagał głównie neutralizacji przez wodę i sól, często z wypowiedzeniem formuły odwracającej. Urok od spojrzenia był bardziej o tworzeniu bariery wzrokowej, czerwona nić, lustro. Trochę jak to co Wajdelota opisywał wcześniej o lustrzanej barierze w hoodoo.
Wracam do Sennicy bo czuję że ta rozmowa znowu odpływa w teorię. Masz datę, masz zdarzenie, masz odczucie fizyczne. To jest wystarczające żeby zacząć od czegoś prostego. Nie lustro na tym etapie, nie węzeł. Najpierw coś co wyczyści to co jest, zanim zaczniesz budować barierę. Czy w ogóle robiłaś kiedyś coś w kierunku oczyszczenia?
