Ta trzecia opcja brzmi dla mnie najbliżej tego jak o tym myślę, ale też najtrudniej ją obronić w rozmowie, bo jak zaczynasz tłumaczyć co to znaczy 'nie daje się sprowadzić' to szybko zaczyna brzmieć mgliście. Sama nie wiem jak to opisać nie brzmiąc bełkotliwie.
Mam pytanie może głupie - czy jeśli zapach fizycznie mi przeszkadza, to znaczy że 'nie jest dla mnie' czy że jestem na niego po prostu uwrażliwiona i powinam go unikać w praktyce? Pytam bo mam mocny problem z wszelkimi żywicami, od razu mnie boli głowa, ale słyszałam że żywice to podstawa i bez nich coś tracę.
Kōdō to jest właśnie ten przykład gdzie zapach jest celem samym w sobie, a nie środkiem do czegoś innego. Rozpoznawanie, nazywanie, kontemplacja zapachu jako sztuka. To jest odwrócenie tego co robimy w zachodniej magii ceremonialnej gdzie kadzidło ma wzmacniać coś innego.
I tu wracamy do pytania Helgi - jeśli żywice boli cię głowa, to w zachodnim ceremonializmie to jest problem praktyczny, bo siłujesz się przez rytuał. Ale w kōdō byłoby to informacja o zapachu i o sobie. Zupełnie inne ramowanie tego samego doświadczenia fizycznego.
Właśnie i nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie Helgi, bo wszystko zależy od tego co chcesz osiągnąć. Jeśli pracujesz w jakiejś konkretnej tradycji, to warto sprawdzić co ona mówi o zastępnikach. Wiele systemów ma listy substytutów właśnie dla sytuacji gdy coś jest niedostępne lub nietolerowane fizycznie.
Substytuty to mi się od razu kojarzy z pytaniem które miałam od początku w tym wątku - jak 'oryginalna' musi być substancja. Bo na przykład kadzidło frankincense - mogę kupić olejek eteryczny, mogę kupić surową żywicę, mogę kupić gotowe stożki z domieszkami. Czy to jest ta sama rzecz w sensie magicznym czy zupełnie co innego?
To co Ewunia powiedziała o estetyce mnie zatrzymało. Bo ja długo myślałam że mój wybór surowej żywicy nad stożkami to jest jakaś głębsza decyzja, a może to po prostu kwestia smaku? I teraz nie wiem czy to dobrze czy źle, bo jeśli to tylko estetyka, to czemu miałoby mieć znaczenie.
Ale czy estetyka i znaczenie magiczne muszą być rozdzielone? To trochę jak pytanie czy lubienie jakiegoś miejsca to powód żeby tam medytować. Lubię, to tam idę, skupiam się lepiej, coś z tego wychodzi. Intencja i komfort nie muszą konkurować.
A co jeśli te dwa uzasadnienia nakładają się na siebie historycznie? Surowa żywica była używana w starożytności nie dlatego że ktoś siedział i filozofował o autentyczności, ale dlatego że to był dostępny produkt. Estetyka i dostępność razem tworzyły tradycję. My teraz wyciągamy z tego regułę której oni nie formułowali.
To jest ciekawy punkt, bo to znaczy że 'tradycyjnie poprawnie' to nie jest coś co istniało od zawsze jako kryterium, tylko my je nakładamy wstecz. Czy ktoś zna jakieś teksty historyczne gdzie faktycznie pisano dlaczego dana substancja, a nie inna?
I to jest właściwie rdzeń tego wątku, który przez chwilę nam się rozchodzył. Pytanie w tytule brzmi 'właściwe i niewłaściwe zapachy dla praktyki' - i ta odpowiedź Ewuni pokazuje że nie ma jednej odpowiedzi niezależnej od systemu. Mirra może być właściwa do jednego i niewłaściwa do drugiego w tej samej tradycji, zależy co robisz.
A wracając do mojego pytania o żywice - to co mówicie znaczy że jeśli pracuję powiedzmy z rунами nordyckimi, to żywice mogę w ogóle pominąć bez poczucia że robię coś nie tak?
Kora brzozy - to mnie zaciekawiło praktycznie, bo nigdy nie próbowałam. Brzoza się pali czy raczej suszy i zostawia jako element przestrzeni?
Przy tej całej rozmowie o tradycjach i substancjach zaczęłam się zastanawiać nad czymś innym - co z syntetykami i olejkami które są chemicznie tożsame z naturalną substancją ale wytworzone laboratoryjnie? Linalool z lawendy i syntetyczny linalool to ta sama cząsteczka. Twierdzenie że mózg je rozróżnia to trochę naciąganie.
To co Magini mówi to jest ważne, bo to otwiera pytanie czy w magii chodzi o cząsteczkę czy o całą substancję. Ale z drugiej strony - czosnek odpędzający złe duchy działa przez symbolikę i kulturowe znaczenie, nie przez skład chemiczny. Więc może te dwa poziomy w ogóle nie rozmawiają ze sobą.
Mnie to rozróżnienie na warstwy dużo wyjaśnia. Bo kiedy używam olejku lawendowego podczas medytacji to wiem że reaguje na niego mój układ nerwowy, ale nie czuję żebym 'aktywowała' cokolwiek symbolicznego. Może dlatego że nie zbudowałam takiej intencji, albo że lawendy nie kojarzę z żadnym konkretnym systemem tylko z relaksem jako takim.
I to jest właśnie ta różnica między aromaterapią a magią zapachową. W aromaterapii intencja symboliczna jest nieistotna, liczy się efekt fizjologiczny. W magii odwracasz proporcje albo próbujesz działać na obu poziomach równocześnie. Dlatego to co 'działa' w jednym kontekście nie musi 'działać' w drugim.
To jest może głupie pytanie ale - czy jest jakiś zapach który jest złym wyborem niezależnie od tradycji i systemu? Coś co po prostu nie pasuje do praktyki w żadnych okolicznościach?
To zależy co rozumiesz przez 'zły wybór'. Są zapachy które mi osobiście kompletnie rozbijają skupienie i nie wyobrażam sobie przy nich niczego robić, ale nie powiedziałabym że to obiektywna reguła. Chociaż jest jedna rzecz która mi przychodzi do głowy - zapachy bardzo syntetyczne, chemiczne, takie jak odświeżacze powietrza w sprayu czy tanie świeczki zapachowe z supermarketu. Nie dlatego że 'niemagiczne', tylko dlatego że mózg mocno kojarzy je z codziennymi czynnościami i ciężko o jakikolwiek inny stan.
No właśnie, bo jak pytałam to miałam na myśli raczej to pierwsze - coś co po prostu psuje atmosferę niezależnie od osoby. Ale może nie ma czegoś takiego?
Odpowiem na pytanie Helgi trochę z innej strony - w kilku tradycjach są zapachy które są celowo używane do zamknięcia przestrzeni, zakończenia rytuału, rozproszenia zgromadzonej energii. Kamfora na przykład jest używana dokładnie w ten sposób w niektórych tradycjach wedyjskich i taoistycznych - żeby coś zakończyć, nie zacząć. Więc użycie jej na początku pracy byłoby kontrproduktywne, ale nie dlatego że jest 'zła', tylko że ma inne przypisanie funkcjonalne.
Ja też nie wiedziałem o kamorze w tym kontekście. Kojarzę ją tylko z bólem mięśni.
A to ciekawe, bo kamfora jest w składzie kilku popularnych kadzideł 'oczyszczających' sprzedawanych u nas jako coś co 'czyści przestrzeń przed rytuałem'. Więc albo ktoś przełożył to przypisanie przez własną interpretację, albo są dwie różne tradycje które mają odwrócone znaczenia.
To jest właściwie problem z całą popularnoezoteryczną literaturą - przypisania bywają przetłumaczone z jednej tradycji i wklejone w inny kontekst bez komentarza. Kupujesz kadzidło z opisem 'do oczyszczenia' i nie wiesz czy autor miał na myśli oczyszczenie przed pracą czy po niej, i z jakiej tradycji w ogóle pochodzi ten opis.
I wracając do pytania Helgi - może odpowiedź brzmi: nie ma zapachów obiektywnie złych, ale są zapachy które w danym systemie mają konkretne przypisanie i użycie ich wbrew temu przypisaniu rozmywa intencję. To jest inny argument niż 'ten zapach jest niemagiczny'.
Ale jeśli ktoś nie pracuje w żadnym konkretnym systemie tylko buduje własną praktykę, to te przypisania go nie dotyczą? Czyli może używać kamfory na początku bez żadnych konsekwencji?
To jest trop który mnie przekonuje bardziej niż symbole. Sama kamfory nie używam, ale jak ją wącham to faktycznie coś w niej jest kończącego, jakby wietrzenia. Nie wiedziałam że to ma tradycyjne oparcie.
