Ale czy to jest ważne skąd pochodzi przypisanie jeśli ono działa? Znaczy jeśli ktoś używa cedru do zaziemienia i czuje się zaziemiony, to czy ma znaczenie że lista przypisań była z 2008 roku z jakiejś strony o kryształach?
A jak w ogóle wygląda sprawa z zapachami które działają odwrotnie do oczekiwań? Bo na przykład podobno paczula jest do uziemienia i stabilizacji, a mnie ona po prostu pobudza i lekko drażni. Zawsze się zastanawiałam czy to mój 'błąd' czy jest jakieś wyjaśnienie.
Paczula to akurat ciekawy przypadek bo ma bardzo podzieloną grupę odbiorców - jedni ją uwielbiają, inni nie znoszą i to nie jest rzadkość. Myślę że tu nakłada się kilka rzeczy naraz - składniki aktywne paczulolu działają różnie u różnych ludzi, do tego historycznie była mocno kojarzona z konkretną subkulturą i jeśli masz z nią jakiekolwiek negatywne skojarzenia, to żadne przypisanie ci nie pomoże.
Czyli są zapachy które fizjologicznie mają bardziej jednolite działanie u większości ludzi i takie które są bardzo podatne na skojarzenia osobiste? Mam wrażenie że lawenda i mięta są dość przewidywalne, a paczula czy benzoes to już bardziej 'twoje musi być twoje'?
To jest chyba dobre rozróżnienie. Mięta i eukaliptus mają silne mentolopochodne które działają na receptory chłodu i trigeminalnie - trudno to zignorować, większość ludzi czuje pobudzenie. Ale żywice balsamiczne są bardziej subtelne i tu skojarzenia mogą łatwo przykryć fizjologię.
Dobra to teraz jestem ciekawa - czy jest jakiś zapach który jest wyjątkowo niedobry do praktyki? Nie ze względu na tradycję czy przypisania, ale tak czysto - że wiadomo że przeszkadza w skupieniu albo wywołuje coś niepożądanego?
No i Danielka trafia w coś co mnie też od dawna zastanawia. Czy jest coś co obiektywnie przeszkadza, nie w sensie 'ta tradycja tego nie zaleca', tylko tak czysto sensorycznie. Czytałam gdzieś że niektóre związki chemiczne w zapachach mogą wywoływać niepokój albo nawet lekkie uczucie dezorientacji przy dłuższym wdychaniu.
Zaraz, zaraz - czyli taniocha z castoramy albo z allegro za 5 zł paczka to może być realnie szkodliwa, nie tylko 'o słabszym działaniu'? Bo mam wrażenie że dużo osób zaczyna od właśnie takich rzeczy i nikt nigdy tego wprost nie mówi.
Ja też miałam taki etap z tymi kadzidłami po złotówce i pamiętam że po dłuższym siedzeniu bolała mnie głowa. Myślałam że to kwestia stężenia, ale może chodziło właśnie o te syntetyki. Teraz jak używam naturalnych żywic bezpośrednio na węgielku to zupełnie inne odczucie, nawet przy intensywnym zapachu głowa nie boli.
Paprotka ma rację i to jest coś o czym warto gadać głośno bo naprawdę mało kto to rozróżnia na początku. Kadzidełko bambusowe z syntetycznym olejkiem to jest zupełnie inna substancja niż żywica kadzidłowca na węglu. Dym z bambusa i spoiwa kadzidła bywa bardziej drażniący dla dróg oddechowych niż sam aromat. I do praktyki - nie ma sensu siedzieć godzinę w kłębach dymu z czegoś czego składu nie znamy, bo efekt skupienia zostaje szybko zastąpiony efektem bólowym.
A jest jakiś sposób żeby w ogóle sprawdzić skład kadzidła? Bo jak patrzę na opakowania to albo nie ma nic, albo jest napisane 'natural ingredients' bez żadnego uszczegółowienia i nie wiem jak to czytać.
