Czyli może warto przy wyborze zapachów po prostu sprawdzać jakie mają efekty fizjologiczne zanim się sięgnie po przypisania kulturowe? Bo te przynajmniej są bardziej weryfikowalne.
To jest jedna droga, ale ma ograniczenia. Fizjologia tłumaczy czemu mirra spowalnia oddech i wprowadza w stan zbliżony do transu, ale już nie tłumaczy czemu w różnych kulturach niezależnie od siebie trafiła do kontekstu śmierci i przejścia. To nakładanie jest za konsekwentne żeby było przypadkowe.
Albo jest przypadkowe, ale ta koincydencja wynika z tego że ludzie w podobnych stanach fizjologicznych robili podobne rzeczy - umierali, modlili się za zmarłych, przechodzili inicjacje. Mirra wchodziła tam nie dlatego że coś w niej wskazuje na śmierć symbolicznie, tylko że przy śmierci potrzebowali czegoś co spowolni, wycisza, a mirra do tego pasuje.
To i tak wychodzi na to samo - tradycja i fizjologia nie wykluczają się, tylko opisują ten sam mechanizm z dwóch stron. Jedna mówi 'mirra należy do bóstw chtonoicznych', druga mówi 'mirra obniża tętno i wprowadza w stan półtransu'. Efekt może być identyczny niezależnie od tego którym językiem to opisujesz.
Chciałabym wrócić jeszcze do pytania o brzozy, bo jakoś nam uciekło. Czeremcha mówiła o charakterystycznym dymie - czy to jest coś co można kupić gotowego, kora brzozy do spalania, czy to raczej samodzielnie zbierane?
I może właśnie to jest odpowiedź na cały wątek - nie ma zapachów właściwych i niewłaściwych w abstrakcji, jest zapach który do czegoś pasuje albo nie pasuje. I to 'pasuje' to trzy warstwy naraz: tradycja w której pracujesz, twoja własna psychofizjologia i to co zapach robi z Twoim stanem skupienia. Brzmisz jakbym sama siebie przekonywała, ale nie wiem jak to inaczej zebrać.
To co powiedziała Magini59 o trzech warstwach brzmi sensownie, ale zastanawiam się czy ta trzecia - czyli to co akurat masz pod ręką - nie jest trochę na wyrost. Bo to by znaczyło że każdy przypadkowy zapach może być dobry, jeśli akurat go masz?
Dokładnie, miałam na myśli lokalne zakorzenienie, nie przypadkowe. Choć teraz jak piszesz Irenka to myślę że to też nie jest do końca jasne - bo skąd wiadomo że lokalność ma znaczenie? Że coś co rośnie w tym samym klimacie co ja jakoś do mnie lepiej trafia?
To jest pytanie które mnie też gryzie. Bo jeśli mirra działa fizjologicznie tak jak opisała Ewunia_J, to nie ma znaczenia czy pochodzi z Jemenu czy jest syntetyczna. Fizjologia jest fizjologia. A jeśli ma znaczenie skąd pochodzi, to wracamy do symboliki, nie do fizjologii.
Czyli mówisz że przy syntetykach odpada warstwa fizjologiczna, nie tylko symboliczna? To dużo ważniejszy argument przeciwko nim niż te wszystkie 'nieautentyczna energia' które się słyszy.
Mam pytanie do tego co powiedziała Ewunia - te składniki lotne to są obecne w dymie ze spalania, czy żeby działały to trzeba wąchać żywicę bezpośrednio? Bo sposób użycia chyba zmienia co tak naprawdę trafia do powietrza.
Hej, ja tu trochę po cichu czytałam i mam może głupie pytanie, ale - czy jest w ogóle jakaś różnica między kadzidłem a olejkiem eterycznym jeśli chodzi o to działanie? Bo kupuję czasem olejki do dyfuzora i zastanawiam się czy to w ogóle ma sens w kontekście o którym mówicie.
Dyfuzor ultradźwiękowy nie podgrzewa olejku tylko go rozpyla jako aerozol. Składniki lotne są te same co w surowcu, nie ma produktów spalania. Fizjologicznie może działać podobnie albo nawet intensywniej bo cząsteczki są bardzo drobne. Ale traci się element ognia, dymu, ofiary w sensie rytuałowym.
Ta ofiara ognia to jest coś co gdzieś czytałam że ma znaczenie samo w sobie - że substancja która jest spalana jest jakby przekształcana i to przekształcenie jest częścią rytuału, nie tylko zapach który zostaje. Czy to jest jakiś konkretny pogląd czy ogólna intuicja?
I tutaj właśnie wracam do tego co mówiłam wcześniej o przypisaniach z różnych tradycji - jeśli ktoś nie ma systemu kosmologicznego w którym ogień cokolwiek przenosi, to spalanie kadzidła jest dla niego po prostu innym sposobem dostarczenia zapachu do powietrza. I może mieć dokładnie ten sam efekt skupieniowy co dyfuzor.
Ale czy skupienie jest jedynym celem? Przez cały wątek jakby zakładamy że zapach służy do skupienia i ewentualnie do wejścia w stan, ale może dla niektórych to jest bardziej sygnał - jakiś zapach oznacza że zaczyna się coś konkretnego. Jak Pawłow.
To by tłumaczyło dlaczego ludzie tak mocno przywiązują się do konkretnych marek kadzideł albo konkretnych mieszanek - bo wyrobili sobie konkretną kotwicę i zmiana zapachu ją psuje, nawet jeśli nowy zapach ma 'lepsze przypisanie'.
Sama tak mam z żywicą benzoesową którą zaczęłam używać trochę przypadkowo, bo była tania. Teraz jak ją palę to od razu coś przestawia się w głowie. Waniliowo-balsamiczny zapach, ciepły. Żadnych tradycyjnych przypisań które znam, po prostu moje skojarzenie z praktyką.
W zielarskim, sprzedawana jako żywica do kadzenia, czasem trafia się w sklepach z mydłami i naturalnymi kosmetykami bo jest też używana jako utrwalacz zapachów. Nie jest droga i długo się pali. Polecam spróbować jeśli nie lubisz ostrych dymów - jest łagodna.
Wracając do dyfuzora i tego co pisał Sewer76 - mam jeszcze jedno pytanie. Mówisz że traci się element ognia jako ofiary, ale czy jest coś innego czego nie ma w dyfuzorze a jest w spalaniu, poza tą warstwą kosmologiczną? Coś bardziej fizycznego?
Właśnie siedzę i myślę o tym benzosie który opisała Czeremcha. Nigdy go nie próbowałam, zawsze szłam w klasykę, mirra, frankincense, copal. Ale jak opisuje ten waniliowy balsamiczny zapach to mi się kojarzy z czymś bardzo ciepłym i domowym, nie ceremonialnym. Czy to nie przeszkadza w skupieniu, że to taki domowy zapach?
Ale właśnie - czy można świadomie zbudować takie skojarzenie, czy ono po prostu musi się samo wyrobić? Bo jak Paprotka to zaczęłaby teraz używać do praktyki to czy mózg 'przyjmie' to skojarzenie pomimo że już ma jakieś inne do tego zapachu?
To by chyba zależało od tego ile razy i jak silnie poprzednie skojarzenie zostało zapisane. Jeśli benzosu nikt nigdy nie wąchał to mózg ma czyste pole. Ale jeśli ktoś miał babcię która robiła pierniki i pachniały podobnie, to ta warstwa jest już trwała chyba?
Właśnie dlatego zawsze mówię że wybór zapachu do praktyki to jest coś bardzo osobistego i nie ma sensu ślepo kopiować cudzych list przypisań. Ewunia mówiła o fizjologii, Czeremcha o kotwicy - obie te warstwy są realne, ale obie są indywidualne. Jeden i ten sam zapach może komuś otwierać głowę a kogoś innego wywołać wspomnienie zęba u dentysty.
no właśnie, to jest coś z czym sama się mierzę. Używam lawendy bo wszędzie piszą że jest do relaksu i skupienia, ale mnie kojarzy się z babciną szafą i trochę mi robi senność a nie skupienie. Czy to znaczy że po prostu nie ta substancja dla mnie?
Chwila, bo to otwiera zupełnie inne pytanie. Czy przy wyborze zapachu do praktyki powinno się bardziej patrzeć na to co mówi tradycja, na skojarzenia osobiste, czy na to jak dana substancja działa fizjologicznie? Bo te trzy kryteria mogą dawać zupełnie różne odpowiedzi.
Czyli jak czytam listy 'do czego służy które kadzidło' na różnych stronach, to tak naprawdę nie wiem nawet z jakiego poziomu te informacje pochodzą - czy to fizjologia, tradycja czy czyjaś kotwica opisana jako fakt?
