To jest realny problem i wiele osób się na tym przewróciło. W przypadku olejków eterycznych jest kilka sygnałów - jeśli cena jest bardzo niska przy olejkach z roślin trudnych w uprawie, jak neroli czy róża damasceńska, to niemal na pewno coś jest nie tak. Prawdziwy olejek różany jest droższy niż złoto w przeliczeniu na gram. Poza tym na etykiecie powinna być nazwa łacińska rośliny, kraj pochodzenia, informacja że to olejek czysty a nie mieszanka. Warto szukać marek z certyfikatem GC/MS, to badanie potwierdzające skład chemiczny.
A czy któraś z was kupuje przez internet od sprawdzonych dostawców, czy zawsze sklepowo? Bo mnie się wydaje, że w stacjonarnych sklepach ezoterycznych jakość bywa bardzo różna i właśnie przez te nalepki 'do oczyszczania' trudno się połapać co jest wartościowe.
A co to jest ten węgiel? Bo widzę że kilka razy to pojawia się w kontekście żywic, ale nie rozumiem czy to jest specjalny rodzaj czy zwykły węgiel do grilla.
I właśnie wróciłam myślami do pytania Filomeny, bo to ciekawe rozróżnienie. Są zapachy, których nie ma w formie kadzidła ani żywicy - jak sobie poradzić z czymś takim? Na przykład zapach mokrej ziemi, lasu, czegoś bardzo 'naturalnego'. Czy są jakieś tradycje, które używają czegoś tak nieoczywistego?
Właściwie w tradycjach ziołowych i ludowych nie chodziło zawsze o palenie. Zioła wieszane w domu, wkładane pod próg, suszone pęki nad drzwiami - to był zapach rozchodzący się powoli bez ognia. Tymianek, wrotycz, dziurawiec. Część z tych roślin ma udokumentowane właściwości odstraszające insekty, co pewnie było praktycznym powodem, ale z czasem narosła na to warstwa ochronna. Nie wiem czy to jest 'bardziej magiczne' niż palenie, ale jest inne.
O, wrotycz! Moja babcia zawieszała właśnie wrotycz w spiżarni, ale nikt mi nie powiedział że to może mieć jakieś inne znaczenie poza odstraszaniem much. Ciekawe jak wiele rzeczy, które wyglądają jak zwykłe domowe nawyki, ma takie głębsze korzenie.
Dobra, ale jak ktoś chce zacząć świadomie pracować z zapachami i nie wie kompletnie nic - od czego zacząć? Czy jest jakiś 'podstawowy zestaw' który by miało sens mieć zanim się kupi dwadzieścia różnych rzeczy?
No dobra, ale żeby odpowiedzieć na pytanie - co chcę robić - to muszę przyznać, że nie wiem. Chodzi mi o to, że dopiero zaczynam się tym interesować i nie mam żadnego konkretnego celu poza tym, żeby w ogóle zobaczyć jak to działa. Może medytacja, może jakieś oczyszczanie? Czy w takim razie jest coś, co ma sens niezależnie od kierunku?
Dodałbym do tej listy sandałowiec - jest o tyle wszechstronny, że pasuje zarówno do pracy z ziemią, skupieniem, jak i do stanów głębszej ciszy w medytacji. Cięższy zapach niż frankincense, bardziej osadzający. Ale jest jeden problem - prawdziwy sandałowiec z Mysuru jest teraz absurdalnie drogi i chroniony, więc większość tego co się dostaje pod nazwą 'sandalwood' to australijski gatunek albo mieszanka. Działa inaczej, nie powiem że nie działa, ale kto raz poczuł ten indyjski to rozumie różnicę.
A czy jest jakaś logika w tym, że akurat te zapachy - frankincense, sandałowiec, lawenda - pojawiają się w tylu różnych tradycjach niezależnie od siebie? To mnie ciekawi. Czy to przypadek, że tyle kultur na to wpadło, czy może rzeczywiście jest coś w ich składzie chemicznym, co robi podobne rzeczy z głową?
To jest naprawdę coś - że ludzie przez tysiące lat empirycznie dochodziły do tych samych roślin zanim w ogóle był aparat żeby to zbadać. Moja babcia pewnie nie wiedziała nic o incensole octanie, ale wrotycz wieszała regularnie i coś w tym było. Zastanawiam się ile takich rzeczy jest jeszcze 'zakodowanych' w zwykłych nawykach, które wyglądają na czysto praktyczne.
To jest właściwie pytanie o placebo i o to czy placebo jest 'złe'. Bo jeśli intencja zmienia cokolwiek, to może przez to, że zmienia twój stan psychiczny - skupienie, gotowość, oczekiwanie. A to z kolei zmienia jak odbierasz zapach i co z nim robisz. Nie potrzebujemy zakładać nic nadnaturalnego żeby to miało sens.
Ale to trochę sprowadza całą rozmowę do: 'zapachy działają bo psychologia'. I dobrze, ale czy nie za bardzo upraszczamy? Bo jeśli ktoś praktykuje w kontekście magicznym i rzeczy mu się 'dzieją', to ta odpowiedź może go nie satysfakcjonować, nie?
Wracając do tego co mówiła Ewunia o frankincense - te badania na myszach, to brzmi poważnie, ale ile to kadzidła trzeba by spalić żeby w ogóle poczuć efekt? Bo wyobrażam sobie że w małym mieszkaniu z zamkniętymi oknami to może być zupełnie inne stężenie niż w dużej świątyni.
Właśnie, i tutaj wchodzi kwestia wentylacji, której się prawie nie omawia. Przy intensywnym paleniu żywic w małym pomieszczeniu poziom PM2.5 może być bardzo wysoki. Koptyjskie kościoły, hinduskie świątynie - to są zazwyczaj duże przestrzenie z cyrkulacją powietrza. Jak ktoś pali półgodzinne kadzidło w łazience, to jest inna sprawa. Nie mówię że trzeba się bać, ale warto mieć to w głowie.
Tego w ogóle nie brałam pod uwagę. Czy jest jakaś zasada dotycząca czasu palenia albo wietrzenia? Bo do tej pory paliłam i siedziałam w tym, myśląc że o to chodzi.
A czy ktoś miał doświadczenie z zapachami, które zupełnie nie grały w danym momencie - tzn. coś co zwykle dobrze ci służy, nagle w pewnej sytuacji okazało się złym wyborem? Pytam bo ostatnio coś mi nie grało z kadzidłem, które do tej pory lubiłam, i nie wiem czy to był sygnał czy po prostu nastrój.
To jest coś o czym rzadko się mówi - że zapachy mogą mieć 'zły moment' nie dlatego że są złe, ale dlatego że są zbyt mocno powiązane z jakimś stanem albo wspomnieniem. Układ węchowy jest bezpośrednio połączony z ciałem migdałowatym, więc to nie jest zaskakujące. Ale w kontekście praktyki magicznej wychodzi ciekawe pytanie: czy należy trzymać się zapachu mimo oporu, czy to sygnał żeby zmienić?
To co opisuje Helga i Juliusz to dość klasyczny problem z tym jak interpretujemy sygnały ciała. Układ węchowy jako jedyny ze zmysłów nie przechodzi przez wzgórze - trafia prosto do kory i do układu limbicznego. To znaczy że reakcja na zapach jest często szybsza niż świadoma ocena. Dlatego kiedy coś 'nie gra', to ciało sygnalizuje zanim zdążysz to przemyśleć. Pytanie jest inne - czy ten sygnał jest zawsze wiarygodny?
I to jest właśnie coś, co zmienia cały temat zapachów w praktyce. Nie chodzi tylko o to, co jest 'właściwe' według jakiegoś systemu - żywica X do rytuałów ziemnych, Y do oczyszczenia. Chodzi o to, co twój układ nerwowy faktycznie odbiera jako bezpieczne i skupiające. Dwie osoby mogą mieć zupełnie odwrotne reakcje na ten sam zapach i obie będą miały rację co do siebie.
No dobrze, ale czy to nie prowadzi do wniosku że w sumie każdy zapach może być dobry albo zły zależnie od osoby? Bo jeśli tak, to te całe listy 'zapach do medytacji', 'zapach do rytuału ziemnego' i tak dalej - to jest co, czyjaś projekcja?
Mam pytanie do tego co mówiła Irenka wcześniej o PM2.5 - czy jest jakaś różnica między żywicą a kadzidłem w patyku pod kątem dymu? Bo mam wrażenie że te gotowe patyczki są bardziej dymne, ale może się mylę.
O właśnie, ten aspekt wizualny dymu - nigdy o tym nie myślałam jako o osobnym elemencie, ale ma to sens. Dym się porusza, zmienia, można obserwować jak idzie. To chyba też działa na skupienie w jakiś sposób, nie?
A czy ktoś próbował pracować wyłącznie z olejkami bez żadnego spalania? Zastanawiam się czy efekt jest porównywalny czy jednak coś się traci bez tego elementu ciepła i dymu.
To jest coś, co mnie od dawna zastanawia w temacie zapachów w praktyce - gdzie kończy się 'działanie zapachu' a zaczyna działanie całego kontekstu, w jakim ten zapach występuje. Zapalanie, chwila zatrzymania, decyzja że 'teraz zaczynam' - to jest oddzielny mechanizm niż sam aromat.
i jak to w ogóle rozdzielić? Tzn. czy da się sprawdzić czy zapach działa sam, bez tego całego opakowania? Bo jeśli nie da się, to może wcale nie trzeba - może właśnie chodzi o to że jedno bez drugiego nie ma sensu.
Dokładnie to samo myślę. Może pytanie 'czy zapach działa sam w sobie' jest źle postawione, bo nikt w praktyce nie używa zapachu w próżni - zawsze jest jakiś kontekst, intencja, moment. I to nie osłabia efektu, tylko mówi że zapach jest częścią większej całości, nie osobnym czynnikiem.
