Ostatnio przy pracy z kartami zaczęłam zwracać większą uwagę na to, czym pachnie w pokoju i zdałam sobie sprawę, że to robi różnicę. Nie chodzi mi o żaden klimat czy nastrój, bardziej o to, że przy niektórych zapachach skupienie przychodzi samo, a przy innych głowa chodzi gdzieś indziej. Ciekawe, czy to tylko moje skojarzenia wyrobione przez lata, czy jest w tym coś więcej. Przy kadzidełkach z sandałowcem jakoś wszystko idzie sprawniej, a przy wanilii totalnie mi się to rozłazi, choć wanilia sama w sobie jest przyjemna. Czy ktoś testował różne zapachy pod tym kątem i wyciągnął jakieś wnioski?
Coś w tym jest, bo ja też to zauważyłam. Przy pracy z kamieniami szczególnie czuję różnicę - mirra albo żywica beniaminowa jakoś inaczej ustawiają uwagę niż zwykłe kadzidełka z bazaru. Ale mam wrażenie, że część tego efektu to właśnie ta warstwa skojarzeń, o której piszesz. Mózg dostaje sygnał: ten zapach = czas na skupienie. Tylko że to by znaczyło, że jakikolwiek zapach by zadziałał, gdybyś go konsekwentnie używała. A jednak tak nie jest, prawda? Bo nie wyobrażam sobie pracować przy zapachu cytrusów, jakoś mi to rozbiega myśli.
Właśnie słucham tej rozmowy i mam pewne zastrzeżenie. Bo jeśli mówimy o tym, że zapach służy praktyce, to warto się zastanowić, czy chodzi nam o skupienie jako stan mentalny, czy o coś, co faktycznie wpływa na przebieg rytuału. To są dla mnie dwie różne rzeczy. Neuronaukowcy mają na to swoją odpowiedź - węch to jedyny zmysł, który idzie bezpośrednio do układu limbicznego bez filtrowania przez wzgórze, stąd ta natychmiastowość reakcji. Ale to nie tłumaczy, dlaczego konkretne żywice od tysięcy lat pojawiają się w sakralnych kontekstach niezależnie od kultury. Egipcjanie, Majowie, tradycje tybetańskie - wszędzie jest kadzidło, żywica, dym. Przypadek?
No właśnie, ale to że coś jest wszędzie, niekoniecznie znaczy, że działa magicznie - mogło się po prostu przyjąć, bo działa na umysł, tak jak napisała Ewunia_J o tym układzie limbicznym. Nie jestem przekonana, że zapach robi coś poza psychologią. Choć z drugiej strony sama przyznam, że kadzidełko z paczuli przy tarota wyraźnie mi zmienia coś w odbiorze kart. Więc może to bez znaczenia skąd pochodzi efekt?
Podpinam się pod pytanie Magini, bo mnie też zastanawia ta granica. Tylko od innej strony. Czy zapachy, które kojarzymy z magią głównie dlatego, że ktoś nam powiedział, że tak trzeba, mają taką samą moc jak te, do których sami doszłyśmy? Bo czytałam gdzieś, że w tradycji ceremonialnej dobór kadzideł wynikał z dostępności roślin w danym regionie, nie z jakichś kosmicznych praw. Egipcjanie spalali kyphi bo mieli dostęp do tych składników, nie dlatego że było to obiektywnie najskuteczniejsze.
O, o kōdō słyszałam przy okazji medytacji, ale nie wiedziałam że to aż tak rozbudowana tradycja. Rozumiem że chodzi o ceremonię kontemplacji zapachu? Bo czytałam że tam nie mówi się, że zapach pachnie, tylko że się go słucha. To mi coś mówi o tym, jak traktują zmysł węchu - jakby był czymś więcej niż tylko biologicznym detektorem.
Syntetyczne kadzidełka to dramat, w pełni zgadzam się. Mam wrażenie, że one pachną jak odświeżacz powietrza i mózg automatycznie kojarzy je z łazienką, nie z żadną pracą. Ale mam pytanie, bo jestem tu raczej nowa w temacie zapachów - po czym poznać, że kadzidełko jest naturalne, bo na opakowaniach to nie zawsze jest jasne?
A skąd w ogóle kupujecie te porządne? Bo weszłam ostatnio do sklepu z ezoterycznymi rzeczami i tam były kadzidełka w kijkach po kilka złotych i sprzedawczyni twierdziła że są najlepsze na wszystko. Trochę mi to nie ufało.
Wracając trochę do wątku o tym, co przeszkadza w praktyce - mnie zastanawia kwestia indywidualnych skojarzeń kontra jakiś bardziej obiektywny wpływ. Bo sandałowiec kojarzy mi się z praktyką, bo od lat go używam, ale co z kimś, kto go nigdy nie wąchał? Czy ten sam zapach zadziała na kogoś, kto nie ma wyrobionego skojarzenia? Ewunia_J, masz jakieś obserwacje z pracy z innymi ludźmi przy tym?
mam, i to jest właśnie to, co mnie skłania do myślenia, że to nie jest tylko kwestia indywidualnych skojarzeń. Pracuję z ludźmi, którzy często po raz pierwszy w życiu wchodzą w przestrzeń z kadzidłem, i widzę fizyczną zmianę - oddech się spowalnia, napięcie w ramionach opada. To dzieje się zanim zdążą cokolwiek skojarzyć. Ale jednocześnie widzę też, że ktoś, kto miał traumatyczne doświadczenie z konkretnym zapachem - powiedzmy dym kojarzy się z pożarem - może mieć zupełnie odwrotną reakcję. Więc pewnie to dwie warstwy, które działają równocześnie.
To co mówi Ewunia_J o fizycznej reakcji przed skojarzeniem - to ma sens z tego co czytałam o amygdale. Ona reaguje na zapach szybciej niż dociera do świadomości. Ale mam inne pytanie, może trochę z boku - czy ktoś próbował świadomie zbudować nowe skojarzenie? Znaczy, wziąć zapach, który wcześniej był neutralny, i celowo połączyć go z konkretnym rytuałem? Ciekawi mnie, czy to działa tak samo jak zapach, który ma za sobą długą tradycję użytkowania.
Czytam to wszystko i mam jedno pytanie - czy zapachy mają jakieś znaczenie przy pracy z duchami i kontakcie z przestrzenią, która nie jest do końca materialna? Bo kojarzę że w różnych tradycjach dym jest traktowany jako medium, przez które coś przechodzi, nie tylko jako coś, co wprowadza człowieka w odpowiedni stan. To by było trochę inne podejście niż to, o czym tu rozmawiacie.
Ale właśnie to jest to, co mnie tutaj najbardziej zastanawia. Bo jeśli dym 'służy' duchom w jakiś konkretny sposób - to jak to rozumieć? Że duchy dosłownie odżywiają się dymem, jak w niektórych tradycjach greckich z ofiarami całopalnymi? Czy to tylko symbol, który my interpretujemy jako komunikat?
To co mówi Sewer76 o precyzji składników - to mnie zawsze zatrzymuje przy tym temacie. Bo jeśli byłoby to czysto symboliczne, to nie miałoby znaczenia, co dokładnie wrzucamy w ogień. A jednak te systemy są bardzo konkretne. Każda roślina ma swój czas zbioru, swoje zastosowanie, swoją parę w rytuale. To brzmi jak wiedza z obserwacji, nie tylko spekulacja.
Dobra, ale czy ktoś z was miał konkretne doświadczenie z tym, że zapach zmienił coś w przebiegu praktyki w sposób, którego się nie spodziewałaś? Nie mówię o skupieniu - to rozumiem. Mówię o czymś, co zaskoczyło.
A kopal to ta sama rodzina co kadzidło frankincense? Bo widziałam oba w sklepie i sprzedawca mówił, że to prawie to samo. Teraz zaczynam myśleć, że to nieprawda.
Skoro juz jesteśmy przy rozróżnieniach - skąd w ogóle wiadomo, do czego co służy? Mam wrażenie, że jak wchodzę do sklepu, to każde kadzidło ma nalepkę 'do oczyszczania' albo 'do przyciągania dobrych energii' i to nie mówi nic konkretnego. Czy gdzieś są rzetelne źródła o tym?
Mam pytanie do Ewunia_J albo kogokolwiek, kto wie - jest jakiś zapach, który według tradycji powinien działać odpychająco lub ochronnie? Kojarzę że rozmaryn ma taką reputację, ale nie wiem czy to ludowa opowieść, czy coś z konkretną historią za sobą.
A co z tym szałwią - słyszałam kiedyś że to trochę problem, że wszyscy teraz ją palą, a pochodzi z konkretnej kultury. Ale jednocześnie myślę - czy zapachy w ogóle mogą być 'własnością' jakiejś tradycji? Rośliny rosną wszędzie, nie mają paszportu.
To jest naprawdę trudne pytanie. Z jednej strony rozumiem argument o tym, że roślina to roślina. Ale szałwia biała rośnie głównie na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, jest pod ochroną gatunkową w części stanów, i jej masowy eksport do Europy ma konkretny wpływ na dostępność dla samych rdzennych społeczności, które jej potrzebują do własnych praktyk. Więc może pytanie nie jest 'czy zapach ma paszport', tylko 'co się dzieje z rośliną przez tę popularyzację'.
Przy okazji szałwii - jest zwykła szałwia ogrodowa, Salvia officinalis, którą można wyhodować na balkonie, i ona też ma historię użycia w oczyszczaniu przestrzeni w tradycji europejskiej. Mniej modna, ale dostępna i bez tego bagażu. Używam jej od jakiegoś czasu i nie mam poczucia, że jest 'słabsza' w działaniu, choć rozumiem, że to subiektywne.
Dziękuję, Sewer76! To naprawdę cenne, bo miałam wrażenie, że muszę gdzieś polecieć po suszoną białą szałwię, a ona siedzi u mnie w doniczce od lat. Spróbuję więc najpierw suszyć ogrodową, a potem zobaczymy.
A wracając do rozmarynu, bo Ewunia_J powiedziała coś, co mnie zatrzymało - że właściwości antybakteryjne mogły być podkładem pod całą tę 'ochronę'. Czy w takim razie można by przyjąć, że sporo magicznych zastosowań zapachów ma po prostu racjonalne, biologiczne wyjaśnienie, które dawniej ludzie interpretowali symbolicznie? Nie mówię że to wyklucza drugie, ale zastanawiam się, gdzie przebiega ta granica dla was.
Dokładnie to mam na myśli, kiedy mówię że tradycje nie rozróżniały tych poziomów. Agni w tradycji wedyjskiej nie jest 'tylko symbolem' ognia - on jest tym ogniem, ale i czymś więcej jednocześnie. Podobnie kopal czy żywice. Działanie fizyczne i działanie rytualne to jedno. Podział na 'prawdziwy mechanizm' i 'magię' to coś, co na nas nałożyła nowożytność.
Tylko że jak to rozumieć w praktyce? Znaczy - czy to zmienia cokolwiek w tym, jak ktoś podchodzi do palenia kadzidła? Jeśli wiem, że to linalol czy cokolwiek w lawendzie uspokaja mnie poprzez receptory węchowe, to ta wiedza nie odbiera mi nic z doświadczenia podczas rytuału. Ale dla mnie osobiście wiedzieć skąd to pochodzi jest ważne, bo lubię rozumieć co robię.
A ja mam inne pytanie, może naiwne - bo tutaj dużo mówicie o kadzidłach i żywicach, ale co ze zwykłymi świecami zapachowymi? Taką lawendową ze sklepu? Czy to w ogóle ma jakikolwiek sens w kontekście magicznym, czy to już jest za daleko od 'prawdziwego' zapachu?
Skąd wiadomo, że olejek jest prawdziwy albo że świeca ma prawdziwy składnik? Serio pytam, bo byłam ostatnio w kilku sklepach i jedne mówią 'naturalny olejek' inne 'kompozycja zapachowa' i nie mam pojęcia jak to odróżnić.
