To jest ten typ doświadczenia, gdzie metodologia empiryczna naprawdę nic nie daje, i nie dlatego że jest zła - tylko dlatego że n=1 zawsze będzie podatne na zakwestionowanie. Ale dla osoby która tego doświadczyła, n=1 to jest n=1. Nie ma jak tego rozstrzygnąć zewnętrznie.
Właśnie tu jest dla mnie serce tego tematu. Nie chodzi o to żeby udowodnić innym, że synchronizm był 'prawdziwy'. Chodzi o to, że takie zdarzenie zmienia coś w tym jak śledzisz własne doświadczenia. Zaczynasz inaczej słuchać. I to jest efekt niezależnie od interpretacji.
Zgadzam się z Tojadek81, ale mam jedno ale. Jest ryzyko że ta zmiana w słuchaniu może się zamienić w coś co powoduje, że wszystko staje się znaczące. A to jest osobny problem - jakiś czas temu miałam taki okres, że każda zbieżność coś 'znaczyła' i to było wyczerpujące, nie otwierające.
Ten 'filtr trójki' to jest coś co pojawia się w różnych tradycjach zupełnie niezależnie, co samo w sobie jest ciekawe. Nie jako dowód na cokolwiek, ale jako wzorzec w myśleniu o wzorcach. Może Kamilka65 intuicyjnie trafiła w coś co ma dłuższą historię niż się wydaje.
Ten 'filtr trójki' pojawia się między innymi w tradycji celtickiej, gdzie trójkowe powtórzenie sygnału traktowane było jako potwierdzenie - nie jako magia sama w sobie, ale jako sposób na odróżnienie przypadku od wzorca. Kamilka65 trafiła więc w coś, co ma całkiem długi rodowód, nawet jeśli dotarła do tego własną drogą.
Wracając do tego co mówił wcześniej Seid o n=1 - mnie to zdanie trochę zatrzymało. Bo to jest prawda, że jednostkowe doświadczenia nie dają się weryfikować empirycznie, ale jednocześnie cała tradycja pracy ze snami i stanami między jawą a snem opiera się właśnie na akumulacji takich n=1 od różnych osób przez wieki. I jakoś to tworzy coś spójnego.
tylko że ta akumulacja niekoniecznie tworzy spójność - może tworzyć iluzję spójności, bo rejestrujemy głównie zdarzenia potwierdzające. Te, które nie pasują, są zapominane albo uznawane za nieistotne. To jest znany problem z całą bazą anegdot jako 'dowodem'.
To co mówi Seid ma sens, ale mam wrażenie że w kontekście pracy ze snami i hipnagogią to rozróżnienie jest trochę jałowe. Nikt tu chyba nie próbuje pisać artykułu naukowego - chodzi o to, co robić z tym co się doświadcza. I tu akumulacja własnych obserwacji jest jak najbardziej użyteczna, nawet jeśli nie spełnia kryteriów powtarzalności.
Szczerze? Ta dyskusja o tym czy coś jest dowodem czy nie - mało mnie to obchodzi w praktyce. Wróćcie do konkretów, bo zacząłem czytać ten wątek właśnie dlatego że chciałem wiedzieć jak te stany hipnagogiczne w ogóle wywołać celowo, a nie jak je filozoficznie sklasyfikować.
Słyszałam o tej technice Edisona. Podobno nazywał to 'drifting' i uważał że stamtąd czerpie najlepsze pomysły. Interesujące, że ktoś tak przyziemny jak Edison miał w tym regularną praktykę, nawet jeśli nigdy by jej tak nie nazwał.
I tu znowu wracamy do pytania które się tutaj ciągnie od początku - czy otoczka ma znaczenie? Bo dla mnie intencja z jaką wchodzę w ten stan zmienia to co z niego wychodzę. Jak zasypiam 'żeby zasnąć' dostanę inne obrazy niż jak świadomie się w to wchodzi z jakimś pytaniem z tyłu głowy.
a jak to robisz technicznie, to pytanie z tyłu głowy? Dosłownie myślisz o czymś przed zaśnięciem, czy to jest coś bardziej...nie wiem, jak to powiedzieć - bardziej odczuwane?
Ja to rozumiem, bo mam podobnie. To nie jest myślenie o czymś, bardziej - trzymanie tematu bez zaciskania na nim. Jak trzymasz wodę w garści, nie ściskając.
To co opisuje Kamilka65 z zapisywaniem - ja próbowałem podobnie, ale mam problem że zanim sięgnę po notes, już połowa tego gdzieś ucieka. Piszesz dosłownie zaraz po przebudzeniu, przed wstaniem, czy jednak dajesz sobie chwilę?
OK, ale wróćmy do tego co mówiła Pyromantka82 o technice z kluczem. Bo ja to chcę spróbować i mam jedno konkretne pytanie - jak długo to trwa zanim faktycznie złapiesz ten moment między? Bo brzmi jakby to miało działać od razu, ale podejrzewam że jednak nie.
To co opisujesz Pyromantka82 - że budzisz się nie wiedząc co się stało - to jest właśnie mój problem. Nie wiem czy w ogóle te stany hipnagogiczne u mnie zachodzą, bo może po prostu zasypiam i tyle. Jak odróżnić że coś się wydarzyło od tego że po prostu drzemałam?
To szarpnięcie które opisuje Helenka99 to mioklonie - to jest fizjologiczne, mózg przechodzi z jednego stanu w drugi i ciało reaguje skurczem. Ciekawe że większość ludzi tego doświadcza i nigdy nie kojarzy tego ze stanami pogranicza. A to jest właśnie ten sygnał że jesteś w odpowiednim miejscu.
Mioklonie jako wyznacznik wejścia w hipnagogię to trochę uproszczenie - one mogą się pojawiać niezależnie od jakości stanu, zwłaszcza przy niedoborze snu lub stresie. Traktuję je bardziej jako wskaźnik że ciało odpuszcza czuwanie, ale to nie znaczy że umysł robi cokolwiek ciekawego. To dwa osobne procesy.
A co z synchronizmami które są tematem tego wątku? Bo cały czas kręcimy się wokół techniki zasypiania, a miało być o rozpoznawaniu znaków. Mnie interesuje właśnie to - jak odróżnić synchronizm od przypadkowego zbiegu okoliczności. Bo każdy może sobie powiedzieć 'o, myślałem o kimś i zadzwonił' - ale to się zdarza statystycznie.
To jest dobre pytanie, bo myślę że hipnagogia i synchronizmy są bardziej powiązane niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Przynajmniej u mnie wygląda to tak, że obrazy z pogranicza snu często są pierwszym sygnałem czegoś co potem zjawia się w ciągu dnia. Nie jako przepowiednia, raczej jako ustawienie uwagi na coś co już jest w polu - po prostu jeszcze tego nie widziałam na jawie.
To co mówi Tojadek81 o 'ustawieniu uwagi' - właśnie o to mi chodzi od dawna kiedy próbuję wyjaśnić sobie mechanizm tych zbiegów. To nie jest że coś zostaje zapowiedziane. To jest że zaczynasz widzieć to co wcześniej było poza twoim radarem. Pytanie czy to magia czy to po prostu selektywna uwaga - nie wiem, ale różnica praktyczna jest zerowa.
Ja nie rozdzielam tych dwóch rzeczy i przestałam próbować. Przez lata starałam się ustalić czy 'dostaję' informację czy 'zauważam' to co już jest - i doszłam do wniosku że to rozróżnienie jest interesujące filozoficznie, ale bezużyteczne praktycznie. Rezultat jest ten sam. Interpretuję to co przychodzi.
OK ale co z tymi synchronizmami na jawie, nie we śnie? Bo ja ostatnio kilka razy miałem sytuacje gdzie to samo słowo albo ten sam motyw pojawiał się w ciągu kilku godzin z zupełnie różnych źródeł. I za każdym razem nie wiedziałem co z tym zrobić - ignorować, zapisać, coś z tym 'zrobić'?
Ale jak sprawdzić co dany motyw znaczy? Mam na myśli - skąd wiesz że twoja interpretacja jest trafna a nie że po prostu dopasowujesz go do tego co akurat chcesz usłyszeć?
Jest jeszcze jedna rzecz której nie powiedzieliśmy - synchronizmy i obrazy hipnagogiczne mają chyba inną 'fakturę' niż zwykłe myśli czy marzenia senne. Przynajmniej u mnie jest tak że te pierwsze mają jakąś - nie wiem jak to inaczej nazwać - gęstość. Zatrzymują cię bez wysiłku, nie musisz się zmuszać żeby na to patrzeć. Zwykłe skojarzenie odpłynie, to zostaje.
To co napisała Helenka99 o 'gęstości' - właśnie to. Nie wiem jak to inaczej opisać, ale jest coś w tych obrazach i zbiegach okoliczności co sprawia że nie przesuwasz ich tak samo jak resztę bodźców. Jakby miały inny ciężar gatunkowy. Pytanie tylko czy to jest cecha samego zjawiska czy wynik tego że umysł je inaczej koduje bo są rzadsze i nieoczekiwane.
Dokładnie. I tu wracamy do tego co mówiłam wcześniej - nie chodzi o samo zdarzenie, ale o to że jesteś na nie ustawiona w danym momencie. To 'trafienie' jest warunkiem. Bez aktywnego pytania albo procesu to samo zdarzenie przechodzi niezauważone.
