Dobra, ale co z tymi synchronizmami na jawie które nie mają żadnego snu jako poprzednika? Przez całą rozmowę mówimy o śnie jako punkcie wyjścia, ale część zbiegów okoliczności po prostu się zdarza w ciągu dnia, bez żadnego snu rano. Jak to pasuje do tego modelu?
Myślę że sen nie musi być warunkiem koniecznym, raczej jednym z możliwych kanałów. Hipnagogia jest inna niż sen pełny, stan skupienia podczas medytacji jest kolejny, zwykła chwila zawieszenia między zadaniami też może być takim momentem. Tytuł wątku mówi o snach na jawie - i może właśnie o to chodzi, że jawa może mieć te swoje własne okna.
Dokładnie to. Stan hipnagogiczny jest najlepiej opisanym przykładem ale nie jedynym. W neurologii mówi się o sieci trybu domyślnego, DMN, która odpowiada właśnie za takie stany - błądzenie myślami, marzenia na jawie, pewien rodzaj nieuważnej uważności. To jest aktywna sieć, nie brak aktywności.
Mnie to z kolei prowadzi do pytania - czy świadome próby wywoływania takich stanów, czyli medytacja, określone rytuały, mają sens jeśli chodzi o odbiór synchronizmów? Czy raczej trzeba je po prostu zostawić żeby przychodziły kiedy chcą? Bo mam wrażenie że jak za bardzo się staram, to właśnie wtedy nic nie ma.
Ale czy ta 'gotowość' którą Seid opisuje to nie jest po prostu inny rodzaj oczekiwania? Bo nadal czekasz na coś konkretnego, tylko cierpliwiej. Nie rozumiem gdzie jest granica między trenowaniem uwagi a obsesyjnym wypatrywaniem znaków, tylko w wolniejszym tempie.
